Reklama

"Ściśle tajne": HISTORIA ARCYSZPIEGA

To była w ocenie wielu specjalistów największa afera szpiegowska w historii Stanów Zjednoczonych. Robert Hanssen przez ponad dwadzieścia lat zdradzał sowietom tajemnice FBI, w której był niezwykle cenionym agentem. Jego mocodawcy ze Wschodu bardzo długo nie znali jego tożsamości ani twarzy. Uchodził za człowieka religijnego, przykładnego katolika, był ojcem sześciorga dzieci. Mieszkał wraz z rodziną w skromnym domu w Vienna, w stanie Wirginia, zaledwie dwanaście mil od siedziby FBI. W przeciwieństwie do innego słynnego kreta, Aldricha Amesa z CIA, starannie kontrolował wydatki, dzięki czemu pozytywnie przeszedł wiele wewnętrznych kontroli. Hanssen doskonale znał techniki tropienia sowieckich agentów, ponieważ sam się tym zajmował. Potrafił więc zacierać ślady. Dostarczył Rosjanom ponad 6000 stron tajnych dokumentów i ponad 20 dyskietek z tajnymi informacjami. Dotyczyły one przede wszystkim tożsamości amerykańskich agentów, szczegółów planowanych tajnych operacji oraz projektu budowy tajnego tunelu pod ambasadą radziecką w Waszyngtonie. W wyniku jego działalności schwytano wielu, a stracono co najmniej dwóch cennych amerykańskich agentów. Za swe usługi otrzymał półtora miliona dolarów.

Reklama

Po zdobyciu rosyjskich dokumentów potwierdzających niezbicie działalność wyjątkowo niebezpiecznego "kreta" w FBI, wspólne śledztwo rozpoczęły FBI, CIA oraz Departament Stanu. Hanssena schwytano 18 lutego 2001 roku podczas opróżniania skrytki w parku. Skazano go na dożywocie.

Hanssen urodził się w Norwood w okolicach Chicago w 1944 roku. Jego ojciec, Howard, był cenionym i często nagradzanym policjantem. Według relacji wielu świadków, uważał on syna za mięczaka i nieudacznika. Podobno w dzieciństwie wielokrotnie znęcał się nad nim fizycznie i psychicznie. Owijał go w ręcznik i kręcił, aż do wymiotów, lub chwytał za nogę i wywijał młynki w powietrzu naśmiewając się z jego lęku. Gdy w wieku 16 lat Robert chciał uzyskać prawo jazdy, ojciec przekupił nawet urzędnika, by syn nie zdał egzaminu.

Robert studiował w Knox College, w Galesburgu, i zgodnie z życzeniem ojca miał zostać dentystą. Tam poznał swoją przyszłą żonę, Bonnie Wauck. Jego ojciec zniechęcał dziewczynę do małżeństwa z synem, twierdząc, że nie ma po co wiązać się z niedorajdą. Robert skończył stomatologię w Northwestern University w 1968 roku, a wkrótce po tym poślubił Bonnie. Szybko porzucił swój zawód, próbował zająć się biznesem, w końcu zaś wstąpił do policji. Ukończył Akademię Policyjną, a w 1971 roku (podobno po części dzięki wpływom ojca) dostał się do elitarnego wydziału chicagowskiej policji - C5, zajmującego się tropieniem korupcji w polityce oraz w samej policji. W 1976 złożył podanie o przyjęcie do FBI, ukończył szesnastomiesięczne kursy w Quantico, a następnie rozpoczął pracę w oddziale FBI w Indianapolis. Szybko piął się po szczeblach kariery. Jako agent śledczy wyróżniał się według ówczesnych współpracowników wielką inteligencją, skutecznością i dociekliwością. W 1978 roku został przeniesiony do Nowego Jorku. Miasto to nie bez racji było i jest uważane za największe siedlisko szpiegów w Stanach. W tym okresie ZSRR, według ostrożnych szacunków, miał ponad 220 aktywnych agentów w USA, a wielu z nich rezydowało właśnie w Nowym Jorku. Przeprowadzka, zwłaszcza zaś kupno nowego domu, były kosztowne. Być może dlatego Hanssen, pracujący w kontrwywiadzie FBI, postanowił sprzedać tajne informacje wywiadowi wojskowemu GRU, za pośrednictwem radzieckiej firmy handlowej, która - jak doskonale wiedział - była skrzynką kontaktową. Przekazał kopertę z informacjami dotyczącymi generała Dimitrija Polakowa, oficera GRU, który współpracował z wywiadem amerykańskim od 1961 roku pod pseudonimem "Top Hat", żądając w zamian umieszczenia w skrzynce pocztowej, którą założył na fałszywe nazwisko, 30 tysięcy dolarów. Polakowa odsunięto od obowiązków, ale aresztowano dopiero w 1985 roku, gdy jako amerykańskiego informatora wskazał go inny sowiecki agent, Aldrich Ames z CIA, oraz ponownie Hanssen.

W dniu, w którym Robert dokonał transakcji, przypadkowo zdekonspirowała go żona. Hanssen skłamał, że sprzedał Rosjanom całkowicie bezwartościowe informacje. Bonnie zmusiła go, by poszedł do spowiedzi. Ksiądz Robert P. Bucciarelli (były szef Opus Dei w USA) ponoć nakłaniał go, by oddał pieniądze na cele charytatywne. Czy tak uczynił - nie ustalono.

W 1983 r. Hanssen przeniósł się do Waszyngtonu i już po dwóch latach został mianowany zastępcą dyrektora działu analiz, Davida Majora. Ponownie kupił drogi dom i znów popadł w długi. Znał doskonale procedury FBI i wszystkich jej czynnych agentów ulokowanych w GRU i KGB, prowadzonych przez agencję. Podjął kolejną, o wiele bardziej udaną próbę kontaktu z Rosjanami. Napisał list do Wiktora Iwanowicza Czerkaszyna, wysokiego oficera KGB przy ambasadzie ZSRR w Waszyngtonie. Szybko udowodnił, że jest cennym źródłem informacji. Zdradził część wspomnianych nazwisk funkcjonariuszy GRU i KGB pracujących dla USA. Byli to Borys Jużyn, Sergiej Motorin oraz Walerij Martynow. W rezultacie, dwóch ostatnich zostało straconych, a Jużyn trafił do łagru na 15 lat. Hanssen przekazał też plan działań wywiadowczych pod kryptonimem "Coins II" przeciw ZSRR i państwom Układu Warszawskiego, a także listę podsłuchiwanych przez Agencję Bezpieczeństwa Narodowego dyplomatów radzieckich w Waszyngtonie. Zawiadomił Moskwę, iż pracownikom NSA udało się złamać kody w radzieckich satelitach telekomunikacyjnych. Zdradził plany budowy tunelu pod ambasadą radziecką w Waszyngtonie, w którym zamierzano umieścić urządzenia podsłuchowe i który kosztował aż 500 milionów dolarów. Przekazał strategię ewakuacji prezydenta USA i rządu w wypadku ataku nuklearnego.

Hanssen kontaktował się z radzieckimi agentami za pomocą tak zwanych "martwych skrzynek kontaktowych". Jedna z nich znajdowała się w Foxstone Park, o pięć minut drogi od domu Hanssena w Vienna. Wychodził na spacer z psem i zostawiał reklamówkę z kopiami dokumentów. Na pobliskim drzewie zostawiał znak - kawałek białej taśmy - co oznaczało, iż skrytka jest pełna. Przy odbiorze raportów Rosjanie zostawiali umówioną sumę pieniędzy. Swoje meldunki podpisywał "Ramón García". Prowadzący go oficer Czerkaszyn (który prowadził także i Amesa) zgodził się na anonimowość agenta, nie konsultując się z dowództwem, co było, jak na sowieckie stosunki, niezwykłe. Centrala KGB zażądała jednak ustalenia tożsamości szpiega i zebrania kompromitujących go materiałów.

W 1990 roku Mark Wauck, szwagier Hanssena i także agent FBI, przypadkowo odkrył w jego domu duże sumy pieniędzy oraz drogie meble. Złożył raport o swych podejrzeniach w centrali w Chicago. Z niewiadomych powodów raport ten nie został wykorzystany.

23 lutego 1994 FBI aresztowało Aldricha Amesa. Przypuszczano, że przecieki znikną, ale tak się nie stało. Podejrzenia wzbudziła zwłaszcza sprawa Feliksa Blocha, dyplomaty w Wiedniu, zwerbowanego przez KGB. FBI objęło go ścisłą inwigilacją, ale Hanssen ostrzegł Rosjan - w rezultacie Bloch zaprzestał swej działalności. FBI cały czas szukało przecieków w konkurencyjnej CIA - oskarżyło m.in. pracownika agencji wywiadowczej, Briana Kelly'ego, którego podejrzewano o ostrzeżenie Blocha. Kelly'ego zwolniono z pracy, choć nie postawiono mu oficjalnych zarzutów. Hanssen śledził postępy śledztwa. Pod koniec lat 90. FBI zakupiło od oficera KGB za sześć milionów dolarów rosyjskie akta dotyczące sprawy Blocha. Okazało się, że obciążają one jednoznacznie Hanssena. Były gromadzone na polecenie kierującego KGB generała Władimira Kriuczkowa, który chciał mieć zapewne argumenty, by w razie potrzeby wymusić na Hanssenie posłuszeństwo. 18 lutego 2001 roku aresztowano Hanssena w Foxstone Park, gdy opróżniał skrzynkę kontaktową. 6 sierpnia 2002 roku Hanssena skazano na dożywocie. Uniknął kary śmierci, ponieważ dokładnie opowiedział, co zdradził Rosjanom. Obecnie odbywa wyrok w więzieniu o zaostrzonym rygorze - Florence w Kolorado. Kelly'ego przeproszono i przywrócono do pracy. Dostał list z przeprosinami od ówczesnego szefa CIA, George'a Treneta. FBI przeprosiło Kelly'ego bardzo niechętnie i dopiero w 2003 roku, pod naciskiem mediów. Louis Freeh, zaprzyjaźniony z Hanssenem szef FBI (członek Opus Dei), zapłacił stanowiskiem za tę sprawę. Eric O'Neill, który był konsultantem filmu, rzeczywiście odegrał dużą rolę w gromadzeniu dowodów przeciw Hanssenowi. W ocenie części ekspertów, sukcesy Hanssena były możliwe dzięki temu, że po wygaśnięciu zimnej wojny zaniedbano procedury bezpieczeństwa.

Do dziś motywy działania Hanssena nie są do końca jasne. Z pewnością nie chodziło jedynie o pieniądze. Ukazało się ponad 20 książek na ten temat. Pojawiły się nowe fakty. Hanssen był członkiem Opus Dei, prowadził poradnię życia duchowego. Z drugiej strony wyszło na jaw, iż Hanssen nagrywał w sekrecie przed żoną swe igraszki seksualne z jej udziałem i udostępniał je w Internecie. Był też zaprzyjaźniony ze stiprizerką z Waszyngtonu, Priscillą Sue Galey, której dawał drogie prezenty. Kobieta na łamach prasy upierała się jednak, że ich związek był czysto platoniczny, a Hanssen pomógł jej odnaleźć drogę do Boga.

W 2002 roku powstał dobrze przyjęty czterogodzinny film telewizyjny, znany i w Polsce: "As wywiadu - historia Roberta Hanssena" ("Master Spy: The Robert Hanssen Story", reż. Lawrence Schiller), według scenariusza słynnego pisarza Normana Mailera, z Williamem Hurtem w roli głównej. Doceniono staranność rekonstrukcji i rolę Hurta, krytykowano jednak brak napięcia i nieco beznamiętny, opisowy ton.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Ściśle tajne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje