Reklama

"Schmidt": O CO CHODZI WARRENOWI SCHMIDTOWI?

- To po prostu miły facet, który zawsze przestrzegał reguł, których kazano mu przestrzegać – mówi Payne. – Zainteresowało mnie odebranie temu człowiekowi wszystkiego, co posiada – jego kariery zawodowej, małżeństwa, córki, ojcostwa, wszystkich tych instytucji, które miały dla niego jakieś znaczenie. Być może bez nich zmuszony będzie dotrzeć do sedna samego siebie, do tego, kim naprawdę jest. Może w jego wieku jest już na to za późno. A może nie będzie potrafił tego zrobić.

Reklama

- Podoba mi się także pomysł ze zwrotnym punktem w życiu – kontynuuje Payne. – To taka chwila, w której człowiek przechodzi z jednego do drugiego okresu życia. W najlepszym wypadku powinien być z tego dumny, z niecierpliwością oczekiwać na to, co przyniesie mu los. Tak naprawdę jednak, w chwilach takich jak ta, czujemy się puści i wyobcowani. A wyobcowanie to dobra podstawa dla komedii.

Payne już wcześniej napisał scenariusz dla studia Universal, w którym poruszył podobne zagadnienia. Scenariusz nosił tytuł "The Coward". – Zacząłem go pisać w szkole filmowej – przypomina sobie – a skończyłem dla studia, ale nie byli zainteresowani nakręceniem filmu. Nakręciłem później dwa inne filmy, ale nigdy nie zapomniałem o tamtym scenariuszu.

Film "Schmidt" to synteza niektórych wątków ze scenariusza "The Coward" i z powieści "Schmidt" autorstwa Louisa Begley’a. Producenci Harry Gittes i Michael Besman od samego początku w roli głównej widzieli Jacka Nicholsona. Besman dał Gittesowi książkę do przeczytania – Od razu mi się spodobała, jest w stylu Jacka – mówi Gittes, producent "Goin’ South" z udziałem Nicholsona i w jego reżyserii. - "Schmidt" jest o ludzkich zachowaniach, a ludzkie zachowania to cały Jack Nicholson.

Besman, który w swej karierze pracował przez rok jako kierownik w studiu filmowym, był dość sceptycznie nastawiony co do szans skłonienia aktora takiego kalibru nie tylko do przyjęcia roli, ale nawet do przeczytania książki. Przypomina sobie - Harry przeczytał to dość szybko i powiedział: - To jest doskonałe. W sam raz dla Jacka. - Pomyślałem sobie – i tak nic z tego nie będzie, najczęściej właśnie nic nie wychodzi z takich spraw. Kilka tygodni później Harry powiedział mi, że Jack zakochał się w książce.

Jack Nicholson jest jedną z tych osobistości Hollywood, których samo nazwisko wywołuje liczne skojarzenia – detektyw J.J. Gittes, żeglarz, młody prawnik z Południa, pacjent zakładu psychiatrycznego, astronauta na emeryturze, pisarz z licznymi maniami prześladowczymi, pułkownik Marines, a także Joker. To prawdziwa sława, aktor o jednej z najbardziej imponujących karier w Hollywood.

- Alexander jest wielkim miłośnikiem filmów z lat 70., w ogóle sztuki filmowej z tamtych lat – mówi producent Harry Gittes. - Alexander jako filmowiec to skamieniałość z czasów, kiedy po zobaczeniu filmu szło się na kawę, żeby o nim pomówić. Cały wieczór był poświęcony na wyprawę do kina i rozmowy o obejrzanym filmie. Alexander chce kręcić filmy, które prowokują do myślenia.

Payne i Taylor zabrali się do adaptacji powieści, od samego początku zamierzając pożyczyć kilka rzeczy z "The Coward" Payne’a. Wraz z upływem czasu stwierdzili jednak, że zapożyczają z niego coraz więcej rzeczy, w tym długą korespondencję Schmidta z Ndugu, sześcioletnim sierotą z Tanzanii, którego Schmidt sponsoruje poprzez charytatywną organizację Childreach. Kiedy skończyli scenariusz, okazało się, że to mieszanka powieści i wcześniejszego scenariusza.

- Kiedy Alexander pokazał nam swoje zmiany – mówi producent Michael Bosman – byliśmy zachwyceni. Scenariusz był po prostu nacechowany jego niepowtarzalnym stylem.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Schmidt

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje