Reklama

Reklama

"Rysa": WYWIAD Z MICHAŁEM ROSĄ

Historia opowiadana w "Rysie" dzieje się w Krakowie. Jak ważne jest to miasto dla fabuły. Czy wydarzenia opisane przez Pana mogły wydarzyć się w innym mieście?

Są jeszcze takie miejsca, w których zachowała się grupa ludzi zwanych niegdyś polską inteligencją. Jednym z jej wyróżników - prócz wiedzy, wykształcenia, wyrobionego smaku i ogólnej skłonności do myślenia, były podejmowane przez pokolenia starania, by niezależnie od sytuacji, zachowywać się przyzwoicie. Opowiadanie historii o nielojalności, w kontekście takiej tradycji wydawało mi się szczególnie dotkliwe. I dlatego Kraków. Mógł by to być Wrocław, Toruń, Gdańsk. Wybrałem Kraków.

Reklama

Film oparto na autentycznych wydarzeniach - skąd wziął się pomysł na scenariusz. Czy to zasłyszana przez Pana historia czy może gdzieś Pan przeczytał o tych wydarzeniach?

Dziesięć lat temu opowiedziano mi wyczytaną w aktach Stasi historię inwigilacji jednego z niemieckich polityków. Mechanizm był prosty: doprowadzono do spotkania przystojnego agenta z córką owego polityka i spokojnie, bez nacisków czekano na efekty. Po kilku latach człowiek ten, już jako domownik, mógł rozpocząć pisanie raportów. Oczywiście wszystko było jedynie punktem wyjścia - impulsem, który sprawił, że zacząłem pisać tę opowieść.

Jadwiga Jankowska Cieślak i Krzysztof Stroiński grali w Pana poprzednim filmie "Co słonko widziało". Kiedy doszedł Pan do wniosku, że zagrają także w "Rysie"?

Jak już mówiłem, scenariusz napisałem wiele lat temu. Nie myślałem wówczas o konkretnych aktorach. Natomiast niewątpliwe już w trakcie zdjęć do "Słonka?" zdałem sobie sprawę z tego, że jeżeli kiedykolwiek uda mi się doprowadzić do realizacji "Rysy", to chciałbym by Jadwiga zagrała główną rolę. Jeżeli chodzi o rolę męską, to miałem więcej wątpliwości. Oczywiście wiedziałem, że idealnym partnerem dla Jadwigi byłby znowu Krzysztof, trochę się jednak bałem powtórzenia sytuacji, którą raz już wykreowałem. Na szczęście dość szybko pojąłem, że to nie ma żadnego znaczenia i namówiłem Krzysztofa do współpracy.

Rozumie Pan wybory swoich bohaterów?

Sekunduję im. Rozumiem, to chyba nie jest dobre słowo. Zostali postawieni przed sytuacją rodem z greckiej tragedii - niezależnie od decyzji które podejmą, ich dotychczasowy świat musi się rozpaść. To nie są proste decyzję. Przeżywam z moimi bohaterami pełny roczny cykl, od wiosny do wiosny - daję im czas na wyjaśnienia i obronę dobrego imienia. Zastanawiam się jak ja bym się wtedy zachował.

Jednocześnie z tej opowieści płynie jeszcze jedna nauka - można z kimś przeżyć całe życie a zupełnie go nie znać.

To nie jest żadna nauka. Ja naprawdę nie chciałbym nikogo pouczać. To jest ten typ refleksji, który mówi, zważmy na to, co robimy w swoim życiu, bo nic nie będzie zapomniane. I po latach przyjdzie to do nas, stanie za naszymi plecami i będzie nam z tym bardzo niedobrze...

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Rysa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje