"Ratując pana Banksa": PRACA NAD FILMEM

"Ratując pana Banksa" został sfilmowany niemal w całości w Los Angeles i okolicach (nie licząc jednego dnia zdjęciowego w Londynie). Najważniejsze lokalizacje to Disneyland w Anaheim (to dopiero trzeci film fabularny kręcony w tym miejscu w jego pięćdziesięcioośmioletniej historii), TCL Chinese Theatre (wcześniej noszący nazwę Grauman's) w Hollywood (gdzie miała miejsce premiera "Mary Poppins" w 1964 roku), Disney Studios w Burbank (otwarte w 1939 roku miejsce realizacji filmu o czarodziejskiej niani) oraz Big Sky Ranch w Simi Valley, na którego rozległych polach nakręcono sceny rozgrywające się w Australii na początku XX wieku. Zdjęcia trwały dziewięć tygodni i zakończyły się w listopadzie 2012 roku.

Reklama

W rzeczywistości Travers obawiała się o wiarygodność disnejowskiej adaptacji swoich książek. W filmowym świecie Hancocka autentyczność była czynnikiem definiującym podejście całego zespołu do tego projektu, dlatego realizacja rozpoczęła się od wizyty w muzeum Disneya w San Francisco. Kierownik artystyczny Michael Corenblith, współpracujący z Johnem Lee Hancockiem już po raz trzeci, wykorzystał ją do zebrania informacji niezbędnych do właściwego odtworzenia wyglądu biura Walta Disneya na planie zdjęciowym.

Do jego zadań należało również stworzenie otoczenia dla scen retrospektywnych pokazujących dzieciństwo P.L. Travers w Australii. Michael Corenblith tak wspomina pracę na planie filmu: "Opowiadanie historii rozgrywającej się w Australii w 1906 roku tak istotnej dla historii rozgrywającej się w Los Angeles w 1961 roku i tak mocno z nią związanej było wielką przyjemnością, a jednocześnie stawiało wiele wyzwań przed zespołem artystycznym. Ostatecznie okazało się jednak, że jest to jeden z najbardziej smakowitych kąsków w tej bombonierce, jaką jest ten film".

Hancock potrzebował dużej otwartej przestrzeni z łagodnymi wzgórzami porośniętymi krzewami, charakterystycznej dla australijskiego interioru sprzed ponad wieku (trafność doboru miejsca przez kierownika planu Andrew Ullmana zostało potwierdzone przez rodowitego Australijczyka, ojca aktorki Annie Buckley). W ramach wyjazdów do Australii na castingi, Hancock i Owen udali się m.in. do Maryborough i Allory, aby osobiście obejrzeć autentyczne lokalizacje i zwiedzali okolice, gdzie mieszkała rodzina Traversów.

W hali Santa Clarita Studios znajdującej się na północny zachód od Los Angeles Corenblith zbudował plan zdjęciowy, na którym znalazło się biuro Walta Disneya, regał z trofeami (między innymi ponad dwudziestu oryginalnymi statuetkami Oscara sprowadzonymi z Orlando) i sala prób muzycznych. Jednak zanim ekipa na dobre się tam zadomowiła, przez trzy dni na początku listopada kręcono zdjęcia plenerowe przed autentycznym studiem Disneya w Burbank. Możemy sobie tylko wyobrażać, co czuł Tom Hanks ucharakteryzowany na Walta Disneya chodząc śladami twórcy tego kultowego miejsca. Prawdopodobnie analogiczne emocje towarzyszyły aktorowi na kolejnym planie zdjęciowym w Disneylandzie w Anaheim, który był kolejnym wielkim osiągnięciem słynnego filmowca.

Operator John Schwartzman, który stanął na planie zdjęciowym u boku Hancocka po raz pierwszy od kilkunastu lat (odpowiadał za obraz i oświetlenie w jego reżyserskim debiucie "The Rookie" z 2002 roku), kręcąc "Ratując pana Banksa" zdecydował się na wykorzystanie tradycyjnych metod realizacji zastosowanych 50 lat temu w "Mary Poppins", a nieco zapomnianych w dzisiejszych czasach przesiąkniętych technologią cyfrową.

"Taśma filmowa charakteryzuje się pewną elegancją, którą cyfra być może osiągnie, ale z pewnością jeszcze nie teraz" - tłumaczy weteran kinematografii. "Od początku realizacji zdjęć musieliśmy pracować bardzo szybko ze względu na Annie, która jako dziecko mogła występować przed kamerą tylko sześć godzin dziennie. Musiałem polegać na swoich instynktach, które wykształciły się w epoce taśmy filmowej, a nie cyfry. Jestem bardzo szczęśliwy, że zrealizowaliśmy "Ratując pana Banksa" w taki właśnie sposób".

Schwartzman wykorzystał zabiegi operatorskie i oświetlenie, aby podkreślić różnicę pomiędzy dwiema epokami, w których rozgrywa się film (w 1906 roku w Australii i w 1961 roku w Hollywood) i wyjaśnia: "W scenach retrospektywnych kolory są przygaszone. Zdecydowaliśmy się na takie rozwiązanie, ponieważ rodzina Goffów mieszkała na wsi na obszarze dotkniętym burzami pyłowymi. Dlatego w tej części filmu barwy są bardzo słabo nasycone".

"Z drugiej strony mamy Hollywood, które Kelly Marcel opisała jako przesycone zapachem potu, chloru i rozświetlone słońcem. Właśnie dlatego jednym z zastosowanych przez nas zabiegów było wprowadzenie przez okna na wszystkich planach silnego światła słonecznego. Pani Travers mieszkająca w Londynie z pewnością przyzwyczajona była do szarej i zachmurzonej wyspiarskiej pogody. Kręcąc zdjęcia w jej mieszkaniu na Shawfield Street unikaliśmy jaskrawego światła, co kojarzy się z klimatem Wielkiej Brytanii".

Kolejny weteran filmu, projektant kostiumów Daniel Orlandi miał za zadanie ubrać Toma Hanksa w stroje z epoki. Orlandi tak wypowiada się o legendarnym filmowcu: "Publiczny wizerunek Walta Disneya kojarzy się z szarym garniturem z gładkiego materiału charakterystycznym dla lat 60. W latach 50. był to raczej garnitur tweedowy. Bardzo rzadko odchodził od tego wzorca. Wszyscy historycy twierdzą, że Disney codziennie do pracy zakładał garnitur. I tak też ubraliśmy Toma."

Wiele cennych wskazówek na temat sposobu ubierania się zespołu artystycznego Disneya Daniel Orlandi uzyskał od Richarda Shermana, który wraz ze swoim zmarłym bratem stworzył muzykę do filmu "Mary Poppins". "Richard Sherman bardzo mi pomógł" - potwierdza kostiumolog. "Dał nam wiele wskazówek na temat codziennego sposobu ubierania się Walta, braci Sherman i Dona DaGradiego. Jason Schwartzman grający w filmie Richarda Shermana nosi jaskrawoczerwoną kamizelkę, która zwraca uwagę Pameli. Zrobiliśmy to celowo, ponieważ według jednej z legend pisarka zażądała, by w filmie o Mary Poppins nie pojawił się kolor czerwony".

Sekwencję przedstawiającą żądanie usunięcia koloru czerwonego kręcono pod koniec zdjęć. Odbywało się to w sali prób, gdzie Shermanowie i DaGradi prezentowali Travers storyboardy i utwory muzyczne próbując przekonać ją do podpisania umowy z Waltem Disneyem.

Kiedy wszyscy członkowie ekipy, w liczbie około 150 osób, przybyli na ten plan by uczcić koniec zdjęć, brzmiały im jeszcze w uszach wesołe tony odtwarzanego wielokrotnie utworu "Let's Go Fly a Kite". Wtem Richard Sherman, prawie niezauważony, zasiadł za pianinem i zaczął grać tę piosenkę zapraszając zebranych do wspólnego śpiewania. W tej samej chwili kilkadziesiąt osób jednocześnie zaczęło uwieczniać na swoich telefonach te spontaniczne chwile na pamiątkę osobistej przygody z Mary Poppins.

Dowiedz się więcej na temat: Ratując pana Banksa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje