Reklama

Reklama

"Porwanie": NA PLANIE ZDJĘCIOWYM

Mając już pełną obsadę, zdjęcia do "Porwania" rozpoczęto 12 lipca 2010 roku w Pittsburghu, w stanie Pennsylvania. Całość trwała 51 dni. "Pittsburgh to nieprawdopodobnie wizualne miasto", ekscytuje się Crowley. "Ma mnóstwo mostów, trzy rzeki i fantastyczny pejzaż, w którym obok siebie znajdują się drapacz chmur, boisko do piłki nożnej, stadion baseballowy i hokejowe lodowisko. To miasto, w którym wszystko wydaje się bardzo otwarte. Będąc na Manhattanie, trzeba wyjechać na 80. piętro, żeby móc obejrzeć całe miasto, podczas gdy w Pittsburghu od razu czuje się jego wielkość i otwartość. Lautner potwierdza te słowa: "Kręciliśmy Porwanie po całym Pittsburghu, na rzekach, drogach, w lasach, na stadionie baseballowym, dosłownie wszędzie. To świetny sposób, żeby poznać to wspaniałe miasto".

Reklama

Większość zdjęć do "Porwania" kręcona była chronologicznie, pozwalając scenariuszowemu suspensowi opanować umysły aktorów. Pierwsze nakręcone sceny to te w liceum, sfilmowane w Hampton High School w Allison Park - w roli statystów pojawiają się członkowie prawdziwej orkiestry, cheerleaderki oraz drużyna zapaśników. Trzeciego dnia plan zdjęciowy przeniesiono na przedmieścia, aby nakręcić scenę otwierającą film, w której pojawia się także pierwsze wyzwanie kaskaderskie. "Poznajemy Nathana, kiedy stoi na masce ciężarówki pędzącej ponad 100 km/h", wyjaśnia Lautner. "Od samego początku widzimy, że jest prawdziwym ryzykantem! To była świetna zabawa. Przypięli mnie za pomocą uprzęży do ciężarówki, żebym nie spadł, chociaż ślizgałem się w tę i z powrotem". Lautner wykorzystał okazję, by samemu wykonać kilka kaskaderskich trików. "Miałem szansę robić iście wariackie rzeczy jak ześlizgiwanie się po ogromnej szybie w PNC Park, był też parkour, skakanie po murach i intensywna scena boksowania z moim ekranowym ojcem. To naprawdę wymagająca fizycznie rola, ale od raz podjąłem wyzwanie i świetnie się przy tym bawiłem".

Koordynator scen kaskaderskich Brad Martin dołączył do projektu już we wczesnej fazie. "Spodobało mi się, że jestem z projektem od początku, bo to dało mi okazję rozwinąć niektóre sceny akcji. Kilka rzeczy było w ogóle nie ruszonych, więc tym chętniej pomagałem je współtworzyć", dodaje Martin. "W kategoriach fizycznych scena na masce ciężarówki była w miarę prosta. Po prostu przymocowaliśmy Taylora do maski i jeździliśmy tak po ulicy. A to, że pokazał, iż Nathan jest w tej sytuacji opanowany i dobrze się bawi, to już jego zasługa, ponieważ pędziliśmy jakieś 70 km/h, a on nie mógł zeskoczyć z samochodu, gdyby coś poszło nie tak". Denzel Whitaker, który poznał Lautnera jeszcze na lekcjach aktorstwa, znajdował się tuż u jego boku. "Przypięli mnie uprzężą z cienką linką, a ja zapytałem, czy to mnie naprawdę utrzyma i co się stanie, jeśli spadnę? Ostatecznie stwierdziłem, że chrzanić linę, czas się trochę zabawić!"

Isaacs i Bello nakręcili swoje sceny w domu przy Mt. Lebanon, znajdującym się na przedmieściach Pittsburgha. Chociaż nie spędzili ze sobą wiele czasu, Bello ze zdumieniem stwierdziła, iż Isaacs załapał spokojny rytm mieszkania w takim domostwie. "W kilku krótkich scenach próbowaliśmy oddać to, w jaki sposób ich życie wyglądało przez ostatnie 16 lat. Widz dostaje jedynie strzępki informacji, ale staraliśmy się wprowadzić na ekran charakter tej rodziny", mówi aktorka. Isaacs dodaje: "W scenach, w których graliśmy z Marią i Taylorem John pozwolił nam na improwizację. Wytworzył odpowiednią atmosferę na planie i skoncentrował się na tym, czy scena jest wiarygodna". Jednak domowa stabilizacja dosyć szybko przeradza się w prawdziwy chaos, a Bello i Isaacs musieli pokazać zupełnie odmienną stronę swoich tajemniczych postaci. Bello wyjaśnia powody, dla których Singleton używa aktorów w jak największej ilości scen kaskaderskich: "John lubi uzyskiwać prawdę, a ta wynika z oglądania czyjejś twarzy, ze świadomości, że to ciągle aktor, a nie jego zmiennik. Po 4 dniach, po 14 godzin każdy, moje ciało było w opłakanym stanie. Ale byłam dumna".

Isaacs poddał się rygorystycznemu treningowi, aby dotrzymać kroku młodemu aktorowi. "Powiedzieli mi od razu, że jeśli przyjmę tę rolę, będę musiał codziennie trenować boks, tak długo jak będę w stanie", wspomina aktor. "Zabrzmiało jak niedorzecznie wspaniała okazja. Codziennie boksowałem, również podczas zdjęć do innego filmu oraz zasiadania w jury festiwalu filmowego. Miałem okazję trenować w Anglii z mistrzem świata w kickboxingu, a później ćwiczyłem z gościem, który robił choreografię walk do 300. Musiałem wyglądać na faceta, który trenował Taylora przez lata, a ten chłopak ćwiczył wyczynowe karate od momentu, kiedy skończył sześć lat. Ciężka sprawa. John co chwilę dzwonił z pytaniem, jak dobry już jestem, a ja odpowiadałem w stylu - "Jak po dwóch tygodniach treningu!" Lautner miał faktycznie od początku przewagę. "Kiedy byłem młodszy przez jakieś 8 lat trenowałem ekstremalne sztuki walki", opowiada z uśmiechem. "Na potrzeby scen walk byłem w stanie zaprezentować coś z tamtego repertuaru".

Filmowa akcja nie ogranicza się natomiast tylko do mężczyzn. "Jednym z powodów, dla których przyjęłam tę robotę, był fakt, iż moja postać uczestniczy w scenie walki - trwa ona cztery minuty i walczę z dwoma kaskaderami! Fantastyczne", ekscytuje się Bello, która rozpoczęła trening dwa tygodnie przed wejściem na plan. "Przy okazji mojej pierwszej roli, 14 lat temu, musiałam trenować Muay Tai. W tym serialu telewizyjnym, którego zdjęcia trwały jakieś pół roku, musiałam używać broni, noży i jeździć motocyklami, ale nigdy nie brałam udziału w czymś tak intensywnym jak Porwanie". Collins rozpoczęła swoje sceny akcji, kiedy ekipa przeniosła się na most w Sutersville, w stanie Pennsylvania. "O piątej rano każą ci biegać wkoło rzeki, moknąć, a potem znowu biegać po lesie", mówi aktorka. "Było super. Mam prawdziwe rany bitewne, siniaki i zadrapania na całym ciele. Zdałam sobie sprawę, że im więcej takich znamion zaliczę, tym lepiej wczuję się w swoją rolę".

22 sierpnia 2010 roku ekipa przeniosła się do PNC Park, siedziby pierwszoligowej drużyny baseballowej Pittsburgh Pirates, aby nakręcić szarpiącą nerwy końcówkę filmu. Ażeby dodać jej autentyczności, trzy ekipy kręciły równocześnie materiał z prawdziwego meczu Pittsburgh Pirates - New York Mets, dzięki czemu 26.000 kibiców wystąpiło nieświadomie w roli statystów. "To było niesamowite...i trwało bardzo szybko, ponieważ mieliśmy jedynie kilka godzin, żeby nakręcić to, co chcemy", wspomina Lautner. Był to rzeczywiście prawdziwy wyścig z czasem, gdyż sam mecz trwał jedynie 2 godziny i 18 minut, co było najkrótszą grą od ponad dwóch lat. Crowley wyjaśnia: "Zakładaliśmy, że potrwa przynajmniej z godzinę dłużej, ale nie mogliśmy przecież im powiedzieć, żeby trochę zwolnili, bo nie wyrabiamy. Udało nam się nagrać świetny materiał, bo wszyscy członkowie ekipy sprężyli się i dali z siebie wszystko". Po meczu ekipa przejęła całą murawę na jeden dzień zdjęciowy. "Stadion jest ogromny, a kierownictwo dało nam całkowicie wolną rękę w poruszaniu się po nim", opowiada Crowley. "Jeśli pojawił się jakiś problem techniczny, pomagali nam go rozwiązać".

Najtrudniejsza scena z udziałem Lautnera wymagała od niego ześlizgiwania się po szkle nad ruchomymi schodami, a później upadnięcia na ziemię. Brad Martin nagrał najpierw na kamerze wstępną wersję, żeby pokazać ją aktorowi i reżyserowi. "Kiedy puściłem Taylorowi nagranie, powiedział - "Stary, muszę to zrobić", wspomina koordynator. Lautner tak pamięta to wydarzenie: "Po tym, jak obiega cały stadion kilka razy, Nathan znajduje się przy ruchomych schodach, zewsząd otoczonych szkłem. Przeskakuje barierkę, zauważa zbliżającego się Kozlowa, skacze na górę i ześlizguje się! To świetna scena kaskaderska, nie mogłem się doczekać, kiedy będziemy ją kręcić". Singleton tak wyjaśnia nieustraszoność Lautnera: "Jest w stanie wykonać wiele fizycznych akrobacji. Umie boksować. Zna sztuki walki. Myślę, że bardzo mu się podobało robienie wszystkiego samemu. Aktorzy, których uwielbia, Harrison Ford i Tom Cruise, też sami kręcili trudne sceny kaskaderskie. Taylor chciał tego doświadczyć. Dla mnie jako reżysera to fantastyczna sprawa, bo nie muszę później wycinać zbyt wiele w montażu, żeby przykryć brak aktora".

Tak jak Lautner, Singleton z łatwością balansuje pomiędzy dramatem humorem i suspensem "Porwania". "Uważam, że świetnie udało mu się połączyć wszystkie te elementy", wyjawia Sigourney Weaver. "Mamy tu wyszukaną intrygę CIA, ale także poruszającą historię miłosną, sporo przygody i scen akcji. Do czegoś takiego trzeba świetnego reżysera, który będzie potrafił utrzymać całość w ryzach". Bello z kolei wyróżnia pragmatyzm i pewność siebie jako cechy definiujące styl reżyserski Singletona, a Antonique Smith zauważa, iż reżyser nie ma problemów z kręceniem dla młodych widzów płci męskiej. "Nie wiem, czy można go nazwać "postacią ojcowską", bo swój pierwszy film zrobił, gdy miał jakieś dwadzieścia lat, czyli mniej więcej tyle, co obecnie Taylor. Ale z jakiegoś powodu świetnie się dogaduje z młodymi mężczyznami. Potrafi ich dobrze poprowadzić. Świetnie się z Taylorem uzupełniali, pomógł mu dojrzeć aktorsko". Podobnie mówi o Singletonie Lee Stollman: "John ma niezwykły dar do pracy z młodymi aktorami. Widziałem go w działaniu z dopiero rozpoczynającymi karierę młodymi wykonawcami i zawsze był w stanie wyciągnąć z nich dobre, wiarygodne role".

Widzowie nie tylko pokochają akcję i suspens "Porwania", ale będą mieli także okazję obejrzeć jego bohatera w zupełnie nowym świetle. "Ludzie będą zadziwieni tym, co Taylor wyprawia w Porwaniu", zachwala Singleton. "Każdy wie, że to przystojny, wyluzowany chłopak, ale dzięki temu filmowi można w nim zobaczyć dojrzewającą gwiazdę, która zostanie z nami jeszcze przez długie lata. Nie jest to żadna czcza przechwałka - w filmie jest zarówno charyzmatyczny, jak i romantyczny; posiada niezwykły urok i potrafi porządnie przywalić. Czegóż więcej chcieć?"

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Porwanie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje