Reklama

"Pełen oddech": WYWIAD Z REŻYSEREM

Wywiad z Walerym Jurijewiczem Pendrakowskim

Reklama

O scenariuszu

Scenariusz zrodził się z pomysłu mojej żony. Pewnego razu obejrzała ona film dokumentalny o zapomnianej rybackiej wiosce. Swego czasu miejscowość ta była bardzo znana, złowione tam ryby trafiały prosto na stół samego Breżniewa. Z biegiem czasu gospodarstwo to podupadało coraz bardziej. Usłyszawszy to, Anna postanowiła wpisać swą liryczno-dramatyczną historię w atmosferę takiej właśnie rybackiej wioski.

Pierwotnie film ten miał zamiar reżyserować Siwak, ja miałem odpowiadać tylko za produkcję filmu. Tak się złożyło, że Siwak nie mógł jednak tego zrobić, potem film miała reżyserować Marina Migunowa, ale jej też się nie udało. A później na Ukrainie zaczęła się Pomarańczowa Rewolucja i uświadomiłem sobie, że muszę wyjechać z Krymu. Zrozumiałem, że ten scenariusz trzeba zrealizować i spojrzałem na niego innymi oczyma. Zaproponowałem mojej żonie, żeby spróbowała go dopracować, zaangażowaliśmy do tego mojego przyjaciela, scenarzystę Rogozina. Dodaliśmy scenariuszowi ostrości, uczyniliśmy go bardziej dramatycznym. W swojej pierwotnej wersji był on bardziej w stylu Czechowa. Wszystko było pastelowe, na pół tonu. Była dramatyczność związana z hartowaniem się charakterów, ale nie było w tym żadnej tragedii, nikt nie umarł. W wariancie ostatecznym w scenariuszu było więcej psychologicznego napięcia, pojawiła się bardziej konkretna fabuła. Stworzyliśmy ten scenariusz na zderzeniu dwóch odległych od siebie biegunów - mieszkańców Kiercza

i Moskwy, którzy przyjechali do nich w odwiedziny.

O filmie

Tematem filmu jest miłość. Irina, główna bohaterka filmu, wyjeżdża na urlop ze swoim kochankiem Kostią. Jest to nietypowa para, on jest od niej uzależniony, pracuje jako projektant w jej firmie, jest młodszy od niej o 10 lat. Postanawiają spędzić urlop na Krymie, odwiedzić te miejsca, gdzie Kostia już kiedyś bywał w przeszłości. Opuściwszy męczącą Moskwę, Irina ma ochotę na wypoczynek na łonie natury, jest też ciekawa spotkania z Katją, która wg Kostii kiedyś była w nim zakochana. Przyjeżdżają tam i pomiędzy Katią i Kostią na nowo rodzi się uczucie, czemu sprzyja miejscowa atmosfera i swoista desperacja dziewczyny, marzącej o tym, aby wyrwać się z wioski. Dochodzi do zderzenia dwóch bohaterów, których różnica w postrzeganiu świata działa jak zapalnik w granacie.

O pracy operatora

Już po raz drugi pracowałem z Grigorijem Jabłecznikowym, przedtem pracowaliśmy przy "Biegającej po falach". On jest zadziwiającym, subtelnym i bardzo skromnym człowiekiem. Rzecz nie w tym, jak kamera filmowała czy nie filmowała, to sprawy drugorzędne, rzecz leży w rzemiośle. On bardzo subtelnie wyczuwa przyrodę, człowieka. Grigorij dostrzegł połączenie poezji skromnego bytu i stepowego Krymu. Jego dużą zasługą jest to, jak wpisał bohaterów w artystyczną część filmu. On po prostu nakręcił ten film z ogromnym wyczuciem.

O tytule

Tytuł jest dość alegoryczny. Z jednej strony "Pełen oddech" - to miejsce, gdzie miały miejsce zdjęcia do filmu. Na końcu Półwyspu Kerczeńskiego, gdzie Morze Czarne spotyka się z Azowskim, powietrze jest zawsze świeże, ponieważ wiatr wieje raz w jednym, raz w innym kierunku. Z drugiej strony, "pełen oddech" - to te uczucia, namiętności, zrodzone z pragnienia, aby odetchnąć pełną piersią i szeroko otworzyć oczy.

O doborze aktorów

Zaczynając poszukiwania aktorów, byłem pewien tylko jednej roli. Od początku wiedziałem, że do roli ciotki Katii chciałbym zaprosić Natalię Jegorowną, która wcześniej już u mnie grała. Według scenariusza ciotka Jekatieriny to bardzo barwna postać. Ta kobieta to były brygadier spółdzielni rybackiej, wszyscy w wiosce nazywają ją "Warjagiem". Znając wewnętrzną chęć Jegorowej, aby zagrać prostą osobę, dobrą kobietę z niezbyt szczęśliwą przeszłością, zaproponowałem jej tę rolę. Zgodziła się z radością, a potem wszystko zaczęło się ze sobą łączyć. Jegorowa poradziła mi obejrzeć Jekatierinę Wilkową, w tym czasie kończącą naukę w MCHAT - cie. Widziałem ją we wspaniałym przedstawieniu dyplomowym "Z ukochanym się nie rozstajcie", gdzie grała główną rolę. I praktycznie od razu, bez prób ją przyjęliśmy.

Co do głównej bohaterki - Iriny, były wątpliwości. Jakoś nieoczekiwanie przyszła mi do głowy Ljutajewa. Znałem Tanię jeszcze z młodości. Uczyliśmy się z nią na równoległych kursach

w Instytucie Kinematografii - ona na kursie aktorskim, ja na reżyserskim. Znałem ją tylko jako piękną dziewczynę, jako piękną aktorkę. Z upływem czasu stała się pewną siebie kobietą, która odpowiadała obrazowi ze scenariusza. Zaprosiłem ją na próby i od razu spodobała mi się w niej jedna cecha - jest interesująca, kiedy milczy. Od razu zobaczyłem w niej Irinę i według mnie ta rola jej się naprawdę udała. Z jej ostatnich prac, ta właśnie jest jedną z najbardziej subtelnych.

Jakoś samo tak wyszło, że do naszego aktorskiego zespołu dołączył Igor Lifanow. Jest to dla mnie bardzo ważna osoba - przedstawiciel miejscowych Kierczan. Jest kwintesencją tego biegunu, który jest przeciwstawny mieszkańcom stolicy. Jest człowiekiem niebezpiecznym, ale zarazem uporządkowanym. Ten typ bardzo mi się spodobał, trafił nam się taki prawdziwy mężczyzna. Tak wtopił się w film, że w obrazie pojawił się drugi biegun.

Dima Isajew pojawił się w ostatniej chwili. Dosłownie wskoczył w film, kiedy nie dogadaliśmy się z jednym ze znanych aktorów w kwestii interpretacji scenariusza, widzieliśmy to na różne sposoby. Dzięki Bogu, że wyjaśniło się to do rozpoczęcia zdjęć.

Mój drugi reżyser Olga Alieksiejewa, z którą pracujemy już wiele lat, powiedziała mi: "Przyprowadzę jednego aktora, nie znasz go, on grał w "Biednej Nastii", popatrzysz". Rozmawialiśmy z Dimą godzinę i zaakceptowałem go bez żadnych prób. On jest bardzo dobrym, szczerym człowiekiem. Swoim aktorskim i ludzkim wdziękiem uczynił obraz Kostii wielowymiarowym. Nie jest ani do końca podłym ani też całkiem pozytywnym bohaterem. W filmie stał się on bardzo współczesny, trochę cyniczny, ale zarazem wywołuje u widza współczucie, czego bardzo chciałem. Z jednej strony Kostia jest uzależniony od Iriny, z drugiej strony na swój sposób ją kocha. Kiedy spotyka młodą dziewczynę, zaczyna się jego rozdarcie. Według mnie, Dima Isajew zagrał to bardzo subtelnie i z wyczuciem.

Śmieszne momenty

Bardzo wiele śmiesznych epizodów było związanych z prowadzeniem samochodu przez Dimę. Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia był bardzo kiepskim kierowcą, przyszło mu uczyć się wprost na planie zdjęciowym, co prowadziło do wielu dziwnych sytuacji. Bardzo zabawne były zdjęcia "Dnia rybaka". W tym epizodzie filmowaliśmy ludność miejscową, która podeszła do tego bardzo odpowiedzialnie i obchodziła święto naprawdę. W rezultacie cała wieś upiła się podczas zdjęć. Z Baszyrowem też było bardzo wesoło. "Dzień rybaka" obchodził on z miejscową ludnością. Chociaż na ten czas było wyznaczone kręcenie epizodów, w których powinien być absolutnie trzeźwy, nie udało mu się to, a wtedy, kiedy powinien być pijany - był całkiem trzeźwy. Sasza jest wyśmienitym aktorem, dlatego wszystko mu się znakomicie udało, a przecież w zawodzie aktora nie ma nic trudniejszego niż zagrać pijanego i wyglądać przy tym wiarygodnie.

O festiwalowej przyszłości filmu

Zawieziemy film na festiwal "Kinotaur" w Soczi. Jak nam pójdzie z zachodnią publicznością - nie wiadomo. Moim zadaniem jest zwrócić na siebie uwagę krytyki, żeby w ogóle obejrzała ten obraz. A później to już wszystko od nich zależy, spodoba się lub nie. Zachodnie festiwale mają swoje własne spojrzenie na Rosję, dlatego trudno jest się domyślić, co im się spodoba. Kilka z moich filmów było pokazywanych na zachodnich festiwalach, ale do tej pory nie mam pojęcia, czego im potrzeba, a czego nie. Bóg jeden wie, czego krytycy dopatrzą się w tych filmach.

O sukcesie filmu w rosyjskiej dystrybucji

Zadając sobie pytanie, czy film przyciąga uwagę dzięki grze aktorskiej, mogę odpowiedzieć, że tak, zrozumiałem to na kilku przedpremierowych pokazach. Sukces pod względem kasowym to trudne zagadnienie, związane z tym, kto chodzi do kina i czego od filmu oczekuje. Dystrybutorzy są przekonani, że do kin chodzą tylko młodzi ludzie w wieku 14-20 lat i chcą to młode pokolenie przy sobie zatrzymać, zapewniając im coraz to nowe rozrywki. Dla nich priorytetem jest właśnie ten młody widz, a z innymi się nie liczą. A przecież kino powinno być różne, i my właśnie należymy do tego "różnego". Uważam, że film będzie interesujący dla młodzieży, dlatego że główni bohaterowie są młodymi ludźmi. A starsze pokolenie znajdzie nostalgiczny temat, związany z historią tej wioski, która jest jakby poza czasem, nie w byłym Związku Radzieckim i nie we współczesnej Ukrainie, między tym a tym.

Czy udał się ten film?

Udał się pod względem uczuciowości. To jest to, co u krytyków i dystrybutorów nazywa się obraźliwym terminem "kino kobiece". Istnieje u nich taki podział na kino męskie i kobiece. Kategorycznie się z tym nie zgadzam, ale często trzeba wysłuchiwać takich rzeczy. Dystrybutorzy mówią "To kino kobiece, dlatego, że będą je oglądać tylko kobiety,

a mężczyzn interesują zupełnie inne tematy". Gdzie jest mowa o subtelnej psychologii - tam kobiety, a gdzie akcja - tam mężczyźni. Całe życie uważałem, że kino przede wszystkim powinno opierać się na uczuciach. Pewnie dlatego właśnie określono mnie "kobiecym reżyserem".

Uważam, że film się udał dzięki subtelnej więzi psychologicznej, którą udało się aktorom przekazać widzowi, i on to czuje. Widz ciągle uważa na to, co dzieje się z bohaterem nie z zewnątrz, lecz w jego wnętrzu. Praca reżyserska jest widoczna przecież nie tylko w słowach, ale i pomiędzy nimi. Pod tym względem sądzę, ze film się udał.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pełen oddech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje