Reklama

Reklama

"Pachnidło": TCHNIĘCIE ŻYCIA

Dustin Hoffman i Ben Whishaw przed rozpoczęciem dwutygodniowych zdjęć w Bavaria Studios w Monachium otrzymali tydzień czasu na próby i przeszli błyskawiczny kurs wyrobu perfum. Ich sceny kręcone były chronologicznie, co pozwoliło aktorom na śledzenie naturalnego rozwoju relacji pomiędzy ich postaciami.

Podczas czytania powieści Tykwerowi przyszedł na myśl inny, historyczny duet: Dynamika panująca w warsztacie Baldiniego bardzo przypomina współzawodnictwo pomiędzy Mozartem i Salierim. Młody Mozart, obdarzony żywym, błyskotliwym talentem doprowadzał starego wirtuoza Salieriego do szału. Także w Pachnidle stary mistrz tłamsi młodego ucznia, by wkrótce zdać sobie sprawę, że ma do czynienia z absolutnym geniuszem, przerastającym go pod każdym względem. Ich związek przesycony jest pewnym rodzajem energii, jaki da się wyczuć przykładowo podczas wielkiego, dziesięciominutowego "pojedynku zapachowego" pomiędzy starym mistrzem i ambitnym uczniem. Dustin, który nie zetknął się wcześniej z tą powieścią, był w stanie doskonale odwzorować psychologiczną transformację nauczyciela w ucznia. Oczywiście jego "Zampano" Baldini początkowo wywiera ogromny wpływ na swego ucznia, lecz w trakcie tej sekwencji stopniowo coraz silniej zaznacza się siła Bena/Grenouille'a.

Reklama

Decyzja, by obsadzić w roli Baldiniego wielokrotnego zdobywcę Oscara była bardzo owocna nie tylko w kontekście dramaturgii filmu, lecz także całego procesu produkcji. Dustin jest bardzo energiczny i czerpie ze swej pracy niemalże dziecięcą radość. Ta niesamowita cecha daje mu niezwykłą swobodę. Cała ekipa go uwielbiała - bardzo szybko się ze wszystkimi zaznajomił. Wytworzył na planie atmosferę wielkiego ciepła i sympatii. Bardzo jasno dał nam wszystkim do zrozumienia, że powinniśmy być szczęśliwi, że pracujemy w branży, w której garstka ludzi może przeżyć równie intensywne doznanie artystyczne, że plan filmowy jest swego rodzaju zbiorowym doświadczeniem psychoanalitycznym, że wytwarza się między jego uczestnikami pewne konspiracyjne kumoterstwo.

Dustin tchnął w swą postać wszystko: humor zmieszany z wrażliwością i narcyzmem, a do tego mnóstwo ciepła i serdeczności twierdzi Tykwer.

Baldini najlepsze lata w rzemiośle ma już za sobą i nadrabia to ekstrawagancją wyjaśnia Eichinger.

Jest niemal burleskowy w swych zachowaniach, a burleska musi zostać oparta na poczuciu godności.

W tym właśnie Dustin jest najlepszy. Wszystkie swe role nasyca poczuciem człowieczej godności.

Ekranowy partner Hoffmana, Ben Whishaw, także został przez niego zainspirowany: To niesamowite, że udało mu się sprawić, że atmosfera na planie była tak lekka i wesoła. Chyba świetnie zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne jest, by człowiek był w stanie cieszyć się swą pracą. Dzięki Dustinowi zrozumiałem, że zawsze należy podchodzić do niej z mieszanką pewności siebie i braku szacunku, tak byś mógł w każdej chwili zrobić sobie przerwę, jeśli poczujesz, że za bardzo zaczynasz się wszystkim przejmować.

Swobodna maksyma Hoffmana Zapomnij o wszystkie zasadach! To, czego chcesz osiągniesz tylko przy pomocy spontanicznej inspiracji! zmieniła cały proces kręcenia filmu. Wielkość reżysera zależy od zaufania, jakie pokładają w nim aktorzy. Czasem pod koniec ujęcia Dustin patrzył na mnie ze specyficznym głodem w oczach i po prostu musiałem kręcić dalej. Czasem pozwalaliśmy, by ujęcie zajęło 20, a nawet 30 minut, w gruncie rzeczy prowadząc dialog przyznaje otwarcie Tykwer. W tych ujęciach słychać tylko jego i mnie, a słowa "akcja" czy "cięcie" są zupełnie zbędne. Udało mi się w ten sposób sfilmować momenty, które często da się osiągnąć tylko przy wyłączonych kamerach.

Młody angielski aktor Ben Whishaw tak opisuje swego reżysera: Praca z Tomem była wspaniałym przeżyciem. Z tego, co wiem, całe jego życie wypełniają filmy. Nigdy nie spotkałem reżysera, który równie uważnie słuchałby tego, co mają do powiedzenia jego aktorzy. Nie była to żadna poza, jego naprawdę ciekawi to, co masz do powiedzenia. Jednocześnie jest bardzo pomocny i zawsze otwarty na pomysły innych. Na początku Whishaw nie czuł tej samej swobody w kontaktach z producentem Berndem Eichingerem. Podchodziłem do Bernda trochę nerwowo, bo wiedziałem, że Pachnidło jest jego oczkiem w głowie, że walczył o prawa do tej ekranizacji od 20 lat. Czułem się wobec niego całkowicie zobligowany i wiedziałem, że pod żadnym pozorem nie mogę go zawieść. Naprawdę go lubię. Jego jedynym celem było nakręcenie jak najlepszego filmu. Szanuję to.

Jednak obawy Whishawa były całkowicie bezpodstawne, gdyż postrzegał psychologię swego tragicznego bohatera, Grenouille'a, w ten sam sposób, co producent. Obsesja Grenouille na punkcie stworzenia tych perfum ma dwojakie podstawy. Z jednej strony jest to podświadome pragnienie bycia kochanym, z drugiej zaś strach przed byciem niewidocznym, ten pierwotny, ludzki strach przed byciem całkowicie samotnym. To właśnie ta obawa pcha Grenouille'a do działania.

By fizycznie dostosować się do wymogów swej roli, Whishaw studiował fizjologię zwierząt. Chciał, jak to określa, odnaleźć "zwierzęce cechy" Grenouille. Przyglądaliśmy się z Tomem różnego rodzaju zwierzętom, w tym drapieżnikom takim jak tygrysy i leopardy. Wreszcie znaleźliśmy starożytnego ssaka naczelnego, lori, należącego do rodziny lemurowatych. Lori, mimo że jest bardzo powolny, obdarzony jest demoniczną naturą łowcy.

Reżyser nie miał absolutnie żadnych wątpliwości co do tego, że Ben Whishaw jest idealny do tej roli: Powieść przeczytało tak wielu ludzi? musieliśmy znaleźć aktora, który nie dość, że pasowałby nam, to jeszcze odpowiadałby obrazowi Grenouille'a zbudowanemu przez tych czytelników "Pachnidła", którzy mieli własne wyobrażenie o nim. Jednocześnie musiał on przemawiać do nowego pokolenia widzów, którzy mogli nie mieć wcześniej styczności z książką. Jasne stało się, że potrzebujemy kogoś nowego, z - że tak powiem - czystym kontem. Ponadto aktor grający Grenouille'a musiał być w stanie udźwignąć film. Mieliśmy szczęście, że znaleźliśmy Bena - kogoś zupełnie świeżego, a jednocześnie przykuwającego uwagę twierdzi Tykwer i śmiało konkluduje: Uwidoczniło się to już podczas kręcenia zdjęć. Zdarzały się dni, gdy cała ekipa gapiła się na niego z otwartymi ustami, myśląc sobie: To niemożliwe. On jest idealny!

Ben obdarzony jest mroczną niewinnością twierdzi Eichinger. Wiesz, że film jest świetnie obsadzony, gdy po jego obejrzeniu nie wyobrażasz sobie w danej roli nikogo innego. Tak właśnie było w tym przypadku.

Alan Rickman, grający kupca Richis, nigdy nie czytał "Pachnidła", dla niego ta książka stanowiła swego rodzaju niewiadomy symbol. Na tym, że przyjął tę rolę bardziej zaważyła jego teoria, że film jest wyłączną domeną reżysera i stąd bardzo ważne jest, by pracować z "naprawdę dobrymi" reżyserami. Podziwiam pracę Toma. Jest tak wyjątkowa i dopracowana, że można by pomyśleć, że jest on jakimś ponurym dyktatorem. Tymczasem, choć Tom jest szczerze oddany swej pracy, to jest jednocześnie najbardziej czarującym, otwartym i bezinteresownym człowiekiem, jakiego znam. Dlatego atmosfera na planie była od początku do końca bardzo przyjemna wspomina Rickman. Ten wyjątkowy aktor, znany młodszym widzom zwłaszcza z roli zagadkowego czarnoksiężnika Sewerusa Snape'a z filmów o Harrym Potterze, w ten sposób charakteryzuje Bernda Eichingera: Rzadko spotyka się równie oczytanego producenta, wykonującego swą pracę z takim zapałem, szczodrością i jednocześnie w tak ekscentryczny sposób.

Reżyser Pachnidła, Tom Tykwer zdawał sobie sprawę ze złożoności postaci Richisa. Potrzebowaliśmy absolutnej przeciwwagi dla Grenouille'a: to znaczyło, że aktor grający go musiałby zagrać nie tylko czułego ojca, lecz jednocześnie godnego rywala błyskotliwego mordercy. Choć w drugiej części filmu w widzu narasta przekonanie, że Grenouille staje się niezwyciężony, postać Richisa rozwija się w ten sposób, że zaczynasz myśleć: Może naprawdę uda mu się go dorwać. Nie bez znaczenia była też prezencja Rickmana. Alan ma niemalże dwa metry wzrostu, jest bardzo imponujący i całkowicie góruje nad Benem, który w końcu nie jest zbyt wysoki. Gdy Alan siedzi na koniu myślisz sobie: Generale, za tobą choćby w ogień! dodaje Tykwer chichocząc.

Rickman opisuje swego bohatera w kilku zdaniach: Richisa w pełni określa jego przesadna miłość do córki. Jego słowa: Tylko ty mi pozostałaś są charakterystyczne dla wdowca, który musi żyć bez swej ukochanej żony. Człowiekowi temu chodzi w gruncie rzeczy wyłącznie o to, by za wszelką cenę ochronić swe dziecko przed niebezpieczeństwem, które może się czaić dosłownie wszędzie: na drzewach, w krzakach, w bocznych uliczkach i mrocznych zakamarkach, a także wszędzie tam, gdzie mieszkają ludzie.

Rickmana w Pachnidle  pociągał przede wszystkim kontrast pomiędzy blaskiem i splendorem świata zewnętrznego, w którym żyje Richis ze swą córką, a kryjącym się pod arystokratyczną otoczką mrokiem i zgnilizną. Perfumy i przyjemne zapachy, jednocześnie miłe i przerażające, mają duże znaczenie w całym filmie wyjaśnia aktor.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Pachnidło

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje