Reklama

"Obiecaj mi!": WYWIAD Z REŻYSEREM

"KUSTURICA STAWIA NA MIŁOŚĆ I ŚWIEŻE POWIETRZE" - WYWIAD OPUBLIKOWANY WE FRANCUSKIM "LE FIGARO" 29 STYCZNIA 2008

Co oznacza potrójna misja, którą musi wypełnić główny bohater filmu, Tsane?

Reklama

Przypomina to nakazy, jakie zawierają baśnie: idź do miasta, wykonaj trzy zadania i wróć. Pozornie wydaje się to łatwe, ale konsekwencje, jakie za sobą niesie są dość złożone. Pierwszym zadaniem Tsane jest przyniesienie do domu ikony; wskazuje ona na znaczenie religii. Dla Serbów święci są bardzo ważni. Ikona towarzyszy chłopakowi i wnosi do miasta element człowieczeństwa.

Czy dla ciebie również religia ma takie znaczenie?

Jestem umiarkowanie religijny, ale uważam, że ci, którzy nie wierzą w istnienie Boga, są bardziej ograniczeni od tych, którzy w Niego wierzą. Dzisiaj osobowość człowieka jest rozdarta, pokawałkowana. Jedynie dotyk Boga może dać jej jedność. Bez Boga nigdy nie można złączyć się w harmonii z resztą świata.

W filmie "Obiecaj mi!" ukazana jest opozycja pomiędzy wsią, z której pochodzi Tsane, a miastem, gdzie dokonuje się jego wtajemniczenie w nowoczesność.

Tak, chłopak odkrywa kapitalizm, a w nim gangsterów i ludzi robiących interesy. Dzisiaj oczywistym jest, że ponadnarodowe korporacje zabijają demokrację. Starałem się pokazać to z humorem, zaznaczając jednocześnie, że wszędzie możemy spotkać życzliwych ludzi. Tsane trafia na zabawnych bliźniaków, którzy stają się jego przewodnikami - to karykatura rodem z kreskówki. Spotyka również błaznujących bohaterów wzorowanych na postaciach ze spaghetti westernów. Uwielbiam filmy Sergio Leone, tę jego mistrzowską przesadę.

Ty sam wybrałeś życie z dala od miasta?

Serbia jest ostatnim krajem w Europie, gdzie powietrze na wsi wciąż jeszcze jest czyste. Ale jeśli ktoś żyje w mieście, po prostu nie ma dosyć tlenu i to wpływa na jego umysł oraz na sposób, w jaki myśli. Przez cztery ostatnie lata budowałem moje siedlisko. Próbuję łączyć życie i kino - to dla mnie ważne. Jestem szczęśliwy, kiedy mogę pracować z rodziną. W tym filmie mój syn gra jedną z ról i to on skomponował muzykę.

Czy praca na planie "Obiecaj mi!" dała ci radość?

Większość występujących tutaj aktorów to amatorzy; i to sprawiło, że współpraca z nimi była niezwykłym, ekscytującym doświadczeniem. Pozwolili mi wejść w tę historię w zupełnie inny, świeży sposób. Profesjonaliści mają znakomite efekty, ale czasami popadają w rutynę.

Sam jesteś profesjonalistą. Czy nie obawiasz się rutyny?

To jest niebezpieczeństwo, na które jesteśmy narażeni w tym zawodzie. Visconti należy do moich ulubionych reżyserów, ale w jego ostatnich filmach brakuje autentycznej emocji.

Co robisz, by tego uniknąć?

Staram się, by moje wizje nie były zbyt perfekcyjnie dopracowane. Chcę zostawić sobie miejsce na improwizację, próbuję pozostać otwartym na nowe uczucia i nowe wyzwania.

Żywo interesujesz się polityką. Jakie jest Twoje stanowisko w sprawie Kosowa?

Europa chce dać Kosowu niepodległość - choć ten obszar jest na granicy eksplozji - nie troszcząc się wcale o serbską mniejszość, która znalazła się w niemożliwej do zniesienia sytuacji. Wielu Serbów zginęło w Kosowie, by zapobiec osiedlaniu się Turków w Europie. A sześćset lat później ktoś podejmuje decyzję podyktowaną pragmatyzmem wynikającym z okoliczności, które łamią te zasady.

Wywiad przeprowadziła Marie-Noëlle Tranchant.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Obiecaj mi!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje