Reklama

Reklama

"Londyński bulwar": NIEZAWODNI ANGLICY

Monahan był niezwykle zadowolony z obsady, jaką udało mu się zgromadzić na planie. Colin i Keira są, jak powszechnie wiadomo, ogromnie popularni po obu stronach Atlantyku. Towarzyszyli im doskonali i bardzo wszechstronni brytyjscy aktorzy i aktorki, tacy jak: Ray Winstone ("Sexy Beast", "Propozycja"), Ben Chaplin ("Dziewczyna na urodziny"), David Thewlis ("Nadzy"), Anna Friel ("Sen nocy letniej", "Poznasz przystojnego bruneta" Woody'ego Allena), Stephen Graham ("Pasja", "Wrogowie publiczni"). - To być może najlepsza brytyjska obsada, jaką udało się zgromadzić od bardzo, bardzo dawna - entuzjazmował się reżyser. - Z takimi aktorami kręcisz jedno ujęcie i po wszystkim. Drugie ujęcie kręcisz już tylko dla Jezusa - żartował. Quentin Curtis komentował: - Spodziewałem się, że Bill będzie się dobrze dogadywał z aktorami, bo lubi i ceni ich pracę. Nie pomyliłem się. Mówili tym samym językiem. Na planie panowała atmosfera wytężonej pracy zespołowej. Do roli Mitchella potrzebny był aktor, który niemalże jednocześnie potrafi być lodowato brutalny i czuły. Monahan od początku myślał o Farrellu, a spotkanie z nim utwierdziło go w słuszności tego wyboru. - Wydaje mi się, że w moim filmie zagrał coś nowego. Colin jest nieustannie w ruchu, należy do aktorów pełnych niespożytej energii. Tym razem musiał być bardzo zimny. Jednak pod maską chłodu czujemy jego wewnętrzne, głębokie emocje. Jest czuły, lecz potrafi też być bardzo, ale to bardzo brutalny - wyjaśniał twórca filmu. Mitchell opuścił właśnie więzienie Pentonville, gdzie odsiedział trzyletni wyrok za ciężkie uszkodzenie ciała. Jest zdeterminowany, by nigdy już nie powrócić za kraty. - Colin dał z siebie bardzo dużo. Jego bohater nie mówi zbyt wiele, ale od razu przykuwa uwagę publiczności - opowiadał King. - Myślę, że także dlatego, iż jest to człowiek, który bardzo pragnie radykalnie zmienić swoje życie. A taka chęć jest nieobca większości z nas. Sam Farrell chwalił scenariusz Monahana: - To bardzo bogata postać. Dobry scenariusz to moim zdaniem taki, który daje plastyczny obraz wszystkich bohaterów i ich osobowości, a nie tylko szkic. O moim bohaterze dowiadujemy się przede wszystkim tego, że znajduje się w punkcie zwrotnym swego życia. Bardzo chciałby opuścić Londyn, ale nie ma na to ani pieniędzy ani potrzebnych kontaktów. Niestety, poza bramami więzienia ciężko jest mu odciąć się od duchów przeszłości. - Jeżeli wierzycie w karmę czy przeznaczenie, to los Mitchella jest w wielkiej mierze zdeterminowany przez środowisko, w którym się obracał. Chcąc nie chcąc, wraca do światka szemranych interesów, gdzie porachunki załatwia się bez ceregieli w mrocznych uliczkach - tłumaczył aktor. Podkreślał swe wielkie zaufanie do debiutującego reżysera. - Bill jest chodzącą encyklopedią literatury i kina. Wie doskonale, co chce osiągnąć i jakich użyć środków, by tego dokonać. A w dodatku, ma wręcz szelmowskie poczucie humoru.

Reklama

Najważniejszym odstępstwem od powieściowego oryginału była zmiana charakteru postaci Charlotte. W książce była to upadła gwiazda, żyjąca wspomnieniami dawnej chwały. W filmie jest wschodzącą gwiazdą, która doświadcza ciemnych stron rosnącej sławy. - To bardzo współczesny wątek - zauważył Curtis. - Dziś celebryci żyją pod niewiarygodnym naciskiem mediów. Dla wielu z nich staje się to nie do wytrzymania. Do roli szukającej anonimowości i izolacji aktorki pozyskano Keirę Knightley. - Urządziliśmy próby czytane w jej domu. Od razu zauważyłem, że z Colinem połączyła ją niezwykła chemia - cieszył się reżyser. - Myślę, że tych dwoje wiele łączy. Oboje lękają się bliskości.

- Miłość jest jak przemoc - to siła, nad którą bardzo trudno zapanować - zauważył Farrell. - Dzisiejsi celebryci stają się bardzo często więźniami swej sławy. Widoczne to jest zwłaszcza w Londynie - dzielił się swymi spostrzeżeniami reżyser - gdzie paparazzi są wyjątkowo bezwzględni. Sam słyszałem, jak wrzeszczą do kobiet wyjątkowo podłe rzeczy, by zmusić je do płaczu. Widziałem też, jak pewien paparazzo rozwalił drzwi od samochodu, byle tylko zrobić zdjęcie bielizny Lilly Allen, która była w dodatku w ciąży. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji można się poczuć ustawicznie oblężonym. Knightley potwierdzała, że ją samą spotykały podobne przykrości, jakie stały się udziałem jej bohaterki. - Choć nie jest to głównym tematem filmu, Bill doskonale oddał charakter tej kultury - mówiła. Aktorka bardzo ceniła sobie styl pracy Monahana. - Dziś bardzo częstym jest, że reżyserzy wywodzą się ze świata reklamy i wideoklipów. Bill jest natomiast pisarzem, który panuje całkowicie nad opowiadaną historią. Już w obrębie kilku scen potrafi nakreślić pełne postaci i relacje między nimi. Co do Colina, to moim zdaniem stworzył on kreację w stylu Steve'a McQueena. Aktorzy, którzy grają twardych facetów często są od początku do końca twardzi, bez żadnych rys. Colin natomiast potrafił oddać w jednym momencie brutalność i wrażliwość. Jak McQueen - jemu też wierzyliśmy, że za jego twardością kryje się złote serce.

Nemezis Mitchella jest Gant, mafijny boss ze starej szkoły. - To psychotyczny samiec ze skłonnością do dominacji - mówił Monahan. - Działa głównie na rynku nieruchomości. Ale okazuje się, że ma powody, by skrzywdzić Mitchella. Chociaż obracali się w tym samym środowisku, trudno o dwóch mężczyzn bardziej różnych od siebie. Graham King dodawał: - Gant jest brutalnie szczery, Mitchell kalkuluje, jest zamknięty w sobie. W pewnym momencie Mitchell mówi mu: Gdybym był gangsterem, nie pracowałbym dla ciebie, ale bym cię zabił. Mitchell spróbuje pokonać przeciwnika, przechytrzając go. Winstone już po raz trzeci - po "Infiltracji" i "Furii" z Melem Gibsonem - pracuje z Monahanem. Reżyser z pewnym niepokojem oczekiwał uwag aktora. - Byłem przekonany, że może zdarzyć się tak, iż Ray, który zna środowisko, które opisywaliśmy, przyjdzie i powie: To powinniśmy zmienić, a tamto dodać. I byłem naprawdę szczęśliwy, kiedy powiedział: Nie, jest właśnie tak, jak powinno być. Winstone był pod wrażeniem zebranego zespołu aktorskiego: - To, że wszyscy bez problemów zgodzili się wystąpić, świadczy moim zdaniem o sile pióra Billa. Reżyserując, czuł się jak ryba w wodzie.

Davidowi Thewlisowi powierzono rolę ekscentrycznego Jordana, zarządcy domu Charlotte i przewodnika Mitchella po jej zamkniętym świecie. - Z Davidem przyjaźnię się od dawna - wyznał Monahan. - I po prostu nie wyobrażałem sobie filmu bez niego. David to kawał aktora - wiedziałem, że będzie znakomity. King uważał, że ta postać to świetny pomysł Monahana. - Jordan jest nie do podrobienia: na wskroś oryginalny, chociaż w jakimś stopniu przywodzi na myśl klasyczne postaci ekscentrycznych kamerdynerów. Jordan przedstawia się Mitchellowi jako człowiek wszechstronny, co jest dość zabawnym określeniem jego charakteru. Thewlis tak charakteryzował swą postać: - Jordan jest nieudanym aktorem, producentem, muzykiem i adwokatem, cierpi na agorafobię, to alkoholik, bezustannie napalony marihuaną, morderca z niezłym gustem, jeśli chodzi o ubiór. Przebywa zwykle w kuchni Charlotte. Nigdy nie zostaje do końca wyjaśnione, jakiego typu relacje łączą tę dwójkę. Pewne jest, że on szuka schronienia przed światem zewnętrznym

i znajduje je u Charlotte, która też walczy ze swymi demonami. Aktor poznał scenarzystę podczas pracy nad "Królestwem niebieskim" Ridleya Scotta i od tego czasu datuje się ich przyjaźń. - Nie zdziwiło mnie, że Bill reżyseruje. Jest jak wielka ciężarówka, która zawsze prze do przodu. Napisał wyjątkowy scenariusz, ale on inaczej nie potrafi. Jest zawsze niezwykle żywotny i pełen pasji. Po prostu wizjoner.

Postać drobnego kryminalisty, Billy'ego Nortona, który ponownie wciąga Mitchella do podziemnego światka, zagrał brawurowo Ben Chaplin. - To bardzo zabawny złodziejaszek - opowiadał reżyser. - Wzięliśmy go prosto z kart powieści Bruena. Kusi Mitchella pozornie łatwym modelem życia - kilka ryzykownych dni, obrobione mieszkanie i w rezultacie byt kryminalisty. King uzupełniał tę charakterystykę: - Postacie takie jak Billy grywał kiedyś często Peter Lorre. Norton uważa, że najwyższy czas się wybić i wyświadczy swemu szefowi każdą usługę w nadziei na awans. Ale Gant trzyma go na krótkiej smyczy. I choć to jego dawny kumpel, Mitchell słusznie zakłada, że nie należy mu ufać. Chaplin wspominał, że propozycja roli gościa z południowego Londynu o zaburzonym poczuciu własnej wartości zdziwiła go. - Pomyślałem, że trudno uznać to za komplement. Ale potem przyjrzałem się obsadzie. Stephen Graham, wspaniale, Eddie Marsan - doskonale. Ray Winstone - no świetnie! Dostałem sposobność, by zostać pobitym przez Raya Winstone'a. Poczułem, że po tym mogę już właściwie iść na emeryturę. Spojrzałem głęboko w te oczy, które już tyle razy widzieliście na ekranie. Powiem tylko, że Ray to uroczy człowiek, bardzo zabawny, ale jego spojrzenie naprawdę może przerazić. Dodatkową zachętą był dla Chaplina rzecz jasna scenariusz. - To nie jest kawałek o facetach ze spluwami, rozgrywającymi swe gierki. Moim zdaniem to opowieść o walce z losem. A każda postać jest pełna i precyzyjnie scharakteryzowana. Sytuację Mitchella dodatkowo komplikuje jego nieprzewidywalna siostra Briony, którą brat usiłuje chronić. Monahan od początku chciał, by zagrała ją Anna Friel. - To żywioł, wulkan energii, a tego właśnie wymagała ta rola - mówił. - Kiedy wchodzi do pokoju, natychmiast przyciąga uwagę.

- Ten scenariusz to święto dla aktorów. Nawet w małych rolach zgodzili się wystąpić tacy mistrzowie jak Eddie Marsan, Jonathan Cullen czy Alan Williams - komentował Curtis. - Nie bez powodu, bo dostali szansę stworzenia postaci zapadających w pamięć.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Londyński bulwar

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy