Reklama

Reklama

"Iluzja": NASTĘPNĄ SZTUCZKĄ BĘDZIE..

Mając do obsadzenia osiem głównych ról, producentom udało się zebrać grupę wyjątkowych aktorów, która, co ciekawe, imponuje nawet bardziej jako całość niż suma swoich składników. Obsada "Iluzji" bije większość podobnych produkcji na głowę gwiazdorskim blaskiem, natomiast nikt nie demonstrował na planie swojego wybujałego ego. "Zebraliśmy grupę aktorów, którzy nam się podobali i z którymi chcieliśmy współpracować, nie sezonowe gwiazdki", opowiada Cohen. "Za każdym razem, kiedy dodawaliśmy do obsady kolejne nazwisko, łatwiej było obsadzać resztę ról. Pierwszy na pokładzie był Jesse Eisenberg. Później dołączył Woody Harrelson, bo świetnie mu się pracowało z Jesse'em przy Zombieland. Mark Ruffalo chciał pracować z Jesse'em i Woodym, a Isla Fisher była podekscytowana możliwością wystąpienia u boku całej trójki".

Reklama

J. Daniel Atlas, arogancki, szykownie ubrany, złotousty mężczyzna, jest liderem Czterech Jeźdźców. "W szkole był prawdopodobnie kujonem, który nie miał szans na żadną z dziewczyn", wyjaśnia Ricourt. "Kiedy zaczął uczyć się sztuczek karcianych, ludzie poczęli zwracać na niego uwagę. Jako showman estradowy może pozwolić sobie na każdą dziewczynę i ma wszystko pod kontrolą". Grany przez Jesse'ego Eisenberga Atlas to specjalista od sztuczek magicznych i iluzjonista 24 godziny na dobę. Aktor nauczył się na potrzeby roli manipulowania talią kart oraz monetami. "Ten bohater posiada magnetyczną osobowość i wielką charyzmę. Nikt nie widział wcześniej Jesse'ego w takiej roli, lecz efekt przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania", chwali swojego aktora Cohen. Atlas jest świadomy tego, że zawsze ma przed jakąś widownię, nawet jeśli nie występuje na scenie. "On nigdy nie przestaje grać", objaśnia Eisenberg. "Jest arogancki i pewny siebie, ale tak naprawdę chowa się za wymyśloną przez siebie osobą wspaniałego iluzjonisty. Musi zawsze kontrolować otoczenie, właśnie dlatego jest w stanie wykonywać tak niesamowite sztuczki".

Jeźdźcy przygotowują się do dwóch nagłośnionych w mediach występów, ale pracują równocześnie nad czymś o wiele większym. "Atlas uważa, że wyprzedza FBI o lata świetlne", mówi Eisenberg. "I w wielu aspektach tak właśnie jest. Życie iluzjonisty nauczyło go, by zawsze przewidywać ruch strony przeciwnej, zanim wykona się swój. Uwielbia fakt, że FBI i światowej klasy "łowca iluzjonistów" depczą mu po piętach. Wszystko, co robią, stawia go w lepszym świetle, ponieważ przy tak wielkich środkach jakie posiadają, ciągle nie mogą za nim nadążyć". Aktor dodaje, że Jeźdźców interesują same iluzje, niekoniecznie pieniądze, które dzięki nim wykradają. Dzięki temu publiczność może z nimi sympatyzować. Eisenberg pracował z Leterrierem po raz pierwszy i zdawał sobie sprawę z faktu, że reżyser ma na swoim koncie epickie filmy akcji. "Nie byłem pewny, czy jest zainteresowany współpracą z aktorami, ale okazało się, że jest wręcz przeciwnie - miał tyle pomysłów odnośnie Atlasa, podrzucał mi tyle odnośników do innych filmów akcji, że ostatecznie udało mu się otworzyć mi oczy na pewne aspekty tworzenia gigantycznych filmowych widowisk".

Isla Fisher pracuje jako aktorka od dziewiątego roku życia, ale sławę zyskała dopiero występem w popularnej komedii "Polowanie na druhny" z 2005 roku. W "Iluzji" aktorka wciela się w Henley, iluzjonistkę specjalizującą się w uwalnianiu z różnych trudnych sytuacji. Jej sztandarowym występem jest oswobodzenie się z kajdan i ucieczka z kilkusetlitrowego zbiornika pełnego wody i piranii. "Rola Henley była pierwotnie przeznaczona dla mężczyzny", opowiada Ricourt. "Ale w trakcie prac nad scenariuszem postać stała się kobietą, zyskując na wieloznaczności oraz mocno komplikując relacje pomiędzy Jeźdźcami". Będąc byłą asystentką Atlasa, Henley nosiła za nim rekwizyty i dawała mu się co noc przecinać piłą na pół. Teraz jest mu równa, a jej nieujarzmiony kobiecy duch pomaga utrzymywać status quo pomiędzy męskimi członkami grupy. "Jej inteligencja oraz brawura onieśmielają Atlasa", mówi Fisher. "Kiedy stanęła o własnych nogach, ich relacje przekształciły się w coś na wzór bratersko-siostrzanej rywalizacji. Ta kobieta jest nieustraszona i właśnie to przekonało mnie do zagrania w tym filmie. W rzeczywistości jestem bardzo strachliwa".

Fisher wyobrażała sobie swoją bohaterkę jako połączenie Lisbeth Salander, protagonistki "Dziewczyny z tatuażem", oraz klasycznej gwiazdy filmowej w typie Katharine Hepburn.

"Musi ciągle dotrzymywać kroku chłopakom", mówi aktorka. "Jest żywiołowa, ale nigdy nie zachowuje się jak mężczyzna. Źródłem jej siły jest kobiecość". Na potrzeby roli aktorka przeanalizowała życie i dorobek iluzjonistki Dorothy Dietrich. "Chciałam, by Henley była równie odważna i urzekająca na scenie i poza nią, w ten sposób nigdy nie wiemy, o czym myśli", dodaje Fisher. "Dorothy była pierwszą kobietą, która złapała kulę w zęby. Nie tylko jest dobra w odwracaniu uwagi, ale także nawiązuje z publicznością emocjonalną więź, dzięki czemu potrafi lepiej wciągać widzów w poszczególne sztuczki". Aktorka była zachwycona faktem współpracy z uznanymi kolegami, ale największe wrażenie zrobiła na niej gra u boku dwóch aktorów-weteranów. "Najbardziej ekscytująca była praca z Michaelem Caine'em. Na planie był perfekcyjnym dżentelmenem, to prawdziwy zawodowiec, który zachwyca swoim talentem. A możliwość słyszenia każdego ranka głębokiego, ciepłego, relaksującego głosu Morgana Freemana... Czułam się tak, jakbym wygrała na loterii".

Woody Harrelson wcielił się w perfidnego mentalistę Merritta McKinney'a, byłego gwiazdora swego zawodu, który upadł na dno i obecnie funkcjonuje w obiegu artystów ulicznych. "Merritt ma niejasną przeszłość", mówi Ricourt. "Miał w życiu spore kłopoty. Podoba mi się koncepcja mentalisty, który osiągnął szczyt popularności, spadł z niego, a teraz jest jak stary muzyk rockowy próbujący powrócić do swoich najlepszych dni". Harrelson pracował na z zawodowym mentalistą Keithem Barrym, ażeby przygotować się odpowiednio do roli. "Przeczytałem również szereg książek w temacie", mówi aktor. "Było kilku mentalistów, którzy potrafili wyczyniać prawdziwe cuda. Daleko mi do zrozumienia, jak to wszystko działa, ale przeprowadziłem kilka własnych eksperymentów. Merritt para się również hipnozą, więc próbowałem swoich sił na ludziach - bez większych efektów, niestety, ale wydaje mi się, że raz byłem bardzo blisko".

Dave Franco wciela się w Jacka Wildera, najmłodszego członka drużyny. "Jack jest ciągle dość młody i podatny na wpływy", mówi Ricourt. "Pozostali Jeźdźcy to dla niego idole. Jest zawodowym kieszonkowcem, poznajemy go po raz pierwszy, kiedy obrabia turystów". Jack potrafi sprawiać, by rzeczy znikały i pojawiały się na nowo, jest biegły w manipulacji kartami, potrafi nimi również celnie rzucać. "Zaczyna jako narwany młodzieniec, który po prostu cieszy się, że znajduje się u boku tak znamienitych iluzjonistów, ale potem zaczyna walczyć o ich szacunek", opowiada Franco. "Miałem podobne doświadczenia. Pracowałem z ludźmi, których od dawna oglądałem i podziwiałem. Możliwość uczenia się od nich na żywo była dla mnie naprawdę wielkim wydarzeniem". Aktor mówi, że Leterrier sprawił, że na planie panowała świetna atmosfera. "Louis był jak mały dzieciak. Zarażał entuzjazmem". Franco zaleca widzom otwartość nie tylko na niezwykłe sztuczki magiczne, ale także na niespodziewane zwroty akcji. "Kiedy czytałem scenariusz, zakończenie wprawiło mnie w osłupienie", przyznaje aktor. "Ludzie będą bardzo zadowoleni z tego filmu".

Mark Ruffalo wciela się w przedstawiciela prawa, agenta FBI Dylana Rhodes'a, który prowadzi śledztwo w sprawie Jeźdźców. Mając w perspektywie rozgromienie ogromnego przestępczego syndykatu, Dylan jest zawiedziony faktem, że zmuszono go do zajmowania się tą, jak uważa, błahostką. "On naprawdę wierzy w prawo", mówi Ruffalo. "Broni tego poglądu do ostatniej kropli krwi. To jego motywacja w trakcie całego filmu". Dla aktora głównym powodem przystąpienia do projektu była obsada. "Przez większość czasu gram u boku Melanie Laurent, która jest wspaniałą i utalentowaną aktorką. Mam jedną dużą scenę z Jesse'em i jedną z Woodym. Na planie pojawiła się gwiazdorska obsada, a ja mogłem z każdym z tych aktorów chwilę zagrać". Ruffalo podkreśla, że przemawia do niego pewien populizm, który promują swoimi działaniami Czterej Jeźdźcy. "Przeczytałem scenariusz przed pojawieniem się ruchu Occupy Wall Street", mówi aktor. "Uważam, że ten motyw jest już tak głęboko zakorzeniony we współczesnej kulturze, że nie musieliśmy bardzo się starać, by uwiarygodnić naszą opowieść o nowoczesnych Robin Hoodach, którzy dzięki sztuczkom iluzjonistycznym kradną bogatym i oddają biednym".

Dylan musi połączyć siły z Almą, agentką Interpolu, która dotychczas pracowała zza biurka. "Nie wie, jak się wobec niej zachować", mówi Ruffalo. "Jest samotnikiem, który lubi robić rzeczy po swojemu, a teraz został zmuszony do dzielenia się sprawą ze słodką Francuzką". Alma, w którą wciela się Melanie Laurent, okazuje się być czarnym koniem całej rozgrywki. "Jest niebezpieczna, ponieważ dostrzega odcienie szarości", mówi Ruffalo. "Dla niego wszystko jest czarno-białe, ona chce wierzyć w istnienie magii. Interesuje się tym, w jaki sposób sztuczki są przeprowadzane", dodaje aktorka. "Z perspektywy przedstawicieli prawa ta sprawa powinna być prosta. Mamy przestępstwo, szukamy dowodów i łapiemy złoczyńców. Ale Alma ma romantyczną duszę i postrzega cały pościg zupełnie inaczej. Zagłębia się w historię iluzjonistów i zaczyna zyskiwać szacunek dla ich cierpliwości oraz dyscypliny. Gdybym była policjantką, byłabym jak Alma, ponieważ jestem z natury bardzo ciekawa świata". Napięcie pomiędzy dwójką agentów jest wyczuwalne od pierwszego spotkania. "Z miejsca zaczynają się nienawidzić, a kiedy dwie osoby pałają do siebie tak mocną niechęcią, musi być między nimi jakaś chemia", kontynuuje aktorka.

Do dwóch drugoplanowych, lecz w ogólnym rozrachunku kluczowych ról sceptyka w sprawach magii Thaddeusa Bradleya oraz szarej eminencji świata biznesu Arthura Tresslera filmowcy poszukiwali aktorów z wielkim doświadczeniem. "Liczyliśmy od początku na zatrudnienie legend", mówi Cohen. "Kiedy wiedzieliśmy, że Michael Caine i Morgan Freeman zagrają w naszym filmie, przerobiliśmy scenariusza, dostosowując role do ich ekranowych wizerunków. Morgan w roli Thaddeusa jest elegancki i błyskotliwy. A Michael jako Tressler pokazuje, że dalej ma w sobie tę ostrość, dzięki której stał się ikoną".

Thaddeus Bradley jest znanym "łowcą iluzjonistów", byłym showmanem, który zrozumiał, że większe pieniądze kryją się w demaskowaniu sztuczek magicznych niż w ich wykonywaniu. Kiedy FBI jest bezsilne po paryskim skoku Jeźdźców, zwracają się do Thaddeusa z prośbą o pomoc i ekspertyzę. "On jest antytezą tego, co reprezentują sobą iluzjoniści", wyjaśnia David Kwong. "Kiedy odkrywasz tajemnicę stojącą za danym występem, cała iluzja znika i przestaje mieć sens". Freeman uznał ten materiał za intrygujący, ale zainteresowało go przede wszystkim towarzystwo pozostałych aktorów, w szczególności Michaela Caine'a, z którym grał wprawdzie w trylogii o Batmanie, ale nie mieli razem sceny tylko we dwójkę. "Nauka magii była również fascynująca", kontynuuje aktor. "Interesowało mnie rozwinięcie charakterologiczne mojego bohatera - jest niesamowicie bystry, ale także bardzo egoistyczny. Nie lubię go jako człowieka, bo podoba mi się wiara w magię". Freeman dodaje, że o wiele łatwiej kibicowało mu się Czterem Jeźdźcom. "Oni nie czynią zła", zauważa aktor. "Nazwałbym ich dokonania altruizmem zemsty, ponieważ oddają ludziom pieniądze, które im skradziono. Nie robią tego, by się wzbogacić.".

Caine'owi jego postać przypadła natomiast do gustu. Arthur Tressler to miliarder, który finansuje ekstrawaganckie występy Czterech Jeźdźców. "Tressler to człowiek sukcesu", mówi Caine. "Przestawia ludzi jak pionki na szachownicy. Niestety nie jest tak przebiegły jak mu się wydaje. Nie zdaje sobie sprawy, że iluzjoniści obrali sobie jego za główny cel". Legendarny aktor mówi, że przyjął rolę, ponieważ jest to film, jaki sam chciałby zobaczyć w kinie. "Zaintrygowała mnie otoczka tajemnicy", dodaje aktor. "Może wam się wydawać, w jakim kierunku wszystko zmierza, ale wierzcie mi - nie macie bladego pojęcia. Zwroty akcji są fantastyczne. To niezwykły film, zrealizowany na niezwykle dużą skalę". Leterrier podrzucił Caine'owi ważną wskazówkę dotyczącą jego postaci. "Louis porównał Tresslera do Berniego Madoffa", ujawnia aktor. "Wtedy zrozumiałem, o co mu naprawdę chodzi. Scenariusz jest znakomity, a moja rola to czyste aktorskie mięcho". Przez cały film przewija się również pytanie, czy istnieje Piąty Jeździec, ktoś, kto skrywa się w cieniu, pomagając ekipie iluzjonistów czarować cały świat? "Jedną z największych filmowych tajemnic jest to, w jaki sposób ci ludzie zebrali się w jedną grupę, kto im pomógł", mówi Caine. "Odkrywanie tego na ekranie to świetna zabawa, bo kandydatów nie brakuje".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Iluzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL