Reklama

"Good Girl, Bad Girl": CARISMA

Dobra siostra, zła siostra

"Good Girl, Bad Girl" to nie pozbawione elementów komediowych kino akcji - pełne fajerwerków, widowiskowych pościgów samochodowych, ciemnych typów i... zakonnic.

Reklama

Już od pierwszej sceny reżyser pokazuje nam, z czym będziemy mieli do czynienia. Film "rozkręca się" bez niepotrzebnego, zbyt długiego wstępu. Jak w latach 70. w produkcjach typu "cannonball" - serii wyścigowych filmów akcji - podczas pościgu za dziewczyną dziesiątki wozów policyjnych wjeżdża w siebie, koziołkuje i ląduje z hukiem na dachu. Szczególną atrakcję stanowią przy tym sceny "latania synchronicznego", gdy dwa samochody przelatują majestatycznie przez balustradę i spektakularnie rozbijają się o asfalt.

Historia jest stosunkowo prosta i rozgrywa się zgodnie z klasyczną zasadą hitchcockowskiego "McGuffina". Z jednym tylko (ważnym) odstępstwem - u Hitchcocka "McGuffin" to chwyt polegający na tym, że bohaterowie chcą zdobyć coś bardzo dla siebie istotnego, ale widz nie ma zielonego pojęcia co to jest. W filmie Sebastiana Vigga wszystko jest jasne od początku do końca. I trochę szkoda utraty tej aury tajemniczości...

Vanessa (Julia Stinshoff), najlepsza tancerka go-go w nocnym klubie, postanawia odejść z pracy. Jej szef Gromek (Graham McTavish) nie chce o tym słyszeć i za pomocą sprytnego fortelu wrabia dziewczynę w zamordowanie handlarza diamentów. Vanessa zachowuje jednak zimną krew - nokautuje szefa i ucieka. Z walizką pełną diamentów pojawia się w klasztorze, u swej siostry Marii - zakonnicy. Siłą rzeczy kobiety zamieniają się rolami...

Gdy następnego dnia Maria przyjeżdża po rzeczy do mieszkania Vanessy, zaufany człowiek Gromka porywa ją sądząc, że jest złodziejką diamentów. Tymczasem Vanessa musi przebrać się za zakonnicę, bo policja przeczesuje klasztor. Także tego dnia z wizytą u sióstr zapowiedział się wysłannik biskupa. Od jego wizyty zależy przyszłość zakonu, którego Maria jest matką przełożoną.

Podczas gdy Vanessa - zła dziewczyna, walczy na różne sposoby (to część komediowa filmu) o utrzymanie klasztoru, to Maria - ta dobra, mierzy się z kryminalistą Gromkiem i jego zaufanymi ludźmi. Widz obserwuje zatem Julię Stinshoff albo w czarnych, błyszczących kozakach i bardzo krótkiej czerwonej sukience, gdy klnie jak szewc albo w habicie, kiedy wygłasza pobożne sentencje.

Podwójną rolę zakonnicy i tancerki go-go zagrała 32-letnia Julia Stinshoff, smukła blondynka o bardzo długich nogach. Podobno aktorka otrzymała scenariusz na trzy dni przed rozpoczęciem zdjęć. Jak wspomina, "tekst mogłam jedynie szybko przejrzeć". Jednak wydaje się z rolą poradziła sobie całkiem nieźle. Niezależnie od przebrania stworzyła wyraziste postaci Vanessy i Marii. Warto zwrócić uwagę na jej "nowatorską" wersję "Ave Maria" - naprawdę robi wrażenie.

Za produkcją filmu "Good Girl, Bad Girl" stoją twórcy niezwykle popularnego w Niemczech serialu kryminalnego stacji RTL, "Alarm dla Cobry 11". Jak piszą fani filmu, "nie jest to zwykły serial policyjny, ale film z niezliczoną ilością śledztw prowadzonych przez parę komisarzy na autostradzie". Zamiłowanie do pościgów zdradzają już pierwsze 3 minuty filmu "Good Girl, Bad Girl", który zaczyna się kotłowaniem się masy wozów policyjnych na niemieckich drogach.

Warto nadmienić, że prawie połowa filmu "Good Girl, Bad Girl" rozgrywa sie w klasztorze. Może dlatego reżyser z "przymrużeniem oka" nawiązuje kilkakrotnie w filmie do wątków religijnych. Przykładem są tu sceny, gdy Maria niczym pierwsi chrześcijańscy męczennicy jest przywiązana do pala w biurze Gromka albo, gdy okazuje się, że samochód marki bmw może jeździć nawet po... wodzie.

Uśmiech na twarzy wywoła również postać zakonnicy Agaty...

Oprac. redakcja.film.interia.pl

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Good Girl, Bad Girl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje