Reklama

Reklama

"Ciało za milion": O PRODUKCJI

Młody brytyjski reżyser Mark Mylod trafił na „Ciało za milion dolarów”. przeglądając stertę scenariuszy nadesłanych przez jego agenta. Było ich ze dwadzieścia i wszystkie były żenujące, ale dosłownie na samym dole leżał scenariusz bez tytułu i autora. Nie miałem pojęcia, kto go napisał i skąd się tam wziął, ale zacząłem go czytać i natychmiast mi się spodobał. Był naprawdę wyjątkowy. Prezentował charakterystyczne sylwetki bohaterów, z których każdy posiadał jakąś niezwykłą wadę lub zaletę. Nabrałem przekonania, że to opowieść o bardzo uniwersalnych ludzkich problemach i właśnie z tym chciałem się zmierzyć w filmie. To było takie połączenie gatunków, którego nie można w żaden sposób zaszufladkować. Przywodziło na myśl twórczość braci Coen, ale miało swój własny styl.

Reklama

Collin Freisen napisał scenariusz do filmu „Ciało za milion dolarów”, kiedy był jeszcze w szkole filmowej w rodzinnym Winnipeg. Chodziło o taką sytuację, z której próbujesz wydostać się za wszelką cenę i chociaż wszystkie potrzebne środki są na wyciągnięcie ręki, nie jesteś w stanie wykorzystać ich i uciec – tłumaczy scenarzysta. Szczęście możesz znaleźć gdziekolwiek, o ile są wokół ciebie ludzie, na których ci zależy – taka jest oczywista puenta filmu. Każde miejsce może być piękne albo może być piekłem na ziemi. Wszystko zależy od tego, na kogo trafisz.

Mylod rozpoczął gromadzić wymarzoną obsadę, zaczynając od pechowego agenta podróży Paula Barnella. Paul ma dar. Jest fatalnym przedsiębiorcą, o krok od bankructwa, między innymi dlatego, że bywa dla innych po prostu zbyt miły. Jak na ironię, będąc osobą spokojną i pełną godności, zmuszony jest popełnić oszustwo. Reżyser od razu wybrał Robina Williamsa, którego osobiście uznaje za niezwykłego aktora. Robin Williams, który w tamtym czasie zastanawiał się na kilkoma filmami, ze szczególną uwaga przeczytał scenariusz „Ciała za milion dolarów”. Podjęcie decyzji, by zagrać w filmie główną rolę zajęło mu jeden dzień. Dotrzymał słowa i nazajutrz dostałem pozytywną odpowiedź - wspomina Mylod, wciąż zaskoczony tak dobrym biegiem wydarzeń.

Według Williamsa, decydującym czynnikiem przy wyborze filmu był doskonały scenariusz. To ciekawa opowieść, z bardzo ekscentrycznymi bohaterami borykającymi się z brakiem pieniędzy. Paul Barnell musi wszystkiego pilnować, podczas gdy świat dookoła się wali. Poznajemy go w ciężkiej sytuacji życiowej, kompletnie spłukanego, ze schorowaną żoną na karku. Na jej leczenie potrzeba pieniędzy, ale biuro podróży na Alasce nie przynosi spodziewanych zysków. Jednak nieoczekiwanie, gdy wydarza się coś niezwykłego, bohater rusza do akcji.

Holly Hunter gra Margeret, chorą żonę Paula Barnella. To ona namawia go do szukania ucieczki z zimnej Alaski. Według Robina Williamsa Paul i Margaret są sobie przeznaczeni. On kocha ją bezgranicznie, gotowy jest na każde poświęcenie byle tylko ją uszczęśliwić. Reżyser również był zachwycony grą Holly Hunter: To wspaniałe połączenie jej umiejętności. Potrafi mnie wzruszyć, a zaraz potem rozbawić do łez. Nie spodziewałem się natomiast takiej intelektualnej dyscypliny. Holly przygotowała się do roli osoby zagubionej, poszukującej tożsamości, co w wypadku Margaret objawia się poprzez psychosomatyczny zespół Tourette’a. Chcieliśmy uzyskać piękny portret tragikomicznej bohaterki, a Holly zrobiła krok dalej i stworzyła ciekawą postać z ogromną potrzebą poznawania wszystkiego dookoła. Dzięki temu, Margaret ma w filmie dużo więcej głębi i skupia na sobie uwagę.

Również Robin Williams był zachwycony pracą z Holly Hunter oraz Woody’ym Harrelsonem: Grała świetnie. To prawie jak balet – ona nagle skacze, a ja ją łapie. Ona potrafi być bardzo przejmująca a jednocześnie skupiona. Woody natomiast to szalony geniusz. Nie boi się niczego. Raymond, którego gra, potrafi być łagodny, jednak nagle, w ułamku sekundy, zmienia się w kogoś przerażającego. Jeśli kiedykolwiek obcowałeś z ludźmi niezrównoważonymi psychicznie, to wiesz, że mogą być nieobliczalni. Jako filmowi bracia, myślę, że byliśmy bardzo przekonujący, jednak to on był tym złym.

Giovanni Ribisi i Allison Lohman grają niezwykłą parę – Ted jest bezwzględnym agentem ubezpieczeniowym, zdeterminowanym by złapać Paula Barnella na oszustwie, a Tiffany jego cierpliwą narzeczoną, zajmującą się odbieraniem w domu telefonów dla terapeutycznej gorącej linii. Ted jest z pozoru nieszczęśliwy, ale Giovanni Ribisi był bardzo zadowolony ze swojej roli. Jak sam wspomina: kręcąc scenę z Markiem, improwizujesz a on jest tak bystry i błyskotliwy, że możesz mu zaufać. To było niesamowite wydarzenie, pracować z tymi wszystkimi ludźmi, z Robinem, Holly i Allison.. Przybycie na Alaskę było dla Giovanni Ribisi szokiem, gdyż poprzednie pięć miesięcy spędził w Afryce na planie Lotu Feniksa.

Giovanni Ribisi ucieszył się na wieść o tym, że będzie na planie z Robinem Williamsem: Jego wyobraźnia jest nieskończona. Mówiąc zupełnie poważnie, praca z nim to zabawa – swoją entuzjastyczną naturą ożywia wszystkich dookoła.

Reżyser chwali pracę z Giovanni’m na planie: Podczas zdjęć, między Giovannim i Robinem naprawdę iskrzyło. To było niesamowite, po prostu razem planowali i grali daną scenę, a ja starałem się nakręcić tyle ujęć ile tylko mogłem. Dzięki temu, konflikt bohaterów wyszedł fantastycznie. Mylod przyznaje, że kręcenie tego filmu było spełnieniem jego najśmielszych marzeń.

Podczas zdjęć Mark Mylod nabrał dużo szacunku dla ludzi żyjących na Alasce: Pomyślałem, że przeżycie ciężkiej zimy tu właśnie, ma sens, bo trzeba być wyjątkowo silnym. Tutejsi mieszkańcy są twardzi i nieustępliwi, ale każdy z nich ma w sobie tę iskrę życia. To musi być naprawdę przemyślana decyzja by powiedzieć - tak, to jedyne miejsce dla mnie, tu chce być.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Ciało za milion

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy