Reklama

"Bogowie ulicy": PIERWSZY FILM AKCJI ERY YOUTUBE

Akcję w filmie "Bogowie ulicy" wyróżnia paradokumentalna forma. Reżyser położył szczególny nacisk na to, by widz czuł się niemal uczestnikiem każdej ze scen: Zależało mi na kręceniu w prawdziwym stylu point-of-view - mówi Ayer - Chciałem, by przypominało to oglądanie YouTube'a - żeby widzowi ciągle coś podpowiadało, że to wszystko dzieje się naprawdę. Pod wieloma względami ten film to jakby "Dzień próby" na YouTube'ie. Podczas kręcenia Ayer rozplanował każde ujęcie tak, by widownia czuła częścią świata "Bogów ulicy". Krytycy zgodnie przyznają, że najnowsze dzieło Ayera łączy profesjonalną produkcję filmową z realistyczną, surową i bezpośrednią estetyką "filmików z YouTube'a".

Reklama

John Lesher, producent filmu, dodaje: Przyciągnęła mnie wizja i ambicja Ayera, żeby pokazać jak naprawdę wygląda praca w policji. Jego pomysł jak to pokazać, od razu wydawał się czymś zupełnie naturalnym i jednocześnie - czymś czego wcześniej nie widzieliśmy.

Począwszy od relacji, które łączą tytułowe postaci, poprzez prawdziwą lokalizację scen a kończąc na wielu mnogości perspektyw akcji, autentyczność była kluczem do sukcesu "Bogów ulicy". Przeżycia i wrażenia bohaterów miały być namacalne także dla widza, więc każda scena filmowana była przez co najmniej cztery kamery. Wszystko po to, aby uchwycić pełną, 360-stopnią panoramę akcji. Dwie mini-kamery, przymocowane do aktorów Jake'a Gyllenhaala i Micheala Pen?a pozwoliły podkreślić realizm scen: Widzowie poczują się tak, jakby pracowali obok Briana Taylora i Mike'a Zavali, chwali się techniczny doradca, Jamie FitzSimons. To będzie dla nich prawdziwa jazda bez trzymanki - w policyjnym, partnerskim oraz psychologicznym sensie.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Bogowie ulicy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy