Reklama

"Aniołki Charliego": CZWARTY ANIOŁEK

Producenci "Aniołków Charliego" postanowili wprowadzić do wersji kinowej nową postać. "Bosley to w gruncie rzeczy czwarty Aniołek" - mówi Drew Barrymore o podwładnym Charliego, który w jego imieniu kontaktuje się z Aniołkami.

Reklama

McG dodaje: "Bosley i Aniołki uzupełniają się wzajemnie. Ton feministyczny zdaje się dominować, ale Bosley wnosi do filmu element męskości i żywiołowy humor. 'Aniołki Charliego' nie są bowiem tylko i wyłącznie filmem akcji, lecz także lekką i dowcipną komedią. Mam nadzieję, że widzowie szczerze się na nim ubawią".

Bill Murray: "Pomyślałem, że zabawnie byłoby zagrać jeden z amerykańskich symboli, choć nie jest to Roosevelt ani Lincoln, a tylko Bosley. Cóż, jak się nie ma, co się lubi... - nikt w końcu nie zaproponował mi 'Supermana' czy 'Jeffersona w Paryżu'... Bosley nie jest w ciemię bity. Pracuje w agencji już jakiś czas i wie, o co toczy się gra. Jest niezastąpiony. Zdawałem sobie sprawę, że mam do czynienia z dziewczynami, które opanowały wschodnie sztuki walki, starałem się więc nie wchodzić im w drogę. Wiedziałem, że wystarczy jeden cios, a wyląduję na ziemi'.

Słynący z poczucia humoru aktor postanowił, że jego Bosley będzie człowiekiem, który wiernie służy Aniołkom, bo darzy je skrywanym, nieodwzajemnionym uczuciem.

Jak mówi: "Bosley zapewnia Aniołkom pełny komfort - żadnych karesów, żadnych dwuznaczników: pełen profesjonalizm".

McG: "Zadaliśmy sobie wiele trudu, by pozyskać Billa Murraya do roli w naszym filmie. Bill jest bowiem nieuchwytny, zupełnie jak nasz filmowy Charlie. Żartowałem nawet, że aby go odnaleźć, powinniśmy zatrudnić prywatnego detektywa".

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Aniołki Charliego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje