Reklama

Reklama

"Aimee&Jaguar": WYWIAD Z JULIANE KOEHLER

Do tej pory Pani praca związana była głównie z teatrem. Co przekonało Panią do wzięcia udziału w tym filmie?


Taka rola zdarza się raz na dziesięć lat. Natychmiast utożsamiłam się z tą kobietą. Materiał był wspaniały. Bardzo lubię dramaty historyczne. Współczesne historie zdarzają się bardzo często.


Jak przygotowywała się Pani do tej roli?


Czytałam dużo materiałów poświęconych temu okresowi historycznemu. Po prostu starałam się poznać tą kobietę tak dobrze, jak to tylko było możliwe. Tak zawsze robię: zgłębiam otoczenie danej postaci, zbliżam się do niej, aż znam ją tak dobrze, że mogę się nią stać przed kamerą. Scenariusz był bardzo dobry, bardzo precyzyjny. Już przez samo przeczytanie tekstu zrozumiałam postać. Potem kierowałam się wyobraźnią, podobnie jak zresztą reżyser. Bardzo pomógł mi fakt, że mieszkanie Lilly Wust zostało bardzo realistycznie odtworzone w studio. Wchodząc na plan, czułam się tak, jakby cofał się czas.

Reklama

Zastanawiałam się często nad kobietami z tamtego okresu. Jak wyglądało życie pani domu, matki czwórki dzieci, żony żołnierza? Ciężko mi było ją ocenić. Powiedziałam sobie, że Lilly miała czwórkę dzieci, za co została wyróżniona nazistowskim orderem dla matek, że otrzymywała wiele kuponów żywnościowych i cieszyła się wieloma innymi przywilejami. Jeśli ktoś jest bezkrytyczny, może się dobrze urządzić w każdym systemie. Myślę, że tak wyglądało życie Lilly przed tym, jak poznała Felice.


Dlaczego praca nad tą rolą była tak ciekawa?


Pasjonujący był rozwój postaci, odwaga, z jaką walczyła o swoją miłość, która pozwoliła jej opuścić swego męża. Myślałam, że była wspaniałą kobietą. Zawsze mi się to przydarza, gdy gram jakąś postać. Im większe jest moje zaangażowanie, tym bardziej lubię daną postać. Staram się usprawiedliwić wszystkie jej posunięcia i poglądy. Musiałam sama przed sobą usprawiedliwiać Lilly, inaczej nie mogłabym jej zagrać.

Lilly to w porównaniu do Felice raczej konwencjonalna osoba. Lubię także tę stronę jej charakteru. Nie uważam tego za powód do dumy. Myślę raczej, że Lilly po prostu taka była. Uwielbiam jej dość konwencjonalne ubrania, jak też wszystkie inne cechy tej postaci. Ale w niej też musiało być coś bardzo niekonwencjonalnego, inaczej nie zakochałaby się w Felice. To nie była prosta kobieta, żyjąca pod dyktando panujących konwencji. Gdyby jej dzieciństwo upłynęło w innych warunkach, mogła być kimś zupełnie innym. Jest jednak żoną żołnierza i ma czwórkę dzieci. Takie jest jej przeznaczenie. Jej życie zostało zdeterminowane przez bardzo wiele czynników. Felice pojawiła się w nim, by zapełnić powstałą pustkę.


Jak wyjaśniła by Pani fakt, że Lilly była przygotowana na tak radykalną zmianę


To ten typ osoby, która pragnie wszystkiego, albo nie chce nic. W jej miłości jest bardzo dużo siły. Felice to najważniejsza osoba w jej życiu. Dla niej gotowa jest na wszystko. Posuwa się nawet do próby wyśledzenia Felice w obozie koncentracyjnym, co ciężko jest sobie wyobrazić w dzisiejszych czasach.


Jak się Pani czuła w trakcie spotkania z prawdziwą Lilly Wust?


Była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałam: dowcipna, śmiała i bezpośrednia. Mówi to, co myśli. Myślę, że to wynik jej doświadczeń.


Czy sprawia to Pani jakąś różnicę, że Lilly Wust ciągle żyje w Berlinie?


Oczywiście bałam się, że popełnię jakiś błąd. Gdy ją spotkałam, starałam się prześwietlić ją oczyma i poznać od środka. Chciałam rozszyfrować jej osobowość. Starałam się być blisko niej, by móc potem odtworzyć to wszystko, co widzę i słyszę.


Czy trudno było odegrać przed kamerą romans dwóch kobiet?


Wcale. Dobrze się bawiłyśmy. Poznałam Marię i polubiłyśmy się. Prawdopodobnie łatwiej jest odegrać scenę miłosną z kobietą, ponieważ poziom zahamowania jest inny. Myślę, że dla Felice i Lilly był to prawdziwy romans, niezależnie od płci. Felice była dla Lilly obietnicą nowego życia. Nie można jednak być pewnym, że gdy w filmie dwie aktorki grają równorzędnie role, ich współpraca będzie się dobrze układała. Niewiele jest aktorek, które są tak otwarte jak Maria Schrader. Praca z nią była pasjonująca. Za każdym razem, gdy w jakiejś scenie proponowałam nową interpretację, Maria podejmowała temat. W ten sposób potrafiłyśmy stworzyć wiarygodny duet.


Jak układała się Pani współpraca z reżyserem?


Bardzo mu ufam. Wprowadzając mnie w rolę wykazał wielką wrażliwość. Nigdy nie czułam się sama, będąc pewną jego poparcia. Według niego Lilly stać było na tak silne uczucie, gdyż była ona osobą o wyjątkowo wrażliwej duchowości. Czasem Max potrzebował jednego słowa, by podjąć ostateczną decyzję. Bardzo dobrze go rozumiałam.


Co zapamiętała Pani z pracy nad "Aimée & Jaguar"?


To było bardzo intensywne przeżycie, którego nie zaznałam w teatrze. Ostatnio napisałam list do Lilly Wust. Gdy przyszła od niej odpowiedź i zobaczyłam jej nazwisko na odwrocie koperty, byłam zszokowana i serce zaczęło mi bić jak szalone. Lilly Wust, myślałam, przecież to ja.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Aimee&Jaguar

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy