W tegorocznym konkursie canneńskiej imprezy znalazły się nowe filmy uznanych i szanowanych reżyserów. Najczęściej wspomina się nazwisko Stevena Soderbergha i jego dwuczęściowego, czterogodzinnego filmu o Che Guevarze, który w ostatniej chwili zakwalifikowany został do grupy tytułów ubiegających się w tym roku o Złotą Palmę.
Niektórzy w ciemno uznali "Che" za głównego faworyta w walce o prestiżowe trofeum, ekscytując się też nowymi tytułami Clinta Eastwooda ("Changelling" z Angeliną Jolie i Johnem Malkovichem), Wima Wendersa ("Palermo Shooting" z epizodzikami Lou Reeda i Patti Smith) oraz mających szansę na trzecią Złotą Palmę w karierze braci Dardnenne (Le Silence de Lorna).
No i jest polski akcent - film "Cztery noce z Anną" Jerzego Skolimowskiego otworzy sekcję "Quinaine des Realisateurs".
Każdy czeka jednak w Cannes na "swoje" filmy. Są na festiwalu tytuły, które TRZEBA zobaczyć - dotyczy to z pewnością wszystkich konkursowych produkcji - w programie festiwalu jest jednak tyle ukrytych perełek, że pokusa odpuszczenia sobie "kanonicznego" filmu jest silniejsza od recenzenckiej sumienności (podważać werdykt jury można z czystym sumieniem tylko wtedy, gdy obejrzało się wszystkie konkursowe filmy!).
Poniżej więc lista dziesięciu tytułów, których pokazów za żadne skarby nie będę chciał opuścić podczas tegorocznej edycji imprezy:
1. "Uc Maymun" ("Three Monkeys") Nuri Bilge Ceylana. Turecki reżyser był już rewelacją Cannes w 2002 roku, kiedy jego "Uzak" otrzymał Grand Prix festiwalu. Na nasze ekrany trafił w ubiegłym roku jego kolejny film "Klimaty", potwierdzając unikatową pozycję tego reżysera w świecie filmowych "autorów". W swoim ascetycznym kinie rozwija tematy obecne w filmach Michelangelo Antonioniego i Andrieja Tarkowskiego, zabarwiając je autobiograficznym pismem. "Uc Maymun" startuje w konkursie tegorocznej imprezy.
Tomasz Bielenia









