Reklama

Odkryj "Tajemnice Silver Lake" - prosto z Cannes nowy film reżysera "Coś za mną chodzi"

Co mają wspólnego ze sobą teorie spiskowe, przekazy podprogowe ukryte na kasetach VHS, w starych komiksach i grach wideo, zombie wiewiórki, gadające papugi, hipsterzy, serce przemysłu filmowego – bajeczne Los Angeles i inne, kotłujące się w tyglu amerykańskiej popkultury, pozornie niepasujące do siebie elementy? Odkryj „Tajemnice Silver Lake” w kinach już 21 września.

Czy przedwieczni opisani przez Lovecrafta naprawdę sprawują władze nad światem? Czy na płytach rockowych zespołów ukryte są tajemne przesłania dla wtajemniczonych fanów? A co z darmowymi gadżetami z płatków śniadaniowych? Co z setkami piktogramów nabazgranymi na ścianach toalet publicznych? Co z porwaniami celebrytów? Gdzie podziały się zwierzęta domowe; nasze psy i koty pozostawione bez opieki, na trawnikach przed sklepem? Gdzie szukać pomocy, odpowiedzi, albo choćby ukojenia?

Reklama

Sam (Andrew Garfield), bohater filmu "Tajemnice Silver Lake" - hispterskiego kryminału w reżyserii Davida Roberta Mitchella ("Coś za mną chodzi"), ma swój własny, pokręcony jak serpentyny okalające Los Angeles, plan sprawdzenia wszystkich tych tajemnic. Co ważne: Sam nie jest wyjętym z kart powieści kryminalnych prywatnym detektywem. Nie posiada nawet specjalnych predyspozycji. Ba, nie ma nawet wewnętrznej potrzeby, aby zajmować się czymś innym niż wcinaniem zimnej pizzy i graniem na konsoli w gry komputerowe. Jego życie - widziane z boku - wydać się może nudne i pozbawione jakiejkolwiek ekscytacji. Sam spędza czas w swoim pokoju i ogląda kiczowate filmy science-fiction z lat 50-tych. Nie płaci czynszu, bo to jego osobisty wkład w bunt przeciw systemowi. Stara się nie angażować w poważne związki, a z własną matką rozmawia tylko przez telefon. Nic osobistego: syn edukowany jest przez rodzicielkę, niemym kinem z lat 20-tych (sic!). Ponadnormatywnej rozrywki dostarcza mu sąsiadka, mieszkająca naprzeciwko. To podstarzała hipisiara, amatorka opalania się topless, miłośniczka kalifornijskich zachodów słońca i gadających ptaków. Sam patrzy na wszystko z błogą obojętnością. Jego zblazowanie zdaje się być wręcz rdzeniem jego jestestwa. Jakby genetyczny kod bohatera, stanowił o obojętności na wszystko co obce, inne i próbujące wkroczyć na jego terytorium.

I nagle: BAM! Cały spokój Sama zburzony został w jedynej chwili przez piękną dziewczynę o imieniu Sarah (Riley Keough). Właścicielka białego psa w typie yorka pojawia się przez chwilę na horyzoncie zdarzeń, po czym znika pozostawiając po sobie pustkę i niespełnione pragnienie. To wystarcza, by zburzyć nieuczesany świat chłopaka. Sam postanawia pozbierać okruszki rozrzucone przez przedwiecznych i poszukać swojej wybranki. Jego droga wiedzie przez podziemne zakamarki świata bezdomnych poprzez czarną i wstydliwą historię Hollywood, fragmenty filmów, plakaty, a nawet miejsca pochówków tych którzy tworzyli filmowy sen Ameryki. W efekcie poszukiwań chłopak dotrze do jednego z "TYCH" tajemniczych miejsc.

W trakcie poszukiwań wszelkie podejrzenia Sama, co do niespójności otaczającej go rzeczywistości, zostaną potwierdzone. Teorie - nawet te najbardziej odjechane - znajdą równie nieroztropne potwierdzenie. Chłopak stanie się świadkiem tego, jak plotki i doniesienia bulwarowej prasy, a przede wszystkim szeptana historia dotycząca teorii spiskowych, staje się ciałem i krwią... Sam, niczym bohater filmu Davida Lyncha czy "Alicja po drugiej stronie lustra", znajdzie się nieoczekiwanie w świecie wykręconym na drugą stronę. W świecie na opak. Gdzie wielu przed nim odnalazło swoje przeznaczenie, ukojenie, a czasem realny horror. Bohater na swojej drodze spotyka sekciarzy i bogaczy, do reszty znudzonych łatwością z jaką zbili swoje bajońskie fortuny. Są to ludzie chcący posmakować czegoś nowego, zakazanego...

Ta filmowa opowieść to zobrazowanie amerykańskich fobii i obsesji obecnych w popkulturowym tyglu i znanych co najmniej od początku wieku dwudziestego. W czasie gdy idealistyczny sen o dobru i pięknie upadał, obywatele uciekali z przytulnych domostw na poszukiwania przyczyn owych złych zdarzeń. Dowiadywali się, iż niecne, potężne siły miały jakoby rządzić całym kosmosem, wpływając również na los maluczkich. Również tych zamieszkujących Miasto Aniołów. Potwierdzeniem bytności ciemnych sił miało być na przkład występowanie groźnych i tajemniczych stworów. Stąd wampiry i wilkołaki, które wychynęły z ekranów amerykańskich kin, tuż po Wielkim Kryzysie Gospodarczym w roku 1929. Podobnie - gdy rząd nie potrafił przyznać się do klęsk w wojnach prowadzonych przez dekady w Azji - szukano rozwiązań w teoriach spiskowych. Za wszelakie zło oskarżano tajne organizacje religijno-militarne lub kosmitów skrywających się na odludnych pustyniach Nevady. Swoją drogą, niepozbawione sensu wydawało się dla zwolenników różnych teorii, iż na pustyniach owych prowadzono próby z bronią nuklearną. Tajemnice wojskowe, w tym podziemne schrony, wymyślna broń i działania mundurowych "pod przykrywką", były aż nadto miłym lepiszczem dla szukających tajnych zmów. Mit rósł w siłę wraz z kolejnymi klęskami i tragediami, które ciężko było tłumaczyć w zwykły sposób. Jak bowiem ze spokojem przyjąć wiadomość o zabójstwie prezydenta w biały dzień, w centrum miasta? Jak tłumaczyć klęskę najpotężniejszej i najlepiej wyszkolonej armii świata w zetknięciu z prymitywnie uzbrojonymi wietnamskimi partyzantami? Jak wyśnić, że Rosjanie, zamieszkujący zimną i niegościnną tajgę, wysłali pierwszego człowieka w kosmos? Trudno o tym mówić, a jeszcze trudniej zrozumieć, gdy przez lata opisywało się rzeczywistość korzystając jedynie z różowych barw. Amerykańskie telewizyjne seriale takie jak "Bonanza" oraz "I love Lucy", uśpiły czujność i instynkt samozachowawczy odbiorców popkulturowej strawy. A gdy ogół poczuł się zagubiony, oszukany i rozczarowany, droga do zakamarków szaleństwa stanęła otworem. Społeczeństwo ogarnięte lękiem i niepewnością, przestało ufać rządowi i samym sobie. Duża część obywateli sięgnęła za to po pulpowe magazyny, komiksy i kino klasy B. Zaczęto wsłuchiwać się w głos wołających na puszczy. Tak zrodziła się osobna, alternatywna rzeczywistość. Z własnymi pozytywnymi i negatywnymi postaciami. Własnym kodem i swoistą filozofią. W myśl tych zasad powstała straszliwa dogma zastraszania: "Nie ufaj rządowi. Nie ufaj nieznajomym. Nie ufaj najbliższym. Nie ufaj sobie!". Świat owej rzeczywistości skolonizowany został wirusowo przez potwory, kosmitów, powracających zza grobu, tajemne zakony, szarlatanów, kacyków, oraz wszelkiej maści leprikony.    

Sam nie jest nikim innym, jak wiernym sługą i spadkobiercą tych czasów. Przy czym,  sytuacja jego i całego pokolenia, w porównaniu z czasami Eisenhowera, jawi się o wiele bardziej niebezpiecznie i tragicznie. Współczesność to dostęp do nieprzebranej ilości wszelkiej informacji. Wszak w internetowej kloace jest wszystko! To nieskończone pole skrollowania, klikania i surfowania. Idealna pożywka dla paranoików poszukujących ukrytych znaczeń, nieoczywistych schematów i zatartych śladów. Sam - podobnie jak inni surferzy - nie filtruje, tylko pochłania wskazówki. Nawet o tym nie wie, ale stopniowo lecz metodycznie, daje się zwieść czeluści. Wpada jak Alicja do króliczej nory. Choć w jego przypadku, studnię zastąpiło jezioro. Wychylając głowę znad powierzchni, patrzy na znany krajobraz i żegna się ze światem. Bierze głęboki oddech i zanurza się w mrok. Pod ciemną taflą srebrnego jeziora czeka na Sama nie tylko pustka. Gdzieś tam, głęboko w mroku, kotłują się ofiary zapomnianej opowieści. Co ukrywają? Dzikość, złość, okrucieństwo, skrajny egoizm, niemoc i opętanie. Gdy Sam dotknie dna, będzie miał czas - niczym bohater conradowskiego "Jądra ciemności" - szeptem wyrazić swoje zdumienie i przerażenie...

Autor tekstu: Jacek Rokosz.

"Tajemnice Silver Lake" w kinach od 21 września.

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje