Reklama

Gra z wyobraźnią widza

„Winni”, debiutancki film Gustava Möllera, zabiera widza w pełną napięcia podróż. Zrealizowany przy bardzo niewielkim budżecie kryminalny thriller „to zarówno zabawa filmową formą, jak i kreatywne przekraczanie granic gatunku” – wyjaśnia Lina Fink,producentka filmu, którego światowa premiera miała miejsce w konkursie festiwalu w Sundance.

Pomysł na film pojawił się gdy Möller trafił na YouTube na klip z nagraniem porwanej Amerykanki, która zadzwoniła na telefon alarmowy już po tym jak została uprowadzona. "Napięcie towarzyszące tej rozmowie było tak duże, że nie można było się od niej oderwać",wspomina reżyser, w którego głowie od razu pojawiły się filmowe obrazy. "Zacząłem pracę nad tym filmem z myślą, by to publiczność uzupełniała brakujące elementy podróży porwanej kobiety, używając swojej wyobraźni". 

Reklama

"Byłem zafascynowany możliwością stworzenia filmu, który mając wyrazistą, linearną fabułę będzie jednocześnie odbierany przez każdego widza w bardzo wyjątkowy, osobisty sposób", tłumaczy Möller. 

Wychodząc od tego pierwotnego pomysłu Möller i współscenarzysta Emil Nygaard Albertsen spędzili kilka nocy w centrali telefonów alarmowych, zbierając materiał do scenariusza. Rozmawiali też z oficerami policji, którzy podobnie jak Asger, bohater filmu, zostali odsunięci od obowiązków. 

W trakcie tego procesu pojawiło się kilka wiodących tematów, o których mógłby opowiadać film. Jednym było odkupienie głównego bohatera, drugim empatia. "Na początku filmu Asgerowi łatwo przychodzi osądzanie innych, ale z czasem budzi się w nim zrozumienie", tłumaczy reżyser. "Bawimy się także oczekiwaniami i przypuszczeniami widzów, bo wszyscy mamy tendencję do bardzo szybkiego wyrabiania sobie zdania o innych".

 Möller urodził się w szwedzkim Göteborgu i w młodości inspirowały go takie filmy, jak "Pulp Fiction" i "Wściekłe psy" Quentina Tarantino, "Taksówkarz" Martina Scorsese, czy "Pieskie popołudnie" Sydneya Lumeta. W wieku 20 lat przeniósł się do Danii, gdzie niedługo po przeprowadzce zaczął studiować w duńskiej Narodowej Szkole Filmowej. To tam poznał swoich przyszłych współpracowników - producentkę Linę Flint oraz scenarzystę Emila Nygaarda Albertsena.

To w tym zespole zrealizowane zostały dwa filmy krótkometrażowe, w tym nagradzany film dyplomowy Möllera "In Darkness". Flint, Möller i Albertsen szybko zrozumieli, że mają podobną wrażliwość.


"Łączyło nas pragnienie, by eksperymentować z formą i przekraczać granice" mówi reżyser. "Te granice nie były dla nas czymś problematycznym, ale czymś stwarzającym okazje".

 Po studiach Flint i Nygaarda Albertsen założyli Nordisk Film Spring, mający skupiać młodych utalentowanych filmowców. "Winni" są obok telewizyjnego programu "Joe Tech" pierwszymi realizacjami studia. "Siedzimy wszyscy w jednym pokoju i pracujemy, mamy ze sobą bardzo bliską relację", opisuje Flint.

"Winni" dobrze oddają filozofię Nordisk Film Spring. "Chcemy dostarczać widzom rozrywki" mówi Flint. "Chcemy bawić się filmowymi gatunkami w sposób, który zaskoczy publiczność i będzie dla niej wyzwaniem".


 Kiedy Möller i Albertsen pracowali nad scenariuszem, Flint była na urlopie macierzyńskim, ale nad koncepcją historii pracowali wspólnie. Wiedzieli, że musi to być rzecz możliwa do zrealizowania za niewielkie pieniądze. "Cały czas musieliśmy zwracać uwagę, czy jesteśmy w stanie wyprodukować jakąś scenę", tłumaczy Flint. "Wyzwanie, które sobie postawiliśmy było szalone - zrobić porządny film gatunkowy przy małym budżecie. Wiedzieliśmy, że musimy naszą energię i pieniądze ulokować w dokładnie dobranych miejscach". 

Aktorzy byli podekscytowani tym nietypowym podejściem, a wyjątkowa odpowiedzialność spoczywała na odgrywającym główną rolę Jakobie Cedergrenie. "Świadomość, że pojawiasz się w każdej klatce filmu była co najmniej intrygująca", mówi aktor, który zaangażowany został na bardzo wczesnym etapie i współpracował z ekipą już przy tworzeniu scenariusza. 

W rolę porwanej kobiety wciela się Jessica Dinnage, ale na ekranie słyszymy tylko jej głos. Tak też aktorkę wybierał Möller - słuchając przygotowanych wcześniej nagrań. "W jej charakterystycznym głosie wyczuwalne było cierpienie", mówi reżyser.

 Film kręcono chronologicznie w ciągu trzynastu dni zdjęciowych, a każdą scenę nagrywały trzy kamery. Miejsce akcji - centrala telefonów alarmowych - wzorowane było na tych prawdziwych, ale zostało zbudowane od zera w opuszczonym biurowcu.


 W konstrukcji filmu reżyser opierał się na długich ujęciach, trwających od 5 do 35 minut."Chodziło o to, by uzyskać wrażenie, że rzecz dzieje się na żywo przed oczami widzów", wyjaśnia Möller. "Te długie ujęcia sprawiały też, że widać było autentyczne zmęczenie aktora, pasujące do postaci, w którą się wcielał".

Niezwykle ważnym elementem filmu był dźwięk - rozmowy telefoniczne z porwaną kobietą, budujące klimat dźwięki nagrywane przez ekipę na autostradzie i z policyjnego samochodu. Skoncentrowanie się na warstwie dźwiękowej nie oznaczało oczywiście, że te wizualna nie jest istotna. "Wspólnie z Jasperem Spanningiem, operatorem, długo rozmawialiśmy o koncepcji wizualnej filmu, o tym co zrobić, by nie była ona pretensjonalna", opowiada Möller. "Uznaliśmy, że powinniśmy często stosować ujęcia z punktu widzenia bohatera, by publiczność maksymalnie się do niego zbliżyła". 

Przed premierą "Winnych" w Sundance filmowa ekipa była bardzo podekscytowana. "Ten film oparty jest na tajemnicy, więc trudno o nim rozmawiać z kimś, kto go jeszcze nie widział... W dodatku cała koncepcja filmu zakłada, że widz jest jego współtwórcą. Trudno więc nie oczekiwać tych pierwszych pokazów", podsumowuje reżyser. Dziś film "Winni" ma już na koncie sporo nagród na międzynarodowych festiwalach, oraz został wybranym duńskim kandydatem do Oscara. W kinach od 9 listopada.



 

materiały promocyjne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje