Reklama

​Tomasz Mandes: Jeden z sześciu braci

Program na żywo przypomina spektakl teatralny - mówi jeden z prowadzących program "Dzień dobry, Polsko!" Tomasz Mandes.

Program na żywo przypomina spektakl teatralny - mówi jeden z prowadzących program "Dzień dobry, Polsko!" Tomasz Mandes.
Na początku byłem trochę stremowany nową rolą - wspomina Tomasz Mandes /Piotr Andrzejczak /MWMedia

Kończy się pierwszy sezon "Dzień dobry, Polsko!". Jak pan ocenia swój debiut w telewizji śniadaniowej?

Tomasz Mandes: - Ja świetnie, nie wiem jak reszta (śmiech). To było dla mnie duże wyzwanie - w programie "na żywo". Spotkałem masę ciekawych ludzi. Myślę, że idziemy do przodu, powoli zdobywamy widzów, jest coraz większa oglądalność.

Czy natrafił pan na jakieś trudności, coś pana zaskoczyło w tym programie?

- Chce pani anegdoty? Zawsze się dzieje coś nieoczekiwanego: nie ma połączenia, trzeba improwizować. Na szczęście nie mieliśmy znaczących wpadek, nie musieliśmy ratować programu. Kłopotów i zaskakujących sytuacji w zasadzie nie było. Na razie...

Reklama

A co szczególnie się panu podoba w tej pracy? Czy w odróżnieniu od zawodu aktora tu musiał pan wykorzystać więcej umiejętności?

- Oczywiście, na początku byłem trochę stremowany nową rolą. Ale tak naprawdę znajduję wiele podobieństw między programem na żywo a spektaklem teatralnym. To jest bardzo podobna sytuacja. Grałem przez lata w teatrze i ten wzór odnalazłem w telewizji. Program "na żywo" jak spektakl w teatrze: żywy organizm, potrzebna jest gotowość improwizacji i reagowania.

A co z porannym wstawaniem, jak sobie pan z tym poradził?

- To jest największy problem, rzeczywiście. Czasem miałem wątpliwości, czy w ogóle iść spać, ale przecież tak się nie da... Musiałem sobie wprowadzić reżim - mimo że jestem "sową", kładłem się wcześnie spać, by móc wstać rano.

Wychował się pan w męskim gronie, ma pan tylko braci, czy to jakoś przekłada się na pańskie życie? Pomaga takie męskie towarzystwo?

- Myślę, że najważniejsze jest to, że byliśmy tak wychowani, żeby się trzymać razem i sobie pomagać. Jesteśmy dla siebie z moimi pięcioma braćmi taką polisą ubezpieczeniową, wzajemnym towarzystwem asekuracyjnym. I to jest wspaniałe.

Czyli jak jednemu coś się dzieje, pozostali spieszą z pomocą?

- Tak. Jak D'Artagnan i reszta. Nas jest sześciu, więc jest w nas siła (śmiech).

A jakie są pańskie plany aktorskie? Coś się szykuje ciekawego?

- Będzie kontynuacja serialu "Pierwsza miłość", pojawią się nowe wątki. Plus jeszcze dwie, choć owiane tajemnicą, role fabularne. Będzie więc i duży ekran, ale za wiele powiedzieć nie mogę...

Rozmawiała Dorota Kieras (PAP Life).

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Mandes
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy