Robert De Niro: Człowiek o wielu twarzach

Robert De Niro nie lubi mówić o sobie i rzadko ocenia innych, chyba że są to wytrącający go z równowagi politycy. Oddany pracy, jest wobec siebie krytyczny. Choć wychował się na kuchni włoskiej, poznał i polubił też polskie przysmaki.

Actor Robert De Niro na rozdaniu Guys Choice Awards 2016

Reżyser Sergio Leone powiedział o nim, że wchodzi w postać tak naturalnie, jak ktoś inny wkłada płaszcz. Z kolei on sam lubił powtarzać, że zamierza robić filmy, które ludzie będą chcieli oglądać za 50 lat. Jedno jest pewne - Robert De Niro swoimi rolami napisał osobny rozdział w historii kina.

Dziecięce marzenia?

Reklama

Czy rzeczywiście na poważnie pomyślał po raz pierwszy o aktorstwie, gdy w wieku 10 lat grał Tchórzliwego Lwa w "Czarnoksiężniku z Oz"? W biografiach ten epizod opisywany jest jako wydarzenie, które pomogło aktorowi przełamać chorobliwą nieśmiałość.

Ale czy tak było naprawdę, na sto procent nie wiadomo, bo De Niro nigdy nie przepadał za wywiadami i czasami zbywał rozmówców jakimiś "kąskami". Zwykle zgadzał się na udzielenie wywiadu pod naciskiem wytwórni filmowych, a i wtedy nie zawsze chętnie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Niejednego z nich wytrącił z równowagi, gdy w trakcie rozmowy przynajmniej kilka razy sam wyłączał magnetofon lub dyktafon i zbierał się do wyjścia. I nie było to wcale gwiazdorzenie. De Niro do dziś uważa, że jego rolą jest aktorstwo, a nie mówienie o nim, a już na pewno nie o sobie i swoich uczuciach.

Perfekcjonista

Wszędzie napisano, że do roli we "Wściekłym Byku" (1980), za którą dostał Oscara, przytył 30 kg, aby w roli boksera Jake’a La Motty wypaść wiarygodnie. Nie każdy jednak wie, że był gotów na wyrzeczenia także do ról, w których pojawiał się na ekranie nie na długo. Tak było w przypadku "Nietykalnych" Briana De Palmy. Przytył ok. 12 kg, bo jego zdaniem, żadne "pogrubiane kostiumy" nie oddadzą charakteru postaci. A grał przecież nie byle kogo, bo słynnego mafijnego bossa Ala Capone.

Tego rodzaju smaczki" od wczesnych lat kariery De Niro roztoczyły wokół niego aurę perfekcjonisty, gotowego na wszystko, by tylko stworzona przez aktora postać naprawdę "żyła" na ekranie. Niekonwencjonalnymi pomysłami zaskakiwał nawet kolegów. Tak było, gdy 27-letni De Niro na planie "Krwawej mamuśki" (1970) leżał w otwartym grobie jeszcze długo po tym, jak ekipa przestała kręcić. Później tłumaczył to tym, że... chciał po prostu pomóc innym aktorom, by po przerwie na lunch nie musieli długo "dostrajać się" do dalszych scen.

Fanom, ale również i krytykom, zaimponował jego styl pracy przy "Ojcu chrzestnym 2". Ponieważ grał młodego Vito Corleone, w którego wcześniej wcielił się Marlon Brando, De Niro postanowił "dopasować się" i na okrągło oglądał sceny z udziałem Brando z pierwszej części. Ponieważ ten nosił jako Corleone wkładkę na zęby, De Niro zamówił ją u tego samego dentysty. Z Brando, którego podziwiał, wiele lat później spotkał się na planie "Rozgrywki" (2001).

Najlepiej zjawisko przemiany De Niro  w filmowych bohaterów opisała Meryl Streep. Aktorka, która wystąpiła razem z nim m.in. w "Łowcach jeleni" (1978) i "Zakochać się" (1984), powiedziała: - Nieważne, jak blisko będziemy się przyglądać postaci granej przez Bobby’ego. Nigdy nie pojawi się Bobby.

Przyjaciel Polski

Dla nas ważny jest fakt, że jako jeden z niewielu zagranicznych artystów Robert De Niro dobrze wie, kim jest Lech Wałęsa i "Solidarność". Były nawet plany filmu, w którym miał zagrać historycznego przywódcę NSZZ, ale jak to nieraz bywa w kinematografii, produkcja nie doszła do skutku. Panowie mieli okazję ze sobą porozmawiać. Oprócz smaku wolności związanej z walką Polaków z komunizmem, Robert De Niro poznał także smak polskiej kuchni. Gdy gościł w domu rodzinnym swojego przyjaciela Wojciecha Fibaka, mama słynnego tenisisty gotowała specjalnie dla niego.

Niemłody gniewny Dzisiaj 73-letni De Niro niemal jak przed laty chroni swoją prywatność i nie lubi wypowiadać się ani o trwającym 12 lat związku z Diahnne Abbott, zakończonego rozwodem w 1988 roku, ani o małżeństwie z 12 lat od niego młodszą Grace Hightower. Znajomi artysty twierdzą, że małżonka działa na niego zbawiennie i z powodzeniem koi jego nerwy. A te dają nieraz o sobie znać. Ostatnio zdarzyło się to, gdy w ramach akcji społecznej aktor miał zachęcić amerykańskich obywateli do głosowania w wyborach prezydenckich.

W przeciwieństwie do innych gwiazd De Niro nie był apolityczny i obrzucił Donalda Trumpa wyzwiskami, z których najłagodniejsze to "oszust" i "błazen". Poza tym wyraził się, że chętnie dałby politykowi w twarz. Aktor, odznaczony w 2016 roku przez Baracka Obamę Medalem Wolności i nie kryjący swego poparcia dla kandydatury Hillary Clinton, stwierdził niedawno, że po zwycięstwie Trumpa popadł w depresję i coraz częściej myśli o przeprowadzce do Włoch. Burmistrz Molise, miasteczka, z którego pochodzi rodzina aktora, z radością obwieścił, że przyjmie go z otwartymi ramionami.

Adam Piosik

Dowiedz się więcej na temat: Robert de Niro

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje