Marian Kociniak nie żyje

Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów filmowych i teatralnych Marian Kociniak, znany m.in. z niezapomnianej roli Franka Dolasa w słynnej komedii "Jak rozpętałem drugą wojnę światową", zmarł w czwartek, 17 marca, nad ranem w jednym z warszawskich szpitali. Artysta w ostatnim czasie chorował. Miał 80 lat.

Marian Kociniak (11.01.1936 - 17.03.2016)

Marian Kociniak urodził się 11 stycznia 1936 roku w Warszawie. W filmie zadebiutował w 1960 roku epizodem u Andrzeja Wajdy w "Niewinnych czarodziejach". Dwa lata później zagrał pierwszoplanową rolę młodego komandosa Grzegorza Wareckiego w filmie "Czerwone berety" Pawła Komorowskiego. W tym samym roku zagrał u Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego w "Gangsterach i filantropach" oraz Nieboraka u Jana Batorego w filmie "O dwóch takich co ukradli księżyc".

Reklama

Większości publiczności Marian Kociniak kojarzył się jednak z rolą szeregowca Franciszka Dolasa z komedii Tadeusza Chmielewskiego: "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" (1970). Film powstał na podstawie powieści Kazimierza Sławińskiego "Przygody kanoniera Dolasa". Dzięki roli Kociniaka film do tej pory bije rekordy popularności. Dla miłośników filmu powstała nawet gra komputerowa o nieznanych przygodach głównego bohatera.

Kociniak znany był również jako pechowy Murgrabia z serialu "Janosik" Jerzego Passendorfera (1974), zaś w serialu "Jan Serce" był najbliższym przyjacielem tytułowego bohatera. Zagrał Lindeta w "Dantonie" Andrzeja Wajdy (1982) oraz tytułową postać w filmie Henryka Kluby "Chudy i inni" (1966). Aktora mogliśmy też zobaczyć w "Panu Tadeuszu" Andrzeja Wajdy, gdzie wcielił się w postać Protazego.

Marian Kociniak był jednak przede wszystkim aktorem teatralnym. Artysta był absolwentem warszawskiej PWST (1959), uczniem Ludwika Sempolińskiego. Na teatralnych deskach zadebiutował przed ukończeniem studiów w warszawskim STS-ie u Jerzego Markuszewskiego w programie składanym "Esmeralda, czyli baśń..." (1958). Od 1959 roku do 2009 roku występował w warszawskim Teatrze Ateneum; później był związany z Teatrem na Woli. Na 40-lecie pracy na scenie Teatru Ateneum zagrał Stalina w światowej prapremierze sztuki Ronalda Harwooda "Herbatka u Stalina" w reżyserii Tomasza Zygadły.

Z okazji jubileuszu 50-lecia zagrał w spektaklu "Bomba" w Teatrze na Woli. "To jedna z najlepszych sztuk o Polsce. Opowiada o tragediach w sposób często komediowy, ale też bardzo dramatyczny. Nie ma drugiej współczesnej sztuki tak dobrej, dotykającej wszystkich naszych spraw (...). Z przyjemnością wybrałem tę sztukę" - mówił wówczas Kociniak. Aktor występował również w cieszących się ogromną popularnością spektaklach kabaretowych: "Hemar" (1987) w reżyserii Wojciecha Młynarskiego oraz "Tuwim - kabaret" (1991) w reżyserii Emiliana Kamińskiego.

W 2009 roku Kociniak zagrał swoją ostatnią filmową rolę. Wraz z innymi nestorami polskiego aktorstwa, m.in. Janem Machulskim, Aliną Janowską i Barbarą Krafftówną, wystąpił w komedii "Ostatnia akcja" Michała Rogalskiego, opowiedzianej z niezwykłym poczuciem humoru historii więzi między wnukiem, który zadziera z niewłaściwymi ludźmi a dziadkiem, który zamierza wyciągnąć go z opresji tzw. "sposobem". Po raz ostatni artysta pojawił się zaś przed kamerą w jednym z odcinków serialu "Głęboka woda" w 2013 roku.

W 2010 roku ukazała się książka "Spełniony", pierwsza publikacja opisująca życie Mariana Kociniaka. W wywiadzie rzece z Remigiuszem Grzelą aktor opowiadał o swoich słabościach, niechęci do czytania, lenistwie, szczęściu w małżeństwie i najzabawniejszych chwilach w życiu.

Od początku swojej bogatej kariery artystycznej, na którą składało się 150 ról teatralnych, 80 ról w Teatrze Telewizji i dziesiątki ról filmowych i kabaretowych, Marian Kociniak nie udzielał wywiadów. Robił to konsekwentnie - przez pięćdziesiąt lat nie złamał milczenia. "Spełniony" ukazał się z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej Kociniaka. Na książkę składały się 24 rozmowy.

"Zazwyczaj tego rodzaju rozmowy ze sławnymi ludźmi naznaczone są swego rodzaju patosem w opowiadaniu o samym sobie. Rozmówcy starają się pokazać swoje zalety i dokonania, a zatuszować to, czym nie można się pochwalić. Marian Kociniak postąpił inaczej, nie skupia się na tym, by kreować siebie lub ubarwiać swoje doświadczenia, nie zależy mu na pokazaniu siebie z jak najlepszej strony. Otwarcie opowiada o swoich słabościach, problemach z alkoholem, konfliktach w zespołach aktorskich" - mówił Grzela podczas promocji książki.

Kociniak nie starał się przedstawić siebie jako bardziej intelektualnego czy oczytanego niż jest. Podśmiewał się z kolegów, którzy przygotowują się do spektaklu, czytając dzieła filozoficzne. Sam siebie uważał za "aktorskie zwierzę", jego metoda gry bazowała nie na intelektualnej analizie, a na "grze bebechami", jak sam to określał.

"Ty nie myśl, tylko graj i mów prawdę. Będę wiedział, kiedy kłamiesz" - przywołał Kociniak radę swojego przyjaciela Henryka Borowskiego, która, jak twierdził, przydawała mu się całe życie. Aktor odcinał się też od wszelkich podejmowanych przez rozmówcę prób skłonienia go do teoretyzowania na temat aktorstwa, określenia misji tego zawodu. "Co aktor może zrobić dla świata? Może coś zrobić? - Ale mi pan pytania zadaje" - mówił na przykład.

Zapytany o intelektualne rozmowy w STS-ie odpowiadał: "Ja rozmawiałem głównie o dziewczynach. Wiem, że aktorzy lubią być tacy intelektualni, pokazywać, jakie rozumy pozjadali. Opowiadać nadzwyczajne facecje. Niech pan w to nie wierzy". Kociniak zawsze twardo stąpał po ziemi. Zapytany, czy nie chciałby umrzeć na scenie, wyznał: "Jak na mnie to zbyt poetyckie".

Dowiedz się więcej na temat: Marian Kociniak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje