Alterglobalista Paul Cox w Warszawie

Niezwykła gratka czekała na publiczność Warszawskiego Festiwalu Filmowego po pokazie nowego filmu Paula Coxa "Human touch". Z niezwykle rzadką krasomówczą swadą i ciętym, lecz bardzo ludzkim poczuciem humoru, australijski reżyser opowiedział o swojej wrodzonej niechęci do komercji oraz wyraził swój sprzeciw wobec prezydenta USA.

Najnowszy film praktycznie nieznanego w Polsce Paula Coxa ("Niewinność", "Niżyński") to jak zwykle w jego przypadku subtelna historia miłosna, w elegancki sposób zmuszająca nas do przemyśleń o istocie miłości i potrzebie ludzkiej bliskości.

Reklama

Australijski reżyser opowiedział na wstępie o swej przygodzie z promocją filmu w Stanach Zjednoczonych.

"Po pierwszym pokazie tego filmu w Ameryce uznano, że nie jest on w zbyt komercyjny, i absolutnie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Największym grzechem współczesnego kina jest według tych ludzi nakręcenie filmu, który nie jest komercyjny" - powiedział Cox.

"Widziano jednak ratunek dla mojego filmu, pod warunkiem, że zmieniłbym zakończenie. Nie zrozumieli, dlaczego kobieta w moim filmie nie została zgwałcona ani zamordowana. Gdybym pozwolił na zgwałcenie głównej bohaterki, kupiliby film i wszyscy byliby szczęśliwi" - ciągnął opowieść reżyser.

"Drugą wspaniała uwagą, która mi poczyniono, była sugestia, że spacer przez jaskinię jest za długi o jakieś 25 sekund. Odpowiedziałem im, że kiedy wszedłem do tej jaskini po raz pierwszy, byłem tak głęboko poruszony, że nie zwróciłem uwagi na te dodatkowe sekundy" - kontynuował Cox.

"Więc według ekspertów mój film byłby komercyjnym sukcesem, gdybym skrócił spacer przez jaskinię, przerobił końcówkę i dołożył trochę krwi na koniec" - Paul Cox zmierzał do finału historii.

"Wychodząc powiedziałem im, że chciałem tylko, aby wasze żałosne życie było o te 25 sekund bardziej interesujące" - spuentował swą opowieść reżyser "Niżyńskiego".

Cox, który zrealizował w swojej karierze dwa biograficzne filmy - o Vincencie van Goghu i Wacławie Niżyńskim, ubolewa nad losem swoich bohaterów, którzy sławę i uznanie zdobyli długo po swojej śmierci.

"Żyjemy w obsesji tego, co jest tu i teraz. W swej chciwości, w swym konsumpcjonizmie kino stało się zwyczajną dziwką" - nie przebierał w słowach australijski twórca.

Nie obeszło się bez akcentów politycznych.

"Muszę przyznać, że 20 lat temu wydawało mi się, że zmierzamy w kierunku lepszego świata. Wszystkim nam przedstawiano wspaniałe możliwości, które nas czekają. A my nic z tym nie zrobiliśmy. Stworzyliśmy tylko więcej śmietników i więcej nienawiści. To świat, który zmierza donikąd, a rządzą nim szaleńcy" - powiedział Cox dodając, że na myśli ma szczególnie George'a W. Busha..

Cox stwierdził, że w jego kinie najważniejsze, lecz również najtrudniejsze jest uchwycenie rzeczywistości. Dodał też, że działania polityków sprawiają, że tracimy kontakt z rzeczywistością. Kino jednak zdolne jest wpływać na ten świat.

"Kino to siła i potęga zdolna zmieniać świat" - zakończył reżyser, dodając, ze polskie kino, na którym się wychował i które go ukształtowało, robiło to kiedyś idealnie.

Druga projekcja filmu Paula Coxa "Human Touch" odbędzie się w niedzielę, 16 października, o godz. 9.00, w warszawskim kinie Luna.

Zobacz galerię zdjęć z Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

Tomasz Bielenia, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: świat | kino | film | Warszawa | Paula | Paul Cox

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje