"Air": Ben Affleck świetnie czuje kino. Bardzo wygodne kino. Jak Jordany! [recenzja]

Matt Damon, Jason Bateman i Matthew Maher w filmie "Air" /materiały prasowe

To naprawdę zaskakujące, jak bardzo film o butach może być rozrywkowy. Nie tylko dla fanów Air Jordanów (ja do nich należę), którzy są ciekawi, jaka historia kryje się za powstaniem tej kultowej i przynoszącej miliardy dolarów zysków marki. "Air" to bardzo amerykańska historia, która mimo, że jest zlepiona ze znanych schematów, daje wiele satysfakcji. To zabawne, dobrze zagrane i motywujące kino.

"Air": Jak zrobić hollywoodzki filmowy szlagier

"Air" opowiada o początkach jednej z najbardziej dochodowych kolaboracji w historii amerykańskiego sportu. Dziś buty i marka Air Jordan kojarzą się nie tylko z Michaelem Jordanem, prawdopodobnie największym koszykarzem w historii, ale również z kulturą hip hopu i kapitalizmem w jego globalnym wymiarze. Air Jordan to również marka oblana od samego powstania z pietyzmem budowaną mitologią. Cóż, na mojej półce stoi kilka par tych butów i szczycę się tym, że mam nie tylko klasyki, ale też mniej popularne ich warianty. Wiem, że to tylko buty, ale jednak marka Air Jordan ma swoją specyficzną magię, niedostępną w produktach Pumy czy Reeboka. Jak się ta mitologia narodziła? Jak to się stało, że 21-letni Michael Jordan zdecydował się podpisać kontrakt, nie z ówczesnym gigantem z Niemiec Adidasem albo Conversem, które opanowały parkiety NBA, ale z będącym wówczas na koszykarskim marginesie Nike?

Reklama

Ben Affleck i Matt Damon weszli do Hollywood z przytupem dzięki Oscarowi za scenariusz do "Buntownika z wyboru" ("Good Will Hunting", 1997) i od tego czasu regularnie pojawiają się we wspólnych projektach (epizody u ich zioma Kevina Smitha czy scenariusz do "Ostatniego pojedynku" Ridleya Scotta). Nie napisali scenariusza do "Air", ale jego debiutujący w Hollywood autor Alexa Converego może im śmiało podać rękę. Reżyserujący film Ben Affleck dostał idealnie zlepiony hollywoodzki tekst, który ma wszystko, co takie kino mieć powinno. Jest tutaj amerykański duch, kapitalistyczna mitologia, wpadające w pamięć dialogi, humor i wyraziste postacie. Nie jest to tekst błyskotliwy, jak choćby wspomniany oscarowy tekst Damona/Afflecka, ale można na jego przykładzie uczyć studentów konstrukcji hollywoodzkiego filmowego szlagieru.

"Air": Nie jest to film o Michaelu Jordanie

Nie jest to film o Michaelu Jordanie, którego twarzy nigdy nie widzimy (poza dokumentalnymi zdjęciami), choć wciela się w niego Damian Young. Najważniejsza w tej opowieści jest jego mama Deloris (jak zawsze zjawiskowa Viola Davis), która choć pojawia się dopiero w drugiej połowie filmu, naznacza go swoją charyzmą i matczyną siłą. To w końcu Deloris miała przemożny wpływ na życiowe i zawodowe wybory syna i wynegocjowała dla niego przełomowy dla całej branży sportowej kontrakt. Do tanga (nawet tańczonego w Jordanach) potrzeba jednak dwojga, więc w centrum tej opowieści jest samotny wizjoner Sonny Vaccaro (Matt Damon), który stawia na szali swoją przyszłość (oraz całego koszykarskiego działu Nike), by podpisać kontrakt z młodziutkim Michaelem Jordanem.

Vaccaro jest człowiekiem swoich czasów, czyli lat 80. XX wieku, gdy Bruce Springsteen wyśpiewuje "Born in the USA", Rocky Balboa odradza się w walce z Mr. T, a Ronald Reagan robi kapitalistyczną kontrrewolucje, którą potem Oliver Stone okrasi sloganem Gordona Gekko "chciwość jest dobra". W "Air" to nie chciwość napędza ekipę Nike'a. Jak przystało na hollywoodzką opowieść, ludzie tej "zrodzonej z pasji" firmy (uroczy Ben Affleck w roli współzałożyciela Nike Phila Knighta, przezabawnie wyszczekany jak zawsze Chris Tucker jako Howard White i najbardziej ludzka twarz firmy, czyli Jason Bateman w roli Roba Strassera) chcą przejść do historii w imię tworzenia legendy. Na tym polega amerykański mit "od pucybuta do milionera", nieprawdaż?

W rękach wielu reżyserów ta historia mogłaby być nieznośnie kiczowata albo cukierkowo patetyczna. Affleck jest jednak bardzo utalentowanym i zdyscyplinowanym reżyserem (Oscar za "Operację Argo"), który rozumie, co trzeba zrobić, by z banalnej historii podpisania kontraktu na produkcje butów z nazwiskiem koszykarza, zrobić emocjonujące kino. Affleck jest wciąż niedocenionym filmowcem, a konsekwentnie idzie drogą wyznaczoną przez Clinta Eastwooda, który stał się wybitniejszym reżyserem niż aktorem. Niesprawiedliwie wyśmiewany (jak Eastwood swego czasu) Affleck osiągnie reżyserską wielkość. Pewnie szybciej niż się spodziewamy.

Affleck i Damon: W każdej scenie widać przyjaźń, luz i chemię

"Air" jest idealnie wyważony między lekką komedią, sportowym dramatem i znośnie patetyczną historią amerykańskiego kapitalizmu. Ba, jest tutaj nawet motywacyjna mowa rodem z Rockiego, podlana największymi hitami muzycznymi 1984 roku, na czele z motywem z "Gliniarza z Beverly Hills". Dzieciaki ery VHS będą zachwycone! "Air" jest oczywiście nakręcony w czasie skrętu amerykańskiego kina w rejony neomarksistowskie, więc i tutaj mamy wątek czarnoskórej kobiety, która nie chce, by jej utalentowany syn był tylko trybikiem w kapitalistycznej machinie. Tyle że Michael Jordan sam w końcu stał się ikoną kapitalizmu w wydaniu najbardziej globalnym. Nie jest jednak ten film żadnym manifestem. Ba, można nawet odebrać go jako długą reklamę firmy Nike, której neon lśni w co drugiej scenie.

To jednak zupełnie nie drażni, bo dostajemy kawał dobrego filmowego rzemiosła. Zdjęcia Roberta Richardsona, kostiumy i scenografia oddają klimat "ejtisów", a nienachalny humor rozbraja najbardziej patetyczne sceny. Uśmiejecie się przy potyczkach słownych między ociężałym (Damon sporo przytył do roli) Sonnym i wyjętym z "Jerry Maguire" wulgarnym i bezwzględnym managerem Davidem Falkiem (Chris Messina) oraz lubiącym chodzić z gołymi stopami szefem Nike'a. Nie przez przypadek Damon i Affleck tworzą jeden z najbardziej magnetycznych duetów w Hollywood. W każdej scenie widać ich przyjaźń, luz i chemię.

"Air" jest jak but Air Jordan 1- solidny i pewny egzemplarz, który na pewno was nie zawiedzie. Nie ma kolorów i szaleństwa późniejszych modeli, ale ma, to co najważniejsze. To wygoda i brak obtarć na nodze. Czego chcieć więcej?

7,5/10

"Air", reż. Ben Affleck, USA 2023, dystrybutor: Warnes Bros., premiera kinowa: 5 kwietnia 2023 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Air (2023) | Ben Affleck
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy