Odszedł Andrzej Wajda: To koniec pewnej epoki

W niedzielę, 9 października, skończyła się pewna epoka w polskim kinie. Odszedł twórca polskiej szkoły filmowej, laureat Oscara, twórca tak wybitnych filmów, jak "Kanał", "Ziemia obiecana", "Popiół i diament". Andrzej Wajda zmarł w momencie, kiedy jego ostatni film, "Powidoki" będzie walczył o najbardziej prestiżowe wyróżnienie na świecie - o nominację do Oscara.

Andrzej Wajda na konferencji prasowej filmu "Katyń" (2007)

Andrzej Wajda od kilku dni przebywał w szpitalu. Zmarł w niedzielę wieczorem w wieku 90 lat. "Miał długie, piękne życie" - powiedział aktor Jerzy Zelnik.

Reklama

Wicepremier minister kultury Piotr Gliński zapowiedział wolę zorganizowania - za zgodą rodziny - państwowego pogrzebu reżysera.

"Chcielibyśmy, aby to były (takie uroczystości)... To był wybitny człowiek, któremu Polska jest winna państwowy pogrzeb, oczywiście. Natomiast nie wiem, jak to będzie, bo to zawsze trzeba będzie ustalić z rodziną, z najbliższymi" - zastrzegł Gliński.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski oznajmił jednak, że będzie to ceremonia prywatna i odbędzie się na cmentarzu na Salwatorze. Informację podała Kronika TVP3 Kraków.

Zgodnie z wolą rodziny, pogrzeb odbędzie się najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu - we wtorek lub środę (18 lub 19 października). Msza żałobna i uroczystość pogrzebowa mają odbyć się w kościele św. Anny w Krakowie.

"Andrzej Wajda był strasznie wyraźnym artystą w swoim stylu i w temperamencie. Potrafił wszystko - to było też niezwykłe. Robił filmy historyczne, robił filmy współczesne, robił filmy polityczne, robił filmy filozoficzne, robił komedie. Robił rzeczy wszelkie i wszystko robił świetnie" - powiedział w rozmowie z RMF FM Krzysztof Zanussi.

"Czułem na każdym kroku, że obcuję z osobą absolutnie nietuzinkową i kimś, kto rzeczy bardzo skomplikowane umie przedstawiać w sposób prosty, zwięzły i zrozumiały. A to jest właśnie cecha ludzi wybitnych" - wspominał Michał Żebrowski, który wystąpił w filmie Wajdy "Pan Tadeusz".

"Andrzej powierza nam pewien obowiązek - obowiązek takiego patriotyzmu, który jest patriotyzmem otwartym, tolerancyjnym, często krytycznym wobec historii. Patriotyzmu, który kocha ten kraj. Proszę zwrócić uwagę, że Andrzej najczęściej robił swoje filmy w oparciu o wielką literaturę i właściwie wszystkie o trudach bycia Polakiem. Śmierć Andrzeja nas zobowiązuje do ciężkiej pracy, pamięci" - dodał Andrzej Seweryn.

"Andrzej Wajda był prawdziwym filmowcem, który widział kino jako formę artystycznej wypowiedzi. Robił kino, które miało straszną moralną moc, które mogło zmienić życie widza. Będzie go bardzo brakowało" - podkreślił Janusz Kamiński, członek amerykańskiej Akademii Filmowej, w rozmowie z korespondentem RMF FM Pawłem Żuchowskim.

"Odszedł człowiek wielkiej miary. Człowiek, który nie tylko był wybitnym artystą, ale także, w całym tego słowa znaczeniu, autorytetem. (...) Andrzej Wajda to jeden z ostatnich z pokolenia inteligentów, pełnych inteligentów i erudytów. Ludzi, którzy nie wchodzą w rzeczywistość tylko ją kreują. Był artystą " - wyznał na antenie TVN24 Jan Englert.

Reżysera wspominał również Daniel Olbrychski, który u Wajdy zagrał większość ze swoich najważniejszych ról. "Miałem szczęście jak żaden chyba aktor na świecie, bo nie znam takiego przykładu, by wybitny reżyser trzynaście razy z kimś pracował" - stwierdził.

Na antenie TVP Info Andrzeja Wajdę wspominał m.in. reżyser Jacek Bromski. "Liczyliśmy się z tym, bo przecież miał 90 lat, chorował, był w szpitalu. Ale mieliśmy nadzieję, że wyjdzie z tego, bo ostatnio był w świetnej kondycji, miał jasny umysł, udzielał fantastycznych wywiadów. I przez to jego śmierć jest mimo wszystko trochę niespodziewana" - mówił.

Andrzeja Wajdę pożegnał również były prezydent Lech Wałęsa. Przypomnijmy, że w 2013 roku w kinach pojawił się film "Wałęsa. Człowiek z nadziei", w którym tytułową rolę znakomicie zagrał Robert Więckiewicz. Film był nominowany do Oscara w kategorii najlepszy film obcojęzyczny.

"Odszedł człowiek wielki, wielki patriota, wielki Polak, wielki reżyser" - powiedział w poniedziałek, 10 października, w Gdańsku dziennikarzom Wałęsa. Podkreślił, że, choć w dziedzinie filmowej jest mało obeznany, obejrzał wiele filmów Wajdy. "Traktowałem go jako nauczyciela patriotyzmu" - powiedział Wałęsa. Jak zauważył, Wajda "najbardziej wchodził w patriotyczne tematy". "Na nim się właściwie szkoliliśmy, stąd jest tak blisko nas".

Krystyna Janda, która zagrała w takich filmach Andrzeja Wajdy, jak m.in. "Człowiek z marmuru", "Człowiek z żelaza", "Dyrygent",  "Bez znieczulenia", "Tatarak" napisała na swym profilu jedynie: "Andrzej nie żyje".

"Bardzo, bardzo zła wiadomość. To jest jeden z tych końców świata w filmie, których trudno uniknąć, ale których nie sposób przetrwać bez łez" - napisał na Facebooku krytyk filmowy Tomasz Raczek. "Nie było wybitniejszego poety kina w historii polskiego filmu niż Andrzej Wajda. To dobrze, że trzy tygodnie temu na festiwalu w Gdyni zdążył jeszcze przekonać się jak bardzo był przez swoich widzów szanowany i kochany. Na stojąco! Za wszystkie filmy - te genialne, i te które z różnych powodów nie wyszły tak jak miały wyjść - dziękuję Panie Andrzeju!" - dodał Raczek.

Artystę na swym profilu pożegnała również Maja Ostaszewska, która spotkała się na planie z Andrzejem Wajdą przy okazji realizacji filmu "Katyń".

Andrzej Wajda urodził się 6 marca 1926 roku w Suwałkach. Jego ojciec, Jakub, oficer Wojska Polskiego, zginął w Katyniu. Chciał, by syn służył w armii. W 1939 roku przyszły reżyser pojechał więc do Lwowa, by wstąpić do Korpusu Kadetów. Nie dostał się tam jednak i większą część wojny spędził w Radomiu.

W roku 1946 Andrzej Wajda rozpoczął studia malarskie na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Po trzech latach zrezygnował jednak z malarstwa i wybrał film - w 1949 r. podjął studia w łódzkiej Wyższej Szkole Filmowej. Jako reżyser debiutował w 1955 roku obrazem "Pokolenie".

Międzynarodowy sukces przyniósł Wajdzie już drugi samodzielnie zrealizowany film - "Kanał" (1956), opowieść o powstańcach warszawskich. W 1957 roku reżyser odebrał za ten film Srebrną Palmę na festiwalu filmowym w Cannes. Szwajcarski dziennik "Tribune de Geneve" napisał wówczas: "Niektóre sekwencje filmu Wajdy są tak wzruszające, jak krótkie napisy, które piszą skazani na śmierć na ścianach swego więzienia. (...) Nie znajdzie się chyba nikt, kto by nie uznał doniosłości tego filmu. Wajda jest artystą spraw ważnych, artystą jutra".

Kolejnym sukcesem był "Popiół i diament" (1958) z niezapomnianą kreacją Zbigniewa Cybulskiego, wyróżniony na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji nagrodą FIPRESCI.

W kolejnych latach w dorobku artystycznym Wajdy znalazły się m.in. "Popioły" (1965) według prozy Stefana Żeromskiego oraz "Wszystko na sprzedaż" (1969), opowieść osnuta wokół życia i śmierci Zbigniewa Cybulskiego.

W roku 1969 roku reżyser zrealizował "Polowanie na muchy", a w 1970 roku oparty na prozie Tadeusza Borowskiego "Krajobraz po bitwie". W 1970 roku powstała także "Brzezina", adaptacja prozy Jarosława Iwaszkiewicza. W 1973 r. reżyser przeniósł na ekran dramat Stanisława Wyspiańskiego "Wesele", a dwa lata później "Ziemię obiecaną" Reymonta, którą krytycy uznali za najlepszy film Wajdy - obraz ten otrzymał nominację do Oscara.

W 1977 Wajda wyreżyserował "Człowieka z marmuru", na podstawie scenariusza Aleksandra Ścibora-Rylskiego. Opowieść o Mateuszu Birkucie, przodowniku pracy, przyciągnęła tłumy widzów. Jednocześnie cenzura otrzymała nakaz usuwania z mediów pozytywnych opinii o "Człowieku z marmuru", z czasem w mediach nie wolno było umieszczać już żadnych informacji na jego temat.

W 1978 Wajda wyreżyserował obraz "Bez znieczulenia" z niezapomnianą rolą Zbigniewa Zapasiewicza. W 1979 roku adaptacja prozy Iwaszkiewicza, "Panny z Wilka" przyniosła mu następną nominację do Oscara. W 1981 r. Wajda nakręcił "Człowieka z żelaza" - kontynuację "Człowieka z marmuru", opisującą historię strajków robotników Wybrzeża. Film ten zdobył pierwszą w historii polskiego kina Złotą Palmę w Cannes oraz kolejną nominację do Oscara.

Reżyser często przypominał, w jakich okolicznościach zrodził się pomysł na "Człowieka z żelaza" (1981). "W Stoczni imienia Lenina w Gdańsku trwały już od jakiegoś czasu rozmowy robotników z rządem, ale do Warszawy docierały początkowo tylko strzępy informacji - wspominał Wajda. - Stowarzyszenie Filmowców, którego byłem prezesem, wywalczyło w tym czasie prawo notowania ważnych wydarzeń historycznych dla celów archiwalnych i grupa filmowców była już w stoczni. Robotnicza straż przy bramie rozpoznała mnie od razu, a w drodze na salę obrad jeden ze stoczniowców powiedział: 'Niech pan zrobi film o nas'. Jaki? 'Człowiek z żelaza'! - odpowiedział mi bez namysłu. Nigdy nie robiłem filmu na zamówienie, ale tego wezwania nie mogłem zignorować".

Kolejne filmy Wajdy to m.in. nakręcony we Francji "Danton" (1983), na podstawie "Sprawy Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej, w którym główne role zagrali Gerard Depardieu i Wojciech Pszoniak. W 1998 r. artysta przeniósł na ekran "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza, a w 2002 - "Zemstę" Aleksandra Fredry. W 2007 r. nakręcił "Katyń", a w 2009 r. "Tatarak" na motywach prozy Jarosława Iwaszkiewicza. "Tatarak" nagrodzony został Nagrodą im. Alfreda Bauera na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, "Katyń" nominowany był do Oscara.

Mówiąc o "Katyniu" Wajda przyznał: "Nigdy nie przypuszczałem, że będę żył w wolnej Polsce, że tego dożyję i taki film będzie mógł powstać". Film ukazuje zbrodnię katyńską z dwóch perspektyw: kobiet, oczekujących na powrót swoich mężów, synów i ojców, oraz z perspektywy samych internowanych oficerów, którzy nie tracąc nadziei, do końca wierzą w szczęśliwy powrót do domu. Czas pracy nad tym obrazem reżyser wspomina jako szczególny: "Aktorzy, i cała ekipa, wszyscy pracowali w jakimś niesłychanym natężeniu emocji i jednocześnie skupieniu".

We wrześniu 2013 r. odbyła się premiera filmu Wajdy "Wałęsa. Człowiek z nadziei". Główne role zagrali w nim Robert Więckiewicz, który wcielił się w Lecha Wałęsę, i Agnieszka Grochowska, jako Danuta Wałęsa. Scenariusz napisał Janusz Głowacki. W rozmowie z PAP reżyser wyraził nadzieję, że dzięki jego filmowi wszędzie, gdzie będzie on pokazywany, przypomniana zostanie rola byłego prezydenta i znów będzie mówić się o Polsce. "Bardzo mi zależy, żeby świat zobaczył ten film"- powiedział.

Ostatni film Andrzeja Wajdy - "Powidoki" o Andrzeju Strzemińskim - miał premierę na wrześniowym festiwalu filmowym w Gdyni. Ten film będzie reprezentował w przyszłym roku polskie kino w konkursie oscarowym. "Poprzez tę historię chciałem przestrzec przed interwencją państwa w sprawy sztuki - mówił Wajda PAP o "Powidokach".

"Stoimy wobec próby ingerencji władzy w sztukę. Mówi się o tym, jak ma wyglądać sztuka narodowa, co jest tą sztuką, a co nią nie jest. Zrobiłem film o wydarzeniach z przeszłości, który mówi, że ingerowanie w sztukę to nie jest zadanie dla władzy. Od tego, by zajmować się sztuką, są artyści, a nie władza" - mówił Wajda w rozmowie z PAP.

"Są różne poglądy na to, jak sztuka ma się rozwijać, na ile ma służyć temu czy innemu ugrupowaniu politycznemu. Ja poprzez ten film chciałem przestrzec przed jakąkolwiek interwencją państwa w sprawy sztuki. Sztuka, jak mówił Strzemiński, powinna być oceniana nie za użyteczność, tylko za kreację, za to, że otwiera nam nowe możliwości, nowy świat, nowe spojrzenie. Czy ten film powstał z gniewu? Nie. Raczej z mojego długiego doświadczenia. Z tego, że widziałem takie czasy i wiem, do czego one prowadzą" - dodał reżyser.

Zapytany o plany na przyszłość Wajda powiedział: "Bardzo chciałbym zrobić kolejny film. Ale żeby film robić, potrzebna jest kondycja fizyczna. Nie wystarczy wymyślić film, siedząc za stołem. Reżyserowanie wymaga dobrej formy fizycznej. Reżyser musi być wewnątrz akcji, musi swoją energię dać aktorom, ekipie, z którą pracuje. Tak długo, jak ja tę energię w sobie czuję, będę gotów do zrobienia filmu".

"W tej chwili trudno mi powiedzieć, jaka miałaby to być opowieść. Sięgam do moich przeszłych, niezrealizowanych projektów filmów, może tam znajdę coś, co dziś mogłoby mieć swoje echo. Rozglądam się za współczesną literaturą. Krótko mówiąc, nie podjąłem jeszcze decyzji, ale chciałbym niedługo zabrać się do nowego filmu. Póki jestem na tyle zdrowy, że mogę się takiej pracy, jakiej wymaga film fabularny, podjąć" - dodał reżyser.

Był doktorem honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego, Warszawskiego, Gdańskiego i Łódzkiego, a także Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie oraz Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. od 1994 roku należał do honorowych członków francuskiej Akademii Sztuk Pięknych. Przyznano mu także tytuły honorowego obywatela Warszawy, Gdańska, Gdyni, Wrocławia, Łodzi, Opola, Radomia i Suwałk.
 
Andrzej Wajda otrzymał także wiele odznaczeń państwowych, w tym to najważniejsze, czyli Order Orła Białego. Był również laureatem zagranicznych orderów; uhonorowały go m.in. rządy Bułgarii, Francji, Włoch, Węgier czy Japonii.

Dowiedz się więcej na temat: Andrzej Wajda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje