"McImperium": Narodziny legendy

W filmie "McImperium" Johna Lee Hancocka Michael Keaton wciela się w Raya Kroca, człowieka, który przeszedł do historii jako twórca potęgi sieci McDonald's.

Michael Keaton w scenie z filmu "McImperium"

Jest rok 1954. W USA trwa powojenny boom gospodarczy. Zachodzą fundamentalne zmiany nie tylko w gospodarce, ale i w dziedzinie kultury, zwłaszcza popularnej. Marilyn Monroe właśnie wyszła za słynnego sportowca Joe DiMaggio, Elvis Presley nagrał "That’s All Right" i  "Blue Moon of Kentucky" dla Sun Studio w Memphis; potężny filmowy producent Walt Disney dozoruje prace budowlane w parku rozrywki Disneyland w Anaheim, w Kalifornii. Tymczasem w Illinois Ray Kroc (1902-1984), pięćdziesięciodwuletni biznesmen, próbuje się utrzymać na powierzchni, żyjąc z obwoźnej sprzedaży w ramach Prince Castle Sales. Handluje głównie wielofunkcyjnymi mikserami dla barów i restauracji samochodowych.

Reklama

Gdy Ray żyje w ciągłych rozjazdach, wspierająca go od lat żona Ethel, która prowadzi ich wspólny dom w okolicach Chicago, zaczyna mieć serdecznie dość tymczasowości oraz kolejnych nietrafionych przedsięwzięć męża.

Uwagę Raya przyciąga któregoś dnia niezwykłe zamówienie opiewające na aż sześć multimikserów dla przydrożnej restauracji w San Bernardino. Komu potrzeba tyle sprzętu, by przyrządzać 30 napojów typu "milk shake" naraz? - zastanawia się biznesmen. Okazuje się, że to popularny lokal specjalizujący się w hamburgerach. Wkrótce Ray spotyka jego właścicieli, Dicka i Maca McDonaldów i doznaje olśnienia. Uważa, że błyskawiczne, przemysłowe przygotowywanie dobrej jakości dań, przy jak najskuteczniejszej kontroli kosztów produkcji, może stać się podstawą ekspansji na cały kraj. W każdej większej miejscowości na głównej ulicy znajdować się będą sąd, kościół i McDonald's - oto jego wizja.

McDonaldowie w czasach Wielkiego Kryzysu pracowali jako kierowcy dla Columbia Pictures. Zapragnęli jednak być sami dla siebie szefami. Najpierw otworzyli stoisko z hot dogami. Potem w swej restauracji w okolicach San Bernardino zaproponowali listę 27 zróżnicowanych dań. Udało im się uzyskać maksymalną efektywność dzięki tzw. "speedee system", polegającemu na ścisłych procedurach sporządzania żywności połączonych z niespotykaną szybkością obsługi. Postawili na dania najpopularniejsze - hamburgery, frytki, soft-drinki.

Ray uzyskał od braci prawo do franczyzy. Docenił projekt zewnętrznego logo - słynnych złotych wrót - który stworzył Dick McDonald. Przekonał braci, że powinien stać się on znakiem rozpoznawczym sieci. Tak też się stało. Wkrótce znak przerodził się w rozpoznawalny powszechnie znak towarowy - ikonę kapitalizmu. W krótkim czasie Kroc doprowadził do otwarcia trzynastu franczyzowych restauracji, głównie w Chicago i okolicach. Myślał przy tym o dalszej ekspansji. Nawiązał zawodową i wkrótce także osobistą, gorącą relację z żoną właściciela jednej z franczyzowych restauracji - Joan Smith.

Raya frustrowało skromne jego zdaniem tempo rozwoju firmy, tym bardziej, że popadł w kłopoty finansowe spowodowane niewielkim stopniem własnego wkładu. Uważał, że skrupulatni bracia nie rozumieją jego wizji globalnego natarcia i spowalniają biznesowe działania... To wówczas doradca finansowy Raya Harry Sonneborn podpowiada mu drogę do sukcesu: niech kupi ziemię pod nowe lokale franczyzowe i wydzierżawi ją braciom. W ten sposób McDonaldowie będą mieli władzę tylko wewnątrz lokali, a Ray zostanie kluczowym graczem. W efekcie w 1961 Kroc zostaje prezesem spółki i przystępuje do swej wymarzonej ofensywy, która - jak wiadomo - przyniosła do dziś odczuwalne rezultaty.

Producent Don Handfield opowiadał, że zainspirowała go piosenka  "Boom, Like That" (2004) Marka Knopflera (byłego lidera Dire Straits). Jej tekst był po części cytatami z autobiografii Kroca. Na przykład: "Competition? Send'em south / If they're gonna drown / put a hose in their mouth" (konkurencja? pozbądź się ich/jak zaczną tonąć/wsadź im szlauch w usta).

Handfield jest współwłaścicielem firmy producenckiej wraz z aktorem i producentem Jeremym Rennerem - The Combine. Handfield twierdził, że przeczytał każdą dostępną książkę i każdy artykuł na temat Raya Kroca. - Przypominało mi to współczesne opowieści o tworzeniu start-upów w Silicon Valley. Mamy dwóch braci z wizją, człowieka, który wykorzystuje ich pomysły i chce wspiąć się na wyższy poziom. Rozdarcie, gorzkie rozstanie. A w centrum biznes, który nie stroni od przemocy - mówił.

Według Handfielda główny temat filmu to konflikt pomiędzy dwiema formami kapitalizmu: - Według mnie bracia McDonald reprezentują tradycyjną formę kapitalizmu - chodzi o dobry produkt, zadowolenie konsumenta i oczywiście zyski, ale nie o dziką ekspansję i  zabieganie o popularność. Kroc jest uosobieniem formy kapitalizmu niezwykle agresywnej. Zrzuć go w dżungli, a wytnie tam drzewa co do jednego i wróci z walizką pełną kasy. Handfield widział przyszły film jako opowieść o konfrontacji dwóch idealistów z przedsiębiorcą gotowym poświęcić dla sukcesu praktycznie wszystko. Ważne jest tylko, by zbudować biznesowe imperium.

Producent przymierzał się do tematu przez pięć lat, ale ciągle brakowało mu klucza. Z pomocą przyszedł mu internet. Natrafił na skromny artykuł, uzupełniony wywiadem z Dickiem McDonaldem, którego bohater wspominał, że jest właścicielem małego motelu w Massachusetts. Obecny właściciel motelu pomógł producentowi nawiązać kontakt z wnukiem Dicka, Jasonem Frenchem, który bardzo się ucieszył, że ktoś chce zrobić film o jego rodzinie. Wyznał, że czekał na to pięćdziesiąt lat! Handfield był zdziwiony, że żaden reporter, dziennikarz czy producent filmowy do tej pory nie pokusił się o opowiedzenie historii firmy z punktu widzenia McDonaldów.

Rodzina McDonaldów chętnie udostępniła liczne materiały archiwalne, w tym fotografie, listy braci do Kroca, a także zarejestrowane za pomocą dyktafonu rozmowy między przedsiębiorcami. - To nie będzie film o fastfoodzie, ale o kapitalizmie - zapowiadał producent. - To wspaniale, że wreszcie historia powstania firmy zostanie wydobyta na światło dzienne - entuzjazmował się Jason French, który uważa swych przodków za wybitnych innowatorów, autorów standardów dla fastfoodów na całym świecie. - Mój dziadek cały czas myślał o tym, by pracować lepiej i szybciej.

Dan Handfield tak komentował oryginalny tytuł filmu - "The Founder" ("Założyciel"): - Jest w tym ironia. Oczywiście to bracia McDonald wymyślili sposób produkcji i funkcjonowania restauracji. Ale prawdą też jest, że globalny zasięg marki to zasługa Raya. Scenarzysta Robert D. Siegel uzupełniał: - Choć nie był założycielem, tak właśnie o sobie mówił. Myślę, że podziwiał braci, a jego wizja 2-3 tysięcy restauracji franczyzowych mogła się wtedy wydawać szalona. Gdy przejął stery firmy, wpłynął na to, by jej historię napisano na nowo, pod jego dyktando.

Po zakończeniu prac nad scenariuszem Handfield wybrał reżysera. Wskazał na Johna Lee Hancocka ("Wielki Mike", "Ratując pana Banksa"), którego uważa za jednego z najlepszych w branży. - Dla mnie robienie filmów dotyczących przeszłości to zawsze wielka radość - opowiadał Hancock. - Należy starannie dobrać lokalizacje, ubiory, fryzury. Nie jest to łatwe, ale masz wrażenie podróży w czasie. Handfield zwracał uwagę na jeszcze jeden aspekt produkcji: - Myślę, że nadaliśmy McDonald’sowi ludzki wymiar. Przez ostatnie 50 lat był postrzegany jako anonimowa korporacja. Teraz, gdy wstępuję do McDonald's, myślę o sieci jako o dziele dwóch kochających się braci, którzy chcieli zapewnić rodzinom dobrej jakości jedzenie.

Ryder wspominał, że kluczowe decyzje obsadowe podjęto nocą, w barze, gdzie obradowali on, Hancock oraz producent wykonawczy Glen Basner. - Powiedziałem Johnowi, by napisał na kartce pięć nazwisk  kandydatów do roli Kroca i odłożył ją na kilka dni. Napisał jednak tylko dwa nazwiska - pierwsze brzmiało: Michael Keaton. No i dalej już nie szukaliśmy - wspominał Ryder.

Oczywiście nie bez wpływu na tę decyzję był jego triumf w "Birdmanie" (Złoty Glob, nominacja do Oscara). Ale było jeszcze coś. Handfield zobaczył fotografię aktora na okładce "Entertainment Weekly" i zauważył niezwykłe fizyczne podobieństwo Keatona do Kroca: - Mamy go, pomyślałem. Wygląda jak Kroc, w dodatku jest fenomenalnym aktorem. 

Czytając scenariusz po raz pierwszy, Keaton, jak twierdzi, nie mógł wyjść ze zdziwienia, że nikt do tej pory tej historii nie opowiedział. - To klasyczna amerykańska opowieść o kapitalizmie. A w dodatku trudno w USA znaleźć kogoś, kto w dzieciństwie nie przeżyłby fascynacji McDonald’sem, bez względu na to, co myśli o sieci jako dorosły człowiek. Tu nie chodzi tylko o hamburgery, ale o ducha Ameryki - stwierdził aktor.

Hancock podkreślał: - Ten film w wielkiej mierze spoczywał na barkach Keatona. Jest przecież obecny niemal w każdej scenie. Przeczuwałem, że Michael będzie dobry, ale on był po prostu doskonały. Siegel także podkreślał zalety aktora: - Potrafi czarować, ale i być bardzo twardy. Potrafi mówić bardzo szybko i zdecydowanie. Ma charyzmę i wyczucie tragizmu.

Dowiedz się więcej na temat: McImperium

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje