Małgorzata Pieczyńska: Rozdarte serce? Od dawna nie

Nigdy między mną a mężem nie było kłamstwa ani manipulacji - zapewnia Małgorzata Pieczyńska.

Życie nie daje nam powodów do radości, sami musimy je stworzyć - przekonuje Małgorzata Pieczyńska

Szczęście to stan umysłu. Świat jest taki, jakim go widzą nasze oczy. Bronię się przed negatywnymi emocjami. Przed projekcją przyszłych domniemanych problemów i klęsk. Myślę, że jeśli życie nie daje nam powodów do radości, sami musimy je stworzyć - taką deklarację składa Małgorzata Pieczyńska. Aktorka - pomimo trudnych początków - powody do radości ma.

Szybki ślub, szybka kariera

Reklama

- Moje dzieciństwo to wielka tęsknota. Byłam chorowitym dzieckiem, często leżałam w szpitalu. Cierpiałam, czułam się inna, samotna. Dlatego marzyłam. Stworzyłam sobie w wyobraźni o wiele ciekawszy świat. Odgrywałam w nim różne role. Później czułam się osaczona w systemie, który kazał godzinami stać w kolejkach po paszport, kontrolował i uniemożliwiał wyjazdy. Ucieczką było zaistnienie w świecie filmu, w innych miejscach, czasie, postaciach - wspomina.

Do warszawskiej PWST dostała się za pierwszym razem. Na studiach zagrała Salomeę Brynicką w "Wiernej rzece" wg Stefana Żeromskiego w reż. Tadeusza Chmielewskiego. Potem przyszły wspaniałe role w filmach Janusza Zaorskiego: "Baryton", "Jezioro Bodeńskie", "Komediantki", "Piłkarski poker". Grała w Teatrze Powszechnym w Warszawie i Teatrze Telewizji...

Miała 18 lat, gdy wyszła za mąż. Z Andrzejem Pieczyńskim spotkali się na kursie prawa jazdy. W wynajętym przez jej rodziców mieszkaniu prowadzili cygański tryb życia. Okazało się jednak, że w ich przypadku miłość to za mało. Po 6 latach ich drogi rozeszły się. - Zmieniły się moje priorytety i oczekiwania. Mąż mi imponował, gdy miałam 18 lat, ale później było już trochę inaczej - śmieje się.

O spotkaniu z Gabrielem Wróblewskim mówi: - Życiowy przełom. Poznali się w 1986 roku. - To był trudny czas w moim życiu. Kręciłam wtedy "Komediantkę". Rok życia na walizkach. Z hotelu wracałam do pustego mieszkania. Miałam 27 lat i brak satysfakcji z życia prywatnego. A także przekonanie, że kariera to nie wszystko - mówi.

Z Januszem Zaorskim pojechała do Szwecji pokazać "Jezioro Bodeńskie", nagrodzone Złotym Lampartem w Locarno. Zaorski przedstawił jej swojego przyjaciela Gabriela Wróblewskiego. Przystojny biznesmen mieszkał w Szwecji od 1969 roku. - Między mną a Gabrysiem zaczęło iskrzyć. Janusz to zauważył i w pewnej chwili szepnął: - Uważaj, Pieczara, teraz reżyseruję twoje życie prywatne.

Przeprowadzka do Szwecji

W "Jeziorze..." grała najpierw młodą kobietę, potem siwą w okularach. - Jeśli będzie się pani starzeć tak jak Suzanne, będzie mi się pani podobać przez całe życie - powiedział Gabriel. Potem sprawy potoczyły się szybko. Poznali się w grudniu, w styczniu postanowili pojechać na wspólny urlop. Od tego czasu minęło 28 lat.

Związek oznaczał zmianę trybu życia i miejsca zamieszkania. - Nie przeniosłam się od razu. Na początku odwiedzaliśmy się w weekendy i we wszystkie wolne dni. Dopiero kiedy zdecydowaliśmy się na dziecko, postanowiliśmy trochę pomieszkać w Szwecji. Kiedy po raz pierwszy spojrzałam na syna, pomyślałam: mam piękne, zdrowe dziecko. Jeśli nie wyrośnie na fantastycznego mężczyznę, to będzie moja wina. Bo ja dostałam cud.

Victora wychowywała w myśl zasady: do 5. roku życia traktuj go jak księcia, do 15. jak niewolnika, później jak przyjaciela. - Sprawdzałam lekcje, kontrolowałam rozkład dnia. Kiedy poszedł do liceum, odpuściłam. Uznałam, że za niego życia nie przeżyję. Na początku popełniał wiele błędów. Wracał do domu, o której chciał, spotykał się, z kim chciał, decydował, kiedy się uczy, a kiedy odpoczywa. Syn dostał się na wydział kryminologii i psychologii. Potem stwierdził, że chce czegoś innego. Od kilku lat pół roku spędza w Salwadorze.

Z grupą wolontariuszy pracuje w sierocińcu. Przygotowują posiłki. Zbudowali salon manicure, gdzie dziewczynki uczą się zawodu manicurzystki, by w 18. roku życia, wychodząc z sierocińca, mieć możliwość pracy. Pani Małgorzata dyplomatycznie nie mówi, jak niewiarygodnie przystojnym mężczyzną jest jej syn. I że jest dumna.

Po obu stronach Bałtyku

Udało jej się stworzyć świetną rodzinę i nadal pracować w zawodzie. Sztuka tym większa, że grała po obu stronach Bałtyku. W Szwecji z powodzeniem wystąpiła w serialu "Płaczący minister". Później w produkcjach "Snockien", "Zgłoszone zniknięcie" czy "Białe kłamstwa".

W "Niebieskich oczach", politycznym thrillerze, wcieliła się w postać ekstremistki sprzeciwiającej się emigracji cudzoziemców do Szwecji, zaś w "Johan Falk" zagrała szefową rosyjskiej mafii. Ostatnio wzięła udział w amerykańskim serialu "100 Code" z Dominicem Monaghanem i Michaelem Nyqvistem.

W Polsce oglądamy ją w "M jak miłość". Występuje też w spektaklach: "Prawda" Jerzego Bończaka i "Kochaniu na kredyt" Olafa Lubaszenki.

Recepta na dobry związek z Gabrielem? - Nigdy nie było między nami kłamstwa, manipulacji. Najgorsze są niedopowiedzenia i niezałatwione sprawy. Zostawione, po jakimś czasie wracają ze zdwojoną siłą. Opowiadamy sobie o tym, co się każdemu z nas zdarzyło. Mówimy o codzienności, ale rozmawiamy też o tym, by starać się patrzeć szerzej, nie tylko ze swojego punktu widzenia.

M. Jungst

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Pieczyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje