Reklama

James Franco: Skompromitowany aktor dostał drugą szansę?

Po tym, jak James Franco został oskarżony o molestowanie seksualne uczestniczek prowadzonych przez siebie zajęć z aktorstwa, jego kariera stanęła pod znakiem zapytania. Wszystko wskazuje jednak na to, że Hollywood już rozgrzeszyło aktora. Jak wynika z najnowszych doniesień, zobaczymy go w filmie biograficznym opowiadającym o córce Fidela Castro, w którym sportretuje on nieżyjącego kubańskiego przywódcę. Angaż Franco oburzył internautów.

W 2019 roku dwie kobiety, które chodziły na prowadzone przez Jamesa Franco zajęcia z aktorstwa w założonej przez niego szkole Studio 4, oskarżyły go o niewłaściwe zachowanie i molestowanie seksualne. Franco miał podczas lekcji nakłaniać kursantki do "przekraczania granic", co w praktyce oznaczało odgrywanie przed nim rozbieranych scen i poddawanie się czynnościom seksualnym, rzekomo na potrzeby prób kamerowych. Aktor miał im obiecywać zatrudnienie w swoich hollywoodzkich produkcjach, pod warunkiem, że będą spełniać jego osobliwe żądania. W czerwcu zeszłego roku Franco podpisał ugodę, w ramach której zgodził się zapłacić domniemanym ofiarom 2,2 mln dolarów.

Reklama

James Franco powróci do Hollywood?

Gwiazdor, który z powodu wspomnianych zarzutów na jakiś czas usunął się w cień, teraz szykuje się do wielkiego powrotu do Hollywood. Już we wrześniu ruszyć mają zdjęcia do filmu "Me, You", w którym wcieli się on w rybaka i byłego żołnierza. Swoistym przypieczętowaniem zakończenia banicji Franco jest zaś rola w nadchodzącej biografii córki Fidela Castro. Jak donoszą branżowe media, w filmie "Alina of Cuba: La Hija Rebelde" aktor zagra byłego przywódcę Kuby Fidela Castro. Tłumacząc wybór aktora, producent filmu John Martinez O’Felan wyjaśnił w rozmowie z serwisem "Deadline", iż twórcy szukali osoby o "podobnej do Castro strukturze twarzy".

Angaż Franco wywołał burzę

Decyzja o zatrudnieniu oskarżonego o molestowanie seksualne gwiazdora wywołała burzę. W sieci natychmiast pojawiło się wiele krytycznych komentarzy, których autorzy podkreślali, że Franco nie zasługuje na drugą szansę. Część odbiorców zwróciła ponadto uwagę na fakt, iż postać Castro powinien zagrać rodowity Kubańczyk. 

"James Franco wykorzystywał seksualnie swoje uczennice. Dlaczego ktoś wpadł na pomysł, by go zatrudnić?" - dopytywał jeden z użytkowników Twittera. "Okazało się właśnie, że o ile nie pójdziesz do więzienia, jeśli molestowałeś ludzi, po dwóch latach wszyscy o tym zapomną" - dodał inny. "James Franco jest drapieżnikiem seksualnym. Nie jest ani Kubańczykiem, ani Latynosem. Zatrudnienie go jest obrzydliwe na wielu poziomach" - oburzył się kolejny internauta. 

Głos w tej sprawie zabrali też ludzie z branży filmowej. Scenarzystka Tanya Saracho określiła angaż Franco mianem "absolutnego bluźnierstwa". "Musieli się nieźle nagimnastykować, by zracjonalizować jakoś tę decyzję. Co za wstyd. Który mamy rok?" - grzmiała w reakcji na wypowiedź producenta filmu. "Jestem kubańskim aktorem i też brałem udział w przesłuchaniu do tej produkcji, lecz ubiegałem się o inną rolę. Nie mam nic przeciwko Jamesowi Franco, ale on jako Fidel Castro? To jakiś żart?" - napisał na Twitterze Carlo Arrechea. Z kolei aktorka Jenni Ruiza stwierdziła, że gdy dowiedziała się o nowym projekcie z udziałem Franco, poczuła się "niesamowicie skonsternowana z powodu rażącego braku szacunku, jaki przemysł filmowy nadal okazuje latynoskim aktorom". Twórcy obrazu nie odnieśli się jeszcze do tych zarzutów.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: James Franco | Fidel Castro
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy