Eva Green: Diaboliczna Angelique

5 października na płytach DVD i Blu-ray pojawił się najnowszy film Tima Burtona "Mroczne cienie". Jedną ról w kinowej adaptacji popularnego serialu lat 60. gra wcielająca się w postać seksownej czarownicy Eva Green.

Głównym bohaterem 'Mrocznych cieni" jest Barnabas Collins (Johnny Depp), który do Ameryki przybył jako dziecko jeszcze w XVIII wieku. Bardzo szybko odkrył, że Nowy Świat to kraina wielu możliwości i w ciągu zaledwie dwóch dekad stworzył firmę, która praktycznie zmonopolizowała handel rybami w całym kraju. Jako młody człowiek Barnabas miał wszystko - majątek, wpływy, wspaniałą posiadłość i... opinię podrywacza zdolnego skruszyć każde niewieście serce.

Reklama

Jedną z jego "ofiar" była służąca Angelique (Eva Green), która - o czym Barnabas nie wiedział - była w rzeczywistości czarownicą. Kiedy więc młody bogacz ogłosił światu, że zamierza ożenić się z piękną Josette DuPres (Bella Heathcote), wiedźma w przypływie zazdrości zabiła niedoszłą pannę młodą, a Collinsa zamieniła w wampira i w zakutej łańcuchem trumnie pochowała pod ziemią.

212 lat później w roku 1972 Barnabas został przypadkowo uwolniony ze swojego grobowca. Zdezorientowany na nowo musiał odkrywać świat, który przez ponad dwa wieki zmienił się nie do poznania. Jego dawna posiadłość, co prawda, dalej stała na tym samym miejscu, ale była w ruinie, podobnie jak i relacje zamieszkujących ją członków rodziny.

Swoją prawdziwą tożsamość Barnabas zdradził jedynie głowie rodziny Elizabeth Collins Stoddard (Michelle Pfeiffer), która pozwoliła mu zamieszkać w posiadłości pod warunkiem, że nikomu więcej nie powie, iż jest wampirem. Oficjalnie więc uchodził za dalekiego kuzyna z Anglii, który przybył do Ameryki by odbudować rodzinny interes i poprawić reputację Collinsów w okolicy.

Niestety, na jego drodze pojawiają się "demony z przeszłości". Okazuje się, że wiedźma Angelique nadal żyje, wciąż jest piękna i młoda, a na dodatek prowadzi konkurencyjną przetwórnię rybną. W swoisty sposób przeżyła również Josette, która odrodziła się w ciele Victorii Winters - niani zatrudnionej w posiadłości Collinsów. Walka o serce Barnabasa rozpoczyna się na nowo. Czy i tym razem będzie miała tak tragiczny finał jak ponad 200 lat temu?

Opowiedz o swojej bohaterce Angelique, którą zagrałaś w filmie "Mroczne cienie".

Eva Green: - Angelique Bouchard jest czarownicą, która przemieniła swojego ukochanego w wampira i zamknęła go w trumnie po tym jak złamał jej serce. Ona jest ekstremalną postacią. Przepełnia ją chęć zemsty, jest bardzo emocjonalną postacią, ma silną obsesję na punkcie Barnabasa (Collinsa, grany przez Johnny'ego Deepa).

I tak to trwa przez całe lata...

- Tak, dokładnie. Widzimy ją na samym początku w XVIII wieku. Jest służącą, którą Barnabas odrzucił. Potem znajdujemy ją w latach 70-tych XX wieku, kiedy stała się potężną bizneswoman uwielbianą przez mieszkańców.Teraz jest tlenioną blondynką i kiedy Barnabas po dwóch wiekach wydostaje się z trumny, Angelique zostaje postawiona w dziwnej sytuacji, ponieważ jest teraz potężna, a jednocześnie czuje się narażona na niebezpieczeństwo, bo jest serce znów się otworzyło. Nie wie jak sobie z tym poradzić I ciągle wierzy, że on zmieni swoje zdanie. To jest rodzaj elektryzującego związku z Barnabasem, rodzaj związku opartego na jednoczesnej intensywnej miłości i nienawiści.

Możesz opowiedzieć o współpracy z Johnnym Deepem? W waszej filmowej relacji jest rzeczywiście dużo przyciągania i odpychania, które przewijają się przez cały film, bo jest dla nich obojga w pewien sposób atrakcyjne.

- Tak, to bardzo skomplikowany związek, ponieważ ona jest przekonana, że są dla siebie stworzeni. Z jego punktu widzenia, wygląda na to, że ona dla niego to jednak zbyt dużo, ona chce zbyt wiele i on czuje, że nie może sobie z tym poradzić. Ona jest mocną postacią i ich relacja jest mocno złożona. To może smutne, ale uważam, że oni mogą być razem, ale nie na tym świecie.


Jak się czułaś grając w tych scenach z Johnnym? Czy była to współpraca polegająca na budowaniu napięcia między wami, tego przyciągania i odpychania w scenach, w których graliście? Niektóre ze scen są bardziej seksowne niż inne, szczególnie w odniesieniu do filmu Tima Burtona.

- Tak, to pierwsza scena miłosna dla Tima Burtona, to coś zupełnie nowego dla niego. To zabawne, nawet bardzo. To światło, te wszystkie rzeczy rozrzucone na planie. To symbolizowało ten rodzaj miłości/nienawiści, jaka występuje w ich związku. On jest całkowicie niechętny, ale jednocześnie wydaje się być niesamowicie atrakcyjny i to jest bardzo zabawne w tej scenie.

Tam było sporo ujęć, w których latałaś, a podobno boisz się wysokości. Było to dla ciebie duże wyzwanie?

- Tak, było tam sporo scen, w których byłam w powietrzu. Najtrudniejsze było zakończenie filmu, które rozgrywało się w rezydencji Collinsów. Sufity były tam bardzo wysoko, a ja od scen w powietrzu miałam zawroty głowy. Ale dla Tima jestem gotowa na wszystko, mogę dla niego zginąć, więc było ok.

Czy możesz opowiedzieć o współpracy z Timem Burtonem i jakie znaczenie ma dla ciebie to, że zagrałaś w jego filmie?

- To było niesamowite. On jest wspaniałym reżyserem, jest niepowtarzalny, jest geniuszem. Kocham sposób w jaki radzi sobie z dziwnymi postaciami, z wyrzutkami. On rozumie ich świetnie, jest bardzo wrażliwym reżyserem, który ma serce. To było jak sen, że mogłam z nim pracować.

Dowiedz się więcej na temat: Mroczne cienie | cienie | \ Film

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje