Rozenek łatwo się wzrusza

- Kiedyś zwracałam uwagę na efekt, teraz łatwo się wzruszam. Mit surowej, perfekcyjnej Małgorzaty Rozenek legł w gruzach, bo ciągle mam w oczach łzy - wyznaje jurorka "Bitwy o dom".

Jurorzy "Bitwy o dom": Natalia Nguyen, Tomasz Pągowski i Małgorzata Rozenek toczą ciężkie boje, bo każdy zwraca uwagę na coś innego.

Reklama

- Spotykam wspaniałych ludzi w architektonicznie niedoskonałych wnętrzach i... muszę przyznać, że nigdy dotąd nie byłam tak otwarta na innych - mówi.

Czy lubi pani zmieniać swój dom? Czy remont i towarzyszący temu chaos nie są dla pani straszne?

- Nie przeraża mnie ani ciężka praca, ani pył skuwanych ścian. Gorzej znoszę bezczynność. Ostatnio zdecydowałam się na duży remont, kręcąc jednocześnie zdjęcia do dwóch programów i porządkując sprawy osobiste. Bywało ciężko, ale się udało.

Co zrobiło na pani wrażenie, jeśli chodzi o "Bitwę o dom"?

- Jeździłam kombajnem! I poznałam wielu fantastycznych ludzi...

A to chyba utrudnia pani pracę... Najpierw człowiek polubi ludzi, a potem musi im powiedzieć, że odpadają. I te spory w jury!

- Oj, kłócimy się okrutnie (śmiech). Natalia, Tomek i ja bardzo się od siebie różnimy, więc nasze dyskusje mogą wyglądać groźnie. Jeśli chodzi o podejmowane przeze mnie decyzje, to postanowiłam zaufać sercu. Wchodząc do programu sądziłam, że oceniać będę wyłącznie mieszkania, nie skupiając się na ludziach. Szybko przekonałam się, że tak się nie da. Co więcej - że tak być nie powinno. Kim jestem, by oceniać wygląd wzorzystych kafli "inferno"? Czy do mnie należy werdykt dotyczący koloru foteli? Nie sądzę. Najważniejsze jest to, kto tu ma mieszkać. I przede wszystkim - czy dana rodzina zrobiła wszystko, by w mieszkaniu tym zamieszkać.

Czego dowiaduje się pani o Polakach odwiedzając ich domy?

- Robię to już drugi rok z rzędu, bo przecież jako "Perfekcyjna Pani Domu" co tydzień odwiedzam Polaków w ich domach. Właściwie moglibyśmy uznać, że zawodowo zajmuję się wizytowaniem mieszkań (śmiech). A czego się dowiedziałam? Na przykład tego, że choć urządzamy wnętrza na wiele sposobów, jesteśmy bardzo gościnni. Potrafimy wiele z siebie dać i fantastycznie się przy tym bawić.

Na wiele sposobów, czyli jak?

- Trudno dyskutować o gustach. Nie chcę i nie zwracam na to uwagi. Nie oceniajmy ludzi po ich wyglądzie, czy mieszkaniu, bo liczy się wnętrze...

Czasem strój czy otoczenie wiele o nas mówi.

- Ubranie może pokazać pewne cechy człowieka, ale jeśli chodzi o te najważniejsze, czy ktoś jest szlachetny, honorowy, kochający, szczery - strój nie ma znaczenia. Kiedyś zwracałam uwagę na efekt, teraz wzruszam się, widząc pracowitość, zdolność do poświęceń.

To ciekawe, że program wnętrzarski może budzić takie emocje.

- Może to nie tyle program wnętrzarski, co program o... naszym wnętrzu. Bez człowieka tych kilka mebli to tylko dekoracja. To ludzie tworzą to, co w programie najważniejsze. Kolor ścian jest tylko tłem!

Rozmawiała Anna Janiak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje