Namiesza w "Na dobre i na złe"

Oglądaliśmy ją w "BrzydUli" w roli Eli, przyjaciółki głównej bohaterki. Polubiliśmy Dianę, którą gra "Barwach szczęścia". Teraz Katarzyna Maria Zielińska wystąpi w "Na dobre i na złe". Jako Martyna podstępem wtargnie do gabinetu Trettera i nieźle go przestraszy.

Jest nie tylko aktorką. Projektuje modę, fotografuje i uwielbia podróże.

Reklama

Czy to znaczy, że zagości pani w serialu na dłużej?

- Wszystko wyjaśni się w najbliższym czasie. Na razie miałam dwa dni zdjęciowe, po których już wiem, że praca na tym planie to czysta przyjemność. Z miejsca też polubiłam tę "swoją" Martynę - jej łagodność i poczucie humoru, mimo trudnej życiowej sytuacji, ponieważ sama wychowuje dziecko. Mam nadzieję, że wątek tej postaci nie zostanie tak szybko zamknięty. Może zostanie doceniona jej pomysłowość i determinacja i ta postać zagości na dłużej w Leśnej Górze. Zobaczymy.

Motyw samotnej matki, bo Martyna jest też taką, przylgnął do pani. Niebawem w "Barwach szczęścia" grana przez panią Diana zostanie nią z wyboru...

- Sama się zastanawiam, dlaczego spotyka to mnie (śmiech). Nie jestem wojującą feministką i nie walczę z mężczyznami, wręcz wspieram kobiety w miłości do nich! Pewien sprzeciw budziło też we mnie motto Diany: Samotna, nie znaczy nieszczęśliwa, co może być prawdą, ale czuje się przecież jakąś sprzeczność tych słów. Początkowo z dużą rezerwą podchodziłam do tej dziewczyny, wręcz nie lubiłam jej! Dopiero potem uświadomiłam sobie, że jest to istota mocno pogubiona i wówczas spojrzałam na nią inaczej, z sercem, co pozwoliło mi zmienić nastawienie.

Ciekawostką jest, że w "Barwach szczęścia" spotkały się, i to nawet w jednej scenie, dwie Kasie Zielińskie!

- Dwie Kasie Marie, bo drugie imię też mamy to samo. Odkąd się poznałyśmy - dawno, dawno temu... - od razu powstał plan wspólnej pracy, ale, jak wiadomo, plany się zmieniają i dopiero w tym roku przyszedł na to czas. Praca z Kasią była dla mnie fantastycznym spotkaniem. Jest superbabką, a przy tym niezwykle delikatną, uzdolnioną aktorką, profesjonalistką, wiele się można od niej nauczyć.

Tę kilkukrotną laureatkę Telekamery zwie się powszechnie "Zieliną". A pani też ma pseudonim?

Kilka. Na studiach mówili do mnie "Zioło", "Zielarka", w Krakowie mam ksywkę "Manga" (od dużych zielonych oczu), a ostatnio jestem "Kejtunią" i ten chyba najbardziej mi się podoba.

A macie z "Zieliną" jakieś wspólne cechy?

- Też miałam kiedyś krótkie, rude włosy (śmiech)! A naszą wspólną pasją jest aktorstwo. Kasia już nieraz miała okazję zaistnieć na scenie również jako wokalistka, ja dopiero się do tego przygotowuję, bo uwielbiam śpiewać. Obie występujemy także w teatrach.

Co panią interesuje poza pracą?

- Uwielbiam jeść, projektować modę, fotografować. Bardzo interesuje mnie dokument. Mam na koncie cykl reportaży jako stypendystka Biura Kultury m. st. Warszawy pt. "Śmiej się foko" (filmiki można oglądać na youtubie). No i kocham podróże. Marzę o tym, by połączyć te wszystkie pasje, jeździć z przyjaciółmi w ciekawe miejsca i zrealizować kilka tematów dokumentalnych. Jestem już prawie gotowa na miesięczną, wakacyjną podróż, lepiej poznaję pracę z kamerą i wkrótce ruszamy w świat!

Rozmawiała Jolanta Majewska

Na co do kina?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje