​"Prosta historia o morderstwie" [recenzja]: Posterunkowy Edyp

Filip Pławiak w filmie ​"Prosta historia o morderstwie" /Krzysztof Wiktor /materiały dystrybutora

"Prosta historia o morderstwie" - ten tytuł jest oczywiście kokieteryjny i mylący. Film Arkadiusza Jakubika okazuje się dość zagmatwany, pełen postaci, wątków i fałszywych tropów. To ten rodzaj dzieła, które wodzi widza za nos, aby w finale uderzyć go w twarz.

Reklama

W samym centrum filmu znajdują się dwa trupy: doświadczony policjant i jego żona zostają zabici we własnym domu. Na miejsce zbrodni przyjeżdża ich najstarszy syn Jacek, który - wzorem ojca - od niedawna pracuje jako stróż prawa. Jest blady, przestraszony i wściekły. Nie wygląda jednak na szczególnie zaskoczonego. W długich retrospekcjach poznajemy historię jego rodziny - to właśnie pomiędzy kolejnymi obyczajowymi scenami ukryte są wskazówki odnośnie tożsamości i motywu mordercy.

Z perspektywy Jacka jest to opowieść o dojrzewaniu i buncie. Chociaż chłopak idzie w ślady ojca, to wcale nie darzy go szczególnym szacunkiem. Można odnieść wrażenie, że chce go zastąpić, stać się jego nową, ulepszoną wersją - zarówno na planie zawodowym, jak i prywatnym. Z coraz większym zdecydowaniem przeciwstawia się jego alkoholowym ekscesom, których ofiarą pada przede wszystkim matka. Wreszcie zabiera ją i dwójkę młodszych braci do swojego nowego domu, co jawi się jako posunięcie w tym samym stopniu szlachetne i autorytarne. Głównym źródłem niepokoju jest w filmie fakt, że tragiczna śmierć ojca wydaje się stanowić dla Jacka spełnienie podświadomych fantazji.

Ten konflikt jest odgrywany przez aktorów w wiarygodny i zniuansowany sposób. Jacek (Filip Pławiak) jest równocześnie bezwzględny i po chłopięcemu rozedrgany. Ojciec (Andrzej Chyra) emanuje podobną ambiwalencją: w jego zachowaniu pewność siebie sąsiaduje z bezradnością wobec poczynań syna. Z kolei matka (Kinga Preis) pozostaje bezwładną kukłą, spod której pobłażliwego i pojednawczego uśmiechu prześwituje nawarstwiający się przez lata strach. 

Reklama

Całość jest ponadto satysfakcjonująca pod względem stylistycznym. Jakubik, znany głównie jako aktor, z dość dobrym skutkiem stara się, aby drugie w jego reżyserskim dorobku dzieło było jak najbardziej sugestywne. W kręconą po bożemu akcję wrzuca dziwaczne, na wpół abstrakcyjne ujęcia; ilustruje emocjonalny zamęt bohaterów za pomocą ataków żrącej industrialnej muzyki; zagęszcza atmosferę aż do punktu, w którym film zaczyna przypomnieć mroczny sen.

Mimo wszystko "Prosta historia o morderstwie" pozostawia po sobie niedosyt. Jest to wina scenariusza, którzy przy całej swojej złożoności wydaje się niedopracowany lub zbyt mocno zredagowany. Wiele wątków jest w nim zaledwie naszkicowanych, brakuje fabularnego mięsa, które spowolniłoby akcję, ale dodałoby jej za to ciężaru. Widzowie mogą zrozumieć bohaterów, jednak nie dostają szansy na pełne wczucie się w ich sytuację. Będący tego efektem emocjonalny chłód najmocniej szkodzi filmowi w finale, który zamiast szokować, wywołuje tylko zaskoczenie.

6,5/10

"Prosta historia o morderstwie", reż. Arkadiusz Jakubik, Polska 2016, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 21 października 2016

Dowiedz się więcej na temat: Prosta historia o morderstwie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje