"XXX 2: Następny poziom": WASZYNGTON: BYĆ ALBO NIE BYĆ

W momencie, kiedy skompletowana została już ostatecznie obsada filmu, reżyser Tamahori stanął przed nie lada wyzwaniem, które zasadniczo polegało na kręceniu zdjęć do filmu w stolicy Stanów Zjednoczonych – Waszyngtonie, w czasie wyjątkowo wzmożonej aktywności służb ochrony, w związku z niedawnymi atakami z 11 września 2001 na World Trade Center i Pentagon.

Reklama

Kręcenie scen w pobliżu historycznych miejsc i w budynkach rządowych było, mówiąc najłagodniej, dość dużym źródłem praktycznych trudności. Jak mówi producent filmu Arne L. Schmidt: „Kręcenie zdjęć w takim miejscu jak Kapitol obwarowane jest wieloma restrykcjami. Pojazdy ze sprzętem muszą zostać poddane wnikliwej kontroli – są po prostu skanowane, dokonuje się dodatkowo przeszukania całego sprzętu, a ekipa musi być stale pod kontrolą. Nie ma mowy o użyciu jakiegokolwiek samolotu, czy też helikoptera. Zatem, z logistycznego punktu widzenia, osadzenie akcji w scenerii Waszyngtonu było zadaniem niezwykle skomplikowanym.”

Tamahori dodaje: „Z oczywistych względów zdecydowaliśmy się umiejscowić w rzeczywistych plenerach jedynie część akcji, a większość przenieść na ‘Kapitol’, który powstał na scenach dźwiękowych w studio filmowym. Brzmi to może nieco egzotycznie i niezbyt oszczędnie, ale przy odpowiednim rozplanowaniu mogliśmy sobie pozwolić na zrealizowanie całego założonego projektu.”

Biorąc pod uwagę między innymi względy ekonomiczne, produkcja filmu została bardzo szczegółowo rozplanowana. Producent Schmidt wspomina: „Z organizacyjnego punktu widzenia odtworzenie Kongresu było zadaniem dość nieskomplikowanym, ponieważ można skorzystać z licznych rycin i fotografii różnych części tego budynku. Główna izbę Kongresu, sale obrad i rotunda powstały w skali, ale wszystko wygląda bardzo autentycznie. Cały plan filmowy mierzy ponad 135 metrów długości i 9 metrów wysokości. Wygląda na tyle wiarygodnie, że twórcy serialu telewizyjnego „The West Wing” prowadzili z nami rozmowy na temat możliwości zakupu planu głównej izby Kongresu na potrzeby swojej produkcji”, dodaje z dumą.

Przed scenografem filmu Gavinem Bocquetem stało również nie lada wyzwanie, sprowadzające się ni mniej ni więcej do wiarygodnego odtworzenia scenerii opisanej w scenariuszu. Co prawda był po dobrej zaprawie – zakończeniu pracy nad trzecią częścią ostatniej trylogii „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa – „Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów” /Star Wars: Episode III — The Revenge of the Sith/. Bocqueta ujęła w całym projekcie szczególnie wizja reżysera Tamahoriego i przedstawienie wewnętrznej, militarnej wręcz rozgrywki narodowej. Jak mówi Bocquet: „Lee w założeniu chciał stworzyć film akcji, który będzie osadzony w stylowym świecie działań szpiegowskich i dodatkowo będzie się go oglądało jak współczesny thriller polityczny. Ponieważ nie mogliśmy z oczywistych względów pokazać w naszym obrazie tylu naturalnych lokalizacji stolicy państwa, Waszyngtonu, ilu byśmy chcieli, uważnie i precyzyjnie zaplanowaliśmy film, w którym wykorzystaliśmy kombinację planów, miniatur scenerii i wizerunków komputerowych, które pozwoliły nam dokonać tej jedynej w swoim rodzaju rekonstrukcji obrazu miasta i jego okolic”.

Cały obszerny materiał zdjęciowy zamieszczony w filmie powstał zasadniczo w samym Waszyngtonie w czasie trwania dwóch dni zdjęciowych. Nakręcono w tym czasie dwie sceny - jedną z udziałem Prezydenta Sanforda, kiedy to przemawia on na stopniach Lincoln Memorial, drugą zaś przedstawiającą zabawę ‘w kotka i myszkę’ z udziałem Dariusa i Charliego na terenie Reagan Center.

Wszystkie pozostałe sceny, w tym również te obrazujące wnętrza i okolice wzgórza Kapitolu, jak również budynku Kongresu Amerykańskiego w Waszyngtonie powstały za sprawą najnowocześniejszej techniki filmowej i czystej magii kina.

Wnętrze rotundy Kapitolu, charakterystyczne korytarze oraz wnętrza sal Kongresu powstały już jako wizerunki stworzone na planach filmowych, lub w pamięci komputerów. Praca nad tą częścią filmu dokonała się zasadniczo na Zachodnim Wybrzeżu, przy czym głównym centrum produkcyjnym były studia Playa Vista w okolicach Los Angeles.

Jak wspomina scenarzysta Bocquet: „Charakterystyczna rotunda budynku Kongresu była dla nas prawdziwym wyzwaniem biorąc pod uwagę fakt, iż jest prawdziwą ikoną architektury, a jednocześnie do tej pory nie często przedstawiana była na ekranie. Naturalnie, przemierzyliśmy ją wszerz i wzdłuż, badając jednocześnie plany archiwalne i sporządzając notatki tak szczegółowo, jak to tylko możliwe. Chcieliśmy mieć jak najwięcej materiału do przestudiowania i porównania. Jednak rzeczywisty budynek Kongresu Amerykańskiego nie miał takich pomieszczeń, korytarzy i klatek schodowych, które dobrze sprawdziłyby się w kinie akcji. Stąd też, koniec końców, większość z wnętrz budynku została na nowo zaprojektowana i wykonana na planach studio filmowego.”

Bocquet jest przekonany, że dla widzów oraz tych, którzy znają pokazane w filmie miejsca, drobne ‘poprawki’ Kapitolu nie będą prawie zauważalne. Jak twierdzi z przekonaniem: „Nawet dla tych, którzy pracują w budynku Kongresu, przeróbki w rodzaju rozmieszczenia pomieszczeń, ich wielkości i kolorów niektórych wnętrz mogą okazać się trudne do wychwycenia”.

Jednym z najtrudniejszych zagadnień z jakim musieli się zmierzyć filmowcy przy odtwarzaniu wizerunku kopuły Kapitolu był fakt obecności w scenariuszu sceny, w której w jednej ze ścian wybijana jest olbrzymiej wielkości dziura w scenie porwania prezydenta. Zaprojektowanie planu filmowego umożliwiającego zarejestrowanie takiej sceny stało się zadaniem priorytetowym dla działu artystycznego, jak również dla zespołu kaskaderskiego pracującego pod kierownictwem weterana w tej dziedzinie, R. A. Rondella („Van Helsing”, kolejne części „Matrixa”).

Jak mówi Bocquet: „Jeśli chodzi o filmowanie efektów specjalnych i układów kaskaderskich w świecie filmu zawsze trzeba się kierować praktyczną zasadą ‘buduj trzy razy’. Chodzi o to, że wszystkie dekoracje powstają właśnie w trzech wersjach – oryginalnej pierwszej oraz dwóch kolejnych, które w razie potrzeby można podreperować z dnia na dzień oraz na potrzeby dokręcenia jakichś scen”.

Nadzorujący pracę ekipy efektów specjalnych John Frazier prowadził ścisłą współpracę ze scenografem Boquetem oraz działem artystycznym filmu, reżyserem i koordynatorem układów kaskaderskich, co umożliwiało podjęcie decyzji o tym, co mogło być jeszcze naprędce poprawione i dobudowane na potrzeby kolejnej filmowej eksplozji.

Na szczęście, oryginalnie zaplanowane w scenariuszu wybuchy znakomicie powiodły się. Umieszczeni w specjalnych uprzężach kaskaderzy dokonywali nieludzkich wręcz wysiłków przy kręceniu wybuchów, przelatując z jednej strony planu filmowego na drugą, podczas gdy fragmenty specjalnie do tego celu przygotowanego ‘betonu’ spadały precyzyjnie w tym miejscu, w którym najlepiej mogły to zarejestrować liczne kamery operatora Davida Tattersalla („Śmierć nadejdzie jutro” /Die Another Day/). Przy takiej precyzji pracy nie było potrzeby wykonywania wielu dubli.

Kolejnym zakrojonym na szeroką skalę przedsięwzięciem było kręcenie sceny zniszczenia specjalnie przygotowanej ciężarówki Forda F150 przez czołg najnowszej generacji. Z uwagi na skomplikowane ujęcia ekipie zależało na nakręceniu tej sceny za pierwszym podejściem. W scenie tej nadwozie ciężarówki zostało umieszczona na specjalnej katapulcie, która nadawała pojazdowi efekt kołysania się w przód i w tym w momencie zderzenia z siłą czołgu.

Nadzorujący prace ekipy efektów specjalnych John Frazier (nominowany do Oscara® za filmy „Twister” i „Speed”) opracował specjalne urządzenie, jak również zaprojektował futurystyczny w swoim wyrazie czołg, wykorzystując informacje z działu opracowania artystycznego oraz kaskaderskiego, co miało pomóc w wykonaniu tego niezwykle skomplikowanego, a jednocześnie spektakularnego układu. Na szczęście dla wszystkich zainteresowanych, ten numer kaskaderski poszedł bardzo sprawnie, zgodnie ze wszystkimi zaplanowanymi szczegółami, nie było zatem potrzeby kręcenia sceny po raz drugi.

Prawdopodobnie największym wyzwaniem przed jakim stanęli Frazier i jego ekipa było stworzenie wizerunku czołgu biorącego udział we wspomnianej scenie. W filmie, ale również w rzeczywistości jest to broń tak zaawansowana, że nawet amerykańska armia nie zakończyła jeszcze prac nad prototypem tego urządzenia. Zatem to właśnie ekipa filmowców stanęła przed zadaniem wykonania pierwowzoru pojazdu XXII wieku.

„Jest to w pewnym sensie wariacja na temat tego jak może w przyszłości wyglądać najbardziej nowoczesna broń używana w starciach zbrojnych”, mówi Frazier. „Naturalnie, na potrzeby filmu stworzyliśmy jego lżejszą wersję, ponieważ prawdziwy czołg byłby zbyt ciężki do manewrowania (ponad 45 ton) i mógłby również zniszczyć powierzchnię po której się porusza. Nasza wersja została zbudowana z wielu różnych części podobnego sprzętu, ale tak naprawdę z czołgu ma jedynie gąsienice, które wzięliśmy z innego urządzenia tego rodzaju”.

Filmowy czołg musiał być również na tyle lekki, żeby można go było załadować na statek - słynnego lotniskowca Hornet, używanego w czasach II Wojny Światowej, a obecnie będącego atrakcją turystyczną zacumowaną w Alamedzie w Kaliforni. Statek ten został zaadaptowany na potrzeby kilku scen zamieszczonych w filmie, w tym między innymi tych, w których miała być pokazana militarna siła tajemniczej frakcji próbującej obalić rząd USA. W hangarach Horneta nakręcono sceny, w których umieszczono setki pojazdów, broni i personelu.

Tamahori otwarcie przyznaje, że kręcenie scen na tym historycznym lotniskowcu było w pewnym sensie spełnieniem jego marzeń. Jak mówi: „Zawsze podziwiałem te stare statki, na których widać ile przeszły i jak przysłużyły się amerykańskiej armii. Niosą one ze sobą tyle historii. To niewiarygodne jak wiele ten statek przeszedł. W czasie II Wojny Światowej poradził sobie z około siedemdziesięcioma samolotami-kamikadze podczas kampanii wojennej na Pacyfiku. Jego układ sterowniczy i mechanika są wprost niewiarygodne.”

Innym aspektem artystycznej strony filmu, która fascynowała zarówno aktorów, jak i ekipę filmowców było wykorzystanie wielu nowoczesnych pojazdów – od Forda Cobra Concept, zaprojektowanego przez słynnego Carolla Shelby’ego aż po całą kawalkadę Pontiaków GTO z 1967 roku oraz auta klasy SUV.

Samochody odgrywają niewątpliwie dużą rolę w filmie „XXX2”, stąd też do czuwania nad wszystkimi aspektami ich wykorzystania zatrudniony został przy filmie Joel Marrow na co dzień stojący na czele zespołu transportowego Revolution Studios. Wiele z wykorzystanych przy filmie pojazdów to klasyczne Pontiaki GTO, w miarę potrzeb przemalowywane i uzupełniane o bardziej zaawansowane technicznie opcje i gadżety.

Aby uchwycić odpowiednio zmianę koloru auta w zależności od konta widzenia i padania światła zatrudnieni przy filmie specjaliści korzystali ze specjalnych farb DuPont, co pozwalało na zmianę koloru nawet cztery-pięć razy. Większość projektów samochodów marki Pontiac GTO zostało dopracowanych przez pracownię Teda Mosera – Picture Car Warehouse, firmę, która przygotowywała auta między innymi do takich filmów Moritza jak: „Za szybcy, za wściekli” /2 Fast 2 Furious/.

Podczas sesji przygotowywania pojazdów na potrzeby filmu projektująca ich ostateczny wygląd ekipa oraz nadzorujący prace ekipy kaskaderów Rondell prowadzili ze sobą ścisłą współpracę, za punkt wyjścia biorąc zasadę absolutnego bezpieczeństwa dla aktorów i ekipy pracującej przy filmie. Jak mówi Rondell: „Bezpieczeństwo to nasza zasada numer 1. Pod każdym z naszych pojazdów wykorzystanych w filmie instalujemy specjalną płytę, która ma absorbować w jak największym stopniu wszelkiego rodzaju wstrząsy, a także wyposażamy samochody w mniejsze zbiorniki paliwa, co ma ograniczyć do minimum możliwość wystąpienia ognia.”

Również aktorzy przedstawieni w scenach samochodowych pościgów przeszli specjalne szkolenia, tak aby z nieco większą pewnością zasiąść za kółkiem pojazdów poruszających się z większą niż przeciętna prędkością. Ice Cube, Xzibit oraz Michael Roof znaleźli się w grupie tych szczęśliwców, którym przyszło kręcić wiele scen w specjalnie przygotowanych pojazdach, co w dużej mierze przypominało bawienie się pięknymi, dużymi zabawkami. Jak mówi Xzibit, gwiazda rapu, który obecnie próbuje swoich sił na dużym ekranie: „W filmie tym na ekranie widzowie będą mogli zobaczyć najbardziej zakręcone samochody jakie można sobie tylko wyobrazić. Weźmy na przykład Forda 150 – to niewiarygodne cudeńko. Wszystko w nim zostało odpowiednio zmienione. Dodatkowo ma wszystko, czego ci potrzeba, kiedy wyruszasz na wojnę z wrogiem.”

Ice Cube czasem z zazdrością patrzył na swoich kompanów, którzy w filmie stale mają do czynienia z pięknymi wozami. Jak na przykład Xzibit, który gra w „XXX2” rolę Zeke’a, właściciela sklepu, w którym stare samochody nabierają nowego wyglądu. Jak stwierdza śmiejąc się: „Xzibit ma w filmie możliwość, żeby pojeździć sobie najbardziej odjechanymi i wystrzałowymi wozami. Nie tylko ma do dyspozycji cały ten arsenał, ale jeszcze ma okazję nimi pokierować. Ja też nie mogę narzekać – zasiadam przecież za kierownicą Pontiaka GTO, F-150 i sportowego Forda Cobra Concept-Car. Szczególnie Ford Cobra wydaje się absolutnie niewiarygodny. Czasem na planie filmowym czułem się jakbym odwiedzał salon wystawienniczy samochodów – raj dla miłośnika takich pojazdów. Było tam i Ferrari i Rolce Royce oraz nowy Mustang. Taki widok wbijał w ziemię. A do tego jeszcze możliwość przejechania się nimi i rozpędzenia. Cudo!”

Ford Cobra Concept Car, przeróbka Cobry zaprojektowanej przez Ford Motor Company została wykorzystana w filmie w klimatycznej i wbijającej w fotel scenie pościgu, w której Cobra Stone’a ściga się z futurystycznym pociągiem prezydenckim rozwijającym zawrotną prędkość.

Scenograf Bocquet nadzorował prace nad zaprojektowaniem i stworzeniem wagonów pociągu, a także jego wnętrza przy udziale Scotta Farrara, ze słynnej Industrial Light&Magic, nadzorującego prace ekipy efektów wizualnych. W sekwencji tej wykorzystane zostały wszelkie dostępne zasoby, które nadały jej charakter jak najbardziej w stylu „XXX”.

„Po przedyskutowaniu sprawy z reżyserem Tamahori i producentem Schmidtem zdecydowaliśmy się wprowadzić do filmu oprócz takich elementów jak podziemne bunkry i samoloty prezydenckie również superszybki pociąg”, wspomina Bocquet. „Pomyśleliśmy, że mógłby on być trzymany pod samym budynkiem Kapitolu na wypadek nagłej akcji, kiedy to użycie helikoptera, czy też samolotu nie byłoby możliwe. Królowa Anglii dysponuje takim pojazdem, dlaczego nie miałby go mieć prezydent USA? To tak jakbyśmy mieli do czynienia z Air Force One poruszającym się po szynach.”

Sekwencja ta powstała bez wykorzystania prawdziwego pociągu, szyn, czy nawet planu zdjęciowego. Jej udział w filmie zawdzięczać można połączeniu techniki trójwymiarowego obrazu i kreacji komputerowej. Jak mówi reżyser Tamahori: „Ten niezwykle szybki pojazd poruszający się po szynach jest doskonałym przykładem stworzenia czegoś, co tak naprawdę nie istnieje i dopasowania go do filmowych realiów. Ten pociąg funkcjonuje jedynie w sensie trójwymiarowym, co może wprowadzać pewne zamieszanie, z uwagi na fakt, iż dokonując montażu scen z jego udziałem cały czas operujemy rzuconym na ekran wizerunkiem tego pojazdu, tworzonym w technice green screen. Koniec końców doszliśmy do momentu, który przypominał składanie klocków - części filmu – historii z udziałem aktorów. Wszystkie te elementy sprawiają, że opisywana w filmie historia staje się wiarygodna. My ze swojej strony staraliśmy się stworzyć obraz jak najbardziej realistyczny, łącząc w nim elementy takie jak dobry scenariusz i trzymająca w napięciu akcja, składając tym samym hołd takim wielkim thrillerom akcji w historii kina jak: „Trzy dni Kondora” /Three Days of the Condor/ i „Syndykat zbrodni” /The Parallax View/.

Dla Ice’a Cube’a najbardziej charakterystycznym wspomnieniem wiążącym się z filmem będą niewątpliwie sceny kaskaderskie z jego udziałem – skok z więziennego dachu, pościg Fordem Cobrą ulicami miasta, czy też korzystanie z szerokiej gamy wysokiej klasy, nowoczesnej broni. Każde z tych zadań było dla niego, jak sam mówi, czystą przyjemnością. „Po prostu otworzyłem się na cały proces związany z kręceniem wielkiego filmu jak ten. Przyszło mi w nim przemierzać korytarze Kapitolu. Dodatkowo, brałem udział w scenach militarnych, których skali nigdy nie potrafiłbym sobie bez tego wyobrazić. Mimo dużego udziału scen akcji ten film nie jest jedynie zlepkiem szybkich sekwencji i wybuchów. To intrygująca historia z prezydentem Stanów Zjednoczonych w roli głównej.”

W podobnym duchu wypowiada się producent Moritz: „Stworzyliśmy film, który wbija widzów w fotel, zabierając jednocześnie na przejażdżkę, podczas której czekają nas nagłe zwroty akcji. Mam nadzieję, że widzowie będą czekać na każdy kolejny film sygnowany znakiem firmowym „XXX” z taką samą niecierpliwości i ekscytacją, jak ja sam, kiedy słyszę o wejściu na ekrany kolejnego Bonda. Ja dosłownie nie mogę się doczekać kolejnej części przygód agenta 007.”

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: XXX 2: Następny poziom

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje