Reklama

"Teraz albo nigdy": WYWIAD Z LARSEM BUCHELEM

Skąd pomysł na zrobienie filmu o trzech kobietach powyżej siedemdziesiątki?

Starzy ludzie mają zalety, które są bardzo ważne dla reżysera. Są, miedzy innymi, bardzo fotogeniczni i oryginalni – a to czyni ich wiarygodnymi. Poza tym sprawiają, z punktu widzenia dramaturgii, wielką radość. Normalnie raczej nie oczekuje się po takich ludziach tego wszystkiego, co moi bohaterowie robią w filmie - napadają na bank, rozmawiają o seksie, zakochują się. Film powinien zatem być jak czarodziejska torebka, której zawartości nikt nie zna.

Reklama

Gdy się przyjrzeć Pana dorobkowi, to od razu rzuca się w oczy film epizodyczny pt. „Cztery historie o pięciu zmarłych”. W „Teraz albo nigdy” też chodzi o śmierć. Skąd fascynacja tym tematem?

Śmierć codziennie nam przypomina, że nasze życie kiedyś się skończy i że to niekoniecznie musi być tragiczne. Oczywiście, wszyscy musimy umrzeć, ale to jest właśnie nadzwyczajność życia, że składa się z chwil. Gdybyśmy wszyscy byli nieśmiertelni, to bardzo szybko zaczęlibyśmy się nudzić. Jesteśmy stosunkowo krótko na świecie, więc powinniśmy się jak najbardziej starać, żeby się tym czasem delektować. Powinno się podsumowywać co jakiś czas swoje życie, niezależnie od wieku i zadawać sobie pytanie, jakie ono dotychczas było. Poza tym bardzo mi na tym zależy, żeby w moich filmach opowiadać coś istotnego. To, co istotne powinno iść w parze z rozrywką. Filmy tego rodzaju interesują mnie najbardziej.

Czy czas spędzony w domu starców podczas służby zastępczej bardzo utkwił Panu w pamięci?

Absolutnie! Szczególnie wpłynęło na mnie spostrzeżenie, że starzy ludzie są tam maltretowani. To się zaczyna już od tego, że pielęgniarze wchodzą do pokoi bez pukania, tylko dlatego, bo ktoś sobie kiedyś wymyślił, że mieszkańcy domu starców muszą brać prysznic o godzinie 6:30. Wiele razy widziałem śmierć, przyglądałem się, jak ciepło odchodzi z ciała i stąd wiem, jak szczególny to moment.

Czy fakt, że był Pan współscenarzystą filmu miał dla Pana jakieś specjalne znaczenie?

Pojęcia „film autorski” nadużywa się ostatnio coraz częściej. Ja sam nie mam nic przeciwko temu wyrażeniu. Wydaje mi się, że jeśli jest się jednocześnie scenarzystą i reżyserem filmu, można się bardziej wczuć w całość. A to się liczy najwięcej. Ruth Toma udoskonaliła scenariusz według moich wskazówek. Moim zdaniem, znalezienie profesjonalnego autora jest bardzo ważne. To wielkie szczęście, że Ruth i ja się spotkaliśmy. To ona w istocie jest odpowiedzialna za suspens w filmie.

Za „Teraz albo nigdy” stoją producenci „Pukając do nieba bram”. Wydźwięk obu filmów jest podobny. Czy to tylko przypadek?

Musze się przyznać, że pisząc scenariusz nie widziałem jeszcze „Pukając do nieba bram”. Tak samo było w okresie przygotowawczym. Później spotkałem się z Tilem, w pewnym sensie odnaleźliśmy się nawzajem. Dopiero wtedy obejrzałem sobie ten film i odkryłem zadziwiające podobieństwa. Wydaje mi się, że wszelkie podobieństwa są przypadkowe. Oba te filmy łączy zabawne obchodzenie się z tematem śmierci.

Jak się układała współpraca z producentem Tilem Schweigerem?

Bardzo pozytywnie. Młody reżyser ma wielkie szczęście, jeśli producent jest w pełni przekonany do jego projektu, tak jak był Til. W przeciwieństwie do wielu innych producentów, którzy mają tylko budżet przed oczyma, Til nie tylko dał mi pełną swobodę działania, ale dzięki niemu pozyskaliśmy Senator Film jako partnera, przez co mieliśmy dużo więcej środków do dyspozycji, niż pierwotnie zakładaliśmy. Til wniósł w ten projekt dużo energii, twórczego klimatu. Jego zapał był niesamowicie zaraźliwy i mnie uskrzydlał.

Wracając do trzech pań. Cała trójka już dawno przekroczyła siedemdziesiątkę. Nie obawiał się Pan, że wyczerpujące zdjęcia mogłyby przekroczyć ich możliwości?

W momencie rozpoczęcia zdjęć, przestał mnie interesować wiek moich aktorów. Byłem dla nich tak samo wymagający jak dla dwudziestoletnich aktorek. Nie było innej możliwości, bo mieliśmy bardzo długie dni zdjęciowe. Strach mnie dopiero obleciał, gdy się wydarzył wypadek z Elisabeth. Zdjęcia prawie zostały przerwane. Ale my wiedzieliśmy, że Elisabeth wyzdrowieje, jak tylko wróci na plan. Dla starych ludzi leżenie ze złamaną miednicą wcale nie poprawia ich stanu zdrowia.

W wielu rolach epizodycznych pojawiają się znani niemieccy aktorzy - Corinna Harfouch, Martin Semmelrogge, Thierry van Werveke, Til Schweiger... Skąd pomysł na taką obsadę?

Jeżeli chodzi o Corinnę i Thierriego, był to pomysł Tila, co bardzo mi się spodobało i od razu się zgodziłem. Ja z kolei zaproponowałem Martina Semmelrogge. To, że postacie drugo- i trzecioplanowe są obsadzone tak znanymi nazwiskami, a pierwszoplanowe trzema raczej nieznanymi aktorkami, było zamierzone. Wolę udać się w odkrywczą podróż niż widzieć cały czas te same twarze na ekranie.

Zdaję się, że stosunkowo wcześnie wiedział Pan, że zostanie filmowcem...

Miałem dziewiętnaście lat i wiedziałem, że reżyseria byłaby dla mnie wspaniałą perspektywą. Już wcześniej pracowałem w teatrze będąc wolnym słuchaczem reżyserii. Poza tym bardzo dużo fotografowałem. W ten sposób zrodziło się marzenie robienia filmów. W tym czasie medium, czyli kamera filmowa, stało się osiągalne i dlatego miałem od razu możliwość poćwiczenia. Mój pierwszy film, jaki zrobiłem, trwał od razu godzinę.

Są filmowcy, którzy mówią, że gdy mają jakieś przesłanie, to korzystają z poczty. Czy w przeciwieństwie do nich, ma Pan coś do przekazania swojej widowni?

Naturalnie, moim zdaniem, w każdym filmie jest jakieś przesłanie, ponieważ każdy człowiek czuje potrzebę udzielenia się i bycia zrozumianym. Jednym słowem: należy się nie bać robienia rzeczy, których zawsze chciało się dokonać. Bohaterki „Teraz albo nigdy” mają odwagę zrobić coś, o czym zawsze marzyły. Oczywiście jest to film surrealny i prawdopodobieństwo, że coś takiego się wydarzy jest znikome. Ale nie chodziło mi o zrobienie filmu realistycznego, lecz o zachowanie wiarygodności kosmosu albo surrealnego świata, który zostaje przedstawiony. Przesłanie jest jedno: odwagi!

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Teraz albo nigdy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy