Reklama

"Rycerze z Szanghaju": PRZYGOTOWANIA

Po przygodach w Nevadzie Chon Wang wiedzie stateczne życie jako szeryf Carson City. Pewnego dnia otrzymuje od swojej siostry wiadomość o śmierci ich ojca. Poprzysięga zemstę. Wang odnajduje Roya w hotelu Ritz i odkrywa, że jego były partner, żyjąc ponad stan, roztrwonił wszystkie pieniądze, które zdobyli na Dzikim Zachodzie. Od czasu rozstania z Wangiem, Roy zajmuje się tworzeniem legend na swój temat. Jest autorem serii książek wychwalających mocno przesadzone wyczyny Roya O’Bannona i jego pomocnika Shanghai Kida. Mimo, że pieniądze się rozeszły, przyjaźń pozostała nietknięta i Roy dołącza do Wanga w jego śmiałej wyprawie do Londynu, której stawką jest honor i zemsta.

Reklama

"Cieszyłem się, że robimy sequel Kowboja z Szanghaju. Znaliśmy już bowiem bohaterów, mogliśmy się więc skupić na ich wzajemnych stosunkach i wprowadzić do nich więcej humoru niż w pierwszej części”, mówi reżyser David Dobkin. "Komizm bierze się przede wszystkim z konfliktu, jaki rodzą różnice kulturowe i mentalnościowe pomiędzy Wangiem i Royem. Wzmocniliśmy ten konflikt wprowadzając siostrę Wanga. Cała trójka próbuje rozwiązać zagadkę rodzinną i szuka przebaczenia. Tak więc u podstaw naszego filmu tkwi silny element klasycznej narracji”.

"Tylko Jackie Chan specjalizuje się w fizycznej komedii akcji”, mówi Dobkin. "On jest Charlie Chaplinem i Busterem Keatonem naszych czasów. Jego komediowe wygłupy to jednocześnie powrót do tradycji komedii Abbotta i Costello. W naszym filmie mrugamy więc porozumiewawczo do widza, bo jednocześnie nawiązując do tamtego kina, żartujemy sobie z niego. Z kolei Owen jest niezwykle utalentowanym komikiem i scenarzystą. To prawdziwy mistrz lingwistycznej żonglerki”.

"Jackie jest wyjątkiem w dzisiejszym kinie akcji”, mówi producent Roger Birnbaum. "Do wszystkich swoich filmów akcji włącza elementy komediowe, i to go wyróżnia. Zderzyliśmy to z wyrafinowanym poczuciem humoru Owena. I uzyskaliśmy znakomity duet. Publiczność ich kocha – razem, wprowadzają ducha podobnego do tego z filmów Hope’a i Crosby’ego".

"Uważam, że ten rodzaj iskrzenia między Jackiem a Owenem miał fundamentalne znaczenie dla sukcesu Kowboja z Szanghaju, mówi producent Gary Barber. I dodaje, że to "iskrzenie” wyczuwa się także w ich stosunkach poza planem. "Wydaje się, że się naprawdę nawzajem szanują. A ich style komizmu są tak różne, że znakomicie się dopełniają”.

"Znakomicie się dogadujemy. Rozśmieszamy się nawzajem”, mówi o swoim ekranowym partnerze Jackie Chan. "Owen jest bardzo nieśmiały i na początku, przy kręceniu pierwszego filmu, chował się w swojej garderobie albo czytał książkę na planie. Ale pod koniec zdjęć poszliśmy razem na obiad i szybko się zaprzyjaźniliśmy”.

W "Kowboju z Szanghaju” bohater Chana czuł się obco na Dzikim Zachodzie, z kolei w "Rycerzach z Szanghaju” obaj, Wang i O’Bannon, są obcymi przybyszami w obcym kraju.

Producent Jonathan Glickman mówi: "Pierwszy film wypadł na przedpremierowych pokazach tak dobrze, że zaczęliśmy myśleć o sequelu zanim jeszcze Kowboj z Szanghaju trafił na ekrany. Jackie i Owen stworzyli tak znakomity duet, że publiczność z miejsca ich kupowała”.

"Kung-fu nie było znane w wiktoriańskiej Anglii. Pomyśleliśmy więc, że możemy uzyskać świetny efekt komediowy, jeżeli zaskoczymy nic nie podejrzewających Anglików”, mówi scenarzysta Alfred Gough. "Chcieliśmy także nadać historii współczesny klimat poprzez wykorzystanie charakterystycznych historycznych elementów architektury i dodanie znanych teraz postaci, które stanowią część współczesnej kultury. To taki żart z legendarnego okresu, który zainspirował powstanie tak wielu filmów”.

"Pomysł zderzenia gburowatego świata kowbojów z wytwornym Londynem był genialny”, mówi Glickman.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Rycerze z Szanghaju
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy