Reklama

"Przekręt": REALIZACJA

Zdjęcia do filmu rozpoczęły się w październiku 1999 roku w okolicach Londynu. Reżyser Guy Ritchie podkreśla, że "Przekręt" nie jest kontynuacją jego wcześniejszych "Porachunków", które opowiadały o grupie przyjaciół uwikłanych w przestępcze machinacje. Producent Matthew Vaughn mówi: "Przekręt" to coś więcej niż kolejna komedia kryminalna. To opowieść o nieudanym skoku, sprzedanych walkach bokserskich, szefie nowojorskiej mafii i świeżo upieczonym irlandzko-cygańskim bokserze, który staje na ringu tylko po to, by zdobyć pieniądze na nową przyczepę campingową dla swojej matki. Jeśli dodamy do tego humorzastego psa, to mamy idealny materiał na film pełen zaskakujących zwrotów akcji”.

Reklama


Guy Ritchie dodaje: „Scenariusz zapowiadał krwawy thriller, skończyło się jednak na utrzymanej w zawrotnym tempie komedii gangsterskiej. Uwielbiam bawić się dialogiem - stąd w "Przekręcie" elementy, które chciałem umieścić już w "Porachunkach", tyle że wtedy zabrakło dla nich miejsca”.


Zdaniem Matthew Vaughna kluczem do sukcesu "Przekrętu" były trafne decyzje obsadowe. Jak mówi: „Guy zaczął pisać scenariusz "Przekrętu" zanim "Porachunki" weszły na ekrany kin. Nadal więc żył konwencją filmu, którego bohaterami byli prawdziwi twardziele. Minęło wiele czasu, zanim znaleźliśmy właściwych aktorów, musieliśmy bowiem przesłuchać setki kandydatów. Guyowi zależało, by odtwórcy głównych ról wnieśli na ekran maksimum autentyzmu bez uciekania się do technik teatralnych”.


Twórcom bardziej zależało na pozyskaniu nowych twarzy, niż obsadzeniu uznanych aktorów. Obawiali się bowiem, że ci kojarzyć się będą widzom wyłącznie z rolami, które grali wcześniej. Odwiedzili niezliczone miejsca - w tym siłownie na East Endzie - szukali bowiem przedstawicieli najróżniejszych ras i narodowości, w tym irlandzkich Cyganów, nowojorczyków, londyńczyków mówiących cockneyem, Żydów, Murzynów, Chińczyków, Rosjan i Szkotów.


„Pewnego dnia na planie zjawił się postawny facet, który miał nadzieję, że zatrudnimy go jako ochroniarza. "Nie ma mowy" - powiedział Guy Ritchie i powierzył mu rolę aktorską. Facet nie posiadał się ze szczęścia.” - mówi Matthew Vaughn.


Guy Ritchie dodaje: „Nasi aktorzy stworzyli zgrany zespół. Każdy z nich ma wyrazistą osobowość - i to zarówno na ekranie, jak i poza nim - każdy więc wniósł wiele od siebie. Musieli być twardzi, a zarazem przekonywający. Trudno chyba wyobrazić sobie aktorów szekspirowskich w rolach brutalnych członków gangu posługujących się slangiem”.


W jednej z głównych ról oglądamy hollywoodzkiego gwiazdora Brada Pitta, który zadzwonił do Guya Ritchie natychmiast po amerykańskiej premierze "Porachunków". Matthew Vaughn mówi: ”Od razu doszli do porozumienia. Brad po prostu poprosił Guya, by dał mu rolę w swoim następnym filmie. Długo nie mogliśmy wyjść z szoku, pomyśleliśmy bowiem: "Boże, przecież nic dla niego nie mamy". Potem Guy wpadł na pomysł, by powierzyć mu rolę irlandzkiego Cygana. Normalnie Brad dostaje za rolę 20 milionów dolarów, tym razem jednak poszedł na ustępstwa - zgodził się na niższą gażę i garderobę nie większą od innych”.


Przed rozpoczęciem zdjęć Brad Pitt spędził trochę czasu w obozie Cyganów, chciał bowiem poznać ich styl życia. Towarzyszył mu odtwórca roli Turkisha - Jason Statham, który mówi: „Cyganie, których odwiedziliśmy, żyli zgodnie z tradycją. Wstyd przyznać, ale baliśmy się, że po powrocie zastaniemy nasz samochód stojący na cegłach. Na szczęście tak się nie stało. Wszyscy mamy pewne wyobrażenia na temat Cyganów, które nie zawsze się potwierdzają”.


Matthew Vaughn nie kryje, że początkowo nie był przekonany, czy Brad Pitt przysłuży się filmowi. Jak mówi: „Kluczem do sukcesu "Porachunków" był zgrany zespół aktorski. Bałem się, że Brad Pitt będzie odstawać od reszty. Moje obawy nie potwierdziły się. Brad w lot pojął, o co nam chodzi”. Guy Ritchie dodaje: „Brad okazał się na planie prawdziwym gentlemanem - doszło nawet do tego, że robił nam wszystkim herbatę”.

Wiele uwagi poświęcono obsadzie ról Amerykanów. „Benicio Del Toro ("Podejrzani", "Las Vegas parano") doskonale się sprawdził w rolach ciekawych i silnych bohaterów, byliśmy więc pewni, że świetnie da sobie radę. Za wszelką cenę chcieliśmy uniknąć stereotypów, które każą widzieć w podobnej roli kogoś w typie Joe'ego Pesci.” - mówi Matthew Vaughn.


Rolę Aviego, mafijnego bossa z Nowego Jorku, który przybywa do Londynu, by odzyskać bezcenny diament, gra Dennis Farina ("Szeregowiec Ryan", "Co z oczu, to z serca", "Dorwać małego", seriale TV "Crime Story" i "Policjanci z Miami"). Aktor mówi: „Mój bohater nienawidzi Anglików, co nie przysporzyło mi popularności na planie... Szybko jednak zżyłem się z ekipą. Nie bez znaczenia pozostawał fakt, że w naszym filmie nie ma głównego bohatera. Liczy się w nim przede wszystkim fabuła, wobec której na drugi plan schodzą wszyscy aktorzy, nie wyłączając Brada Pitta”.


Benicio Del Toro mówi: „Dobry reżyser potrafi wykrzesać dobre aktorstwo nawet z kogoś, kto nigdy wcześniej nie grał. Pomoże mu nie tyle stworzyć kreację aktorską, ile być sobą. Sądzę, że o obliczu naszego filmu decydują wszyscy bohaterowie, a sam film decyduje o obliczu wszystkich jego bohaterów”.


W roli "legendarnego twardziela" - Tony'ego, oglądamy jednego z bohaterów "Porachunków" - Vinnie'ego Jonesa ("60 sekund"). Matthew Vaughn mówi: „Chcieliśmy ponownie z nim pracować - skoro udało nam się raz, czemu ponownie nie spróbować? Vinnie ma wspaniałą twarz, gra jak z nut i jest niezwykle twórczy”.


Vinnie Jones traktuje aktorstwo z należytą powagą. Narzuca sobie przy tym reżim godny sportowca z ekstraklasy - najpierw trening, potem rozgrzewka, wreszcie mecz finałowy zakończony pełnym zwycięstwem. Na tym jednak podobieństwa się kończą. Jak mówi: „Na planie filmowym jesteś zdany wyłącznie na własne siły, podczas gdy na boisku stoi za tobą cała drużyna. Muszę dawać z siebie wszystko, bo nie potrafię nic innego jak tylko grać. Szczytem moich marzeń jest zostać następnym Jamesem Bondem - pomyślcie tylko, wszystkie te strzelaniny i popisy kaskaderskie”.


Rolę Darrena gra inny bohater "Porachunków" - Jason Flemyng. Aktor mówi: „W "Przekręcie" jest więcej humoru i więcej akcji. Widzowie ubawią się po pachy, bo Guy kazał nam wygłaszać dialogi jakbyśmy zamawiali szklankę mleka w barze”.


Odpowiedzialna za sprawy obsadowe Lucinda Syson przyznaje, że Jason Flemyng przyjął rolę mniejszą od tych, w których zwykł występować, bo chciał ponownie pracować z Guyem Ritchie: „Chciał znów spotkać się z przyjaciółmi, bo - jak sam twierdzi - na planie "Porachunków" świetnie się bawił. Nic na tym nie stracił, bo w miarę jak postępowały prace nad filmem, jego rola rozrastała się. Wokół bohatera granego przez Brada Pitta gromadziła się grupa wiernych fanów, a Jason był jej podporą.” - mówi Syson.


Jason Flemyng dodaje: „Po tym filmie zostanę najsłynniejszym statystą świata, bo dane mi było zagrać pomocnika Brada Pitta! Poza tym, nikt mnie nie rozpozna, bo noszę długą rudą perukę, kilkudniowy zarost i wyglądam jakbym miał ciężkiego kaca”.


Rolę Tommy'ego gra Stephen Graham. Aktor nie znajduje słów uznania dla Guya Ritchie. Jak mówi: „Guy doskonale wie, czego chce i ma bardzo sprecyzowaną wizję. Gdy tylko kamery idą w ruch, pozwala jednak, by scena żyła własnym życiem. Nikomu niczego nie narzuca”.

Odtwórca roli Turkisha Jason Statham przywołuje w pamięci scenę, której rozwój zaskoczył wszystkich: „Kręciliśmy ujęcie, w którym wyprowadzamy Brada z ringu, aż tu nagle statyści wpadli w amok i wybuchła dzika awantura. Nie było o tym mowy w scenariuszu, mieliśmy więc niezły ubaw, bo w ruch poszły krzesła i inne sprzęty. Życie lubi zaskakiwać... i chwała mu za to!”.


Rola Tommy'ego okazała się najtrudniejsza do obsadzenia. Matthew Vaughn mówi: „Naszego Tommy'ego znaleźliśmy dopiero na tydzień przed rozpoczęciem zdjęć, zależało nam bowiem, by tworzył zgraną parę z Turkishem, którego wspiera. Wspólnie organizują - bardzo nieudolnie - nielegalne walki bokserskie, desperacko próbując dotrzymać kroku bardziej bezwzględnym profesjonalnym graczom”.


Zdaniem Jasona Stathama Turkish i Tommy są niczym Flip i Flap przestępczego półświatka. Jak mówi: „Każdy z bohaterów filmu kombinuje na mniejszą lub większą skalę. Plany spalają na panewce i z każdą chwilą robi się coraz goręcej. "Przekręt" opiera się na grze zespołowej, nie ma w nim podziału na role główne i drugoplanowe. Wyjątkiem był pies, który okazał się prawdziwą gwiazdą. Nie sposób było go okiełznać. Rzucał się na wszystkich i wszystko, zwłaszcza na skórę, która była podstawą naszej garderoby”.


Obsadę zamyka dwóch właścicieli lombardu, Vinny (Robbie Gee) i Sol (Lennie James). Znalezienie odtwórców tych ról zajęło sporo czasu. Lucinda Syson mówi: „Szukaliśmy utalentowanych aktorów komediowych, bo Vinny i Sol bez przerwy intrygują i zatruwają życie swemu kierowcy, Tyrone'owi. Źródłem humoru są dialogi - Sol wyznaje bowiem racjonalne metody działania, a Vinny jest porywczy i nadgorliwy. Razem wychodzą obronną ręką z najgorszych tarapatów nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji”.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Przekręt
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy