"Po-lin. Okruchy pamięci": WYWIAD Z REŻYSERKĄ

Co sprawiło, że postanowiła Pani zająć się tym tematem?

Reklama

Znalezienie filmów amatorskich kręconych w latach trzydziestych XX w.

w polsko-żydowskich miasteczkach. Dzięki tym materiałom dostrzegłam szansę, by stworzyć choć nikły obraz żydowskiego życia. Chciałam sprawić, by komuś zrobiło się żal, że tego świata, tych ludzi, tak pełnych życia i planów na przyszłość, nie tylko nie ma w dzisiejszej rzeczywistości, ale prawdopodobnie nie ma ich też w naszej pamięci. Wreszcie, by ktoś z widzów zatęsknił za tym światem? W końcu Polska i Po-lin współistniały w miarę harmonijnie przez długich siedemset lat.

Dokument prawie w całości opiera się na tych amatorskich filmach. Jak udało się Pani do nich dotrzeć?

Podczas trwającej półtora roku dokumentacji do innego mojego filmu dokumentalnego "Children of the Night", odwiedziłam wiele archiwów filmowych na całym świecie, koncentrując się na temacie: świat żydowski w Europie przed i w czasie Holocaustu. Najczęściej znajdowałam materiały kręcone w momentach eksterminacji: podczas wysiedleń, akcji specjalnych, w gettach lub sceny wyzwalania obozów koncentracyjnych utrwalone przez operatorów armii amerykańskiej, angielskiej i radzieckiej.

Pomiędzy tymi, dość znanymi, materiałami pokazującymi poniżonych, zniszczonych, skrajnie zrozpaczonych ludzi ze wzruszeniem odkryłam zupełnie inny rodzaj materiałów: krótkie, amatorskie, pełne radości życia filmy z lat 1929-1939 przedstawiające żydowskie społeczności przedwojennych polskich miasteczek w prostych sytuacjach dnia codziennego.

Charakteryzuje je duża intymność; kamera w rękach kogoś bliskiego stawała się bowiem czymś również bliskim. Nagrania te przetrwały właśnie dlatego, że były kręcone przez członka lub przyjaciela rodziny z USA, podczas jego wizyty w rodzinnym miasteczku i wraz z nim wracały za ocean. W chwili obecnej znajdują się w amerykańskich i izraelskich archiwach.

Ci ludzie utrwalili odjętą wskutek Holocaustu część Polski: nieistniejące już synagogi i jeszyboty, zdewastowane cmentarze, żydowskie domy starców i sierot, tętniące życiem targowiska, a - przede wszystkim - ludzi. W filmach tych dostrzegłam silną, jeszcze uśpioną energię, zapragnęłam zbliżyć się do tych twarzy, a tym samym myśli i uczuć przedstawionych na nich ludzi.

Ile trwał proces powstawania filmu?

Wiele lat. Chyba około dziesięciu? W międzyczasie realizowałam filmy fabularne jako operator, równolegle prowadząc poszukiwania żyjących jeszcze świadków tamtej epoki, docierając z nimi do ich własnych ukrytych gdzieś w głębi pamięci wspomnień, przedzierając się przez Księgi Pamięci, na podstawie których napisałam komentarz, analizując klatka po klatce znalezione filmy celem rozpoznania uwiecznionych na nich ludzi i miejsc etc. Ostatnie 2 lata to okres syntezy i budowania dramaturgii.

Ile miejsc musiała Pani odwiedzić w trakcie realizacji filmu?

Ostatecznie w filmie są fragmenty 19 home movies z 19 miasteczek. Przyjęłam zasadę, że każde miasteczko będzie miało swoją scenę. Moim celem było, by suma tych scen złożyła się na pewną całość, która pozwoli widzom chociaż w maleńkim stopniu odczuć, czym był świat Żydów polskich. Postanowiłam nie jechać do tych miasteczek, które znajdują się dzisiaj poza granicami Polski.

W zamian byłam w miejscach, z których nie miałam co prawda filmów, ale w których pozostała szczególnie odczuwalna żydowska obecność - Sejny, Tykocin, Leżajsk, Kock, czy Lublin.

Ilu Polaków pamiętających tamte czasy jeszcze żyje?

Nie wiem ilu, wiem tylko, że w moich miasteczkach jest ich już niewielu. I wielu z moich rozmówców już niestety odeszło. Ale ciągle są jeszcze między nami. Chyba nie doceniamy skarbu ich pamięci.

Ci, którzy znaleźli się w filmie, bardzo ciepło wypowiadali się na temat swoich żydowskich przyjaciół. Czy były też inne reakcje?

Przede wszystkim nie jechałam na rozmowy z moimi sędziwymi rozmówcami po to, by kogoś z czegoś rozliczać, ani, by kogoś o coś oskarżać. Jechałam, by pokazać im film, licząc na to, że kogoś rozpoznają. Interesowała mnie bardzo ich pamięć osobista. Pytałam np. czy dawni żydowscy sąsiedzi im się śnią? Czy odczuwali, odczuwają ich brak etc.

Owszem, zdarzali się rozmówcy, którzy mówili np.: "Wszyscy Żydzi to byli brudasy". Gdy pytałam, kto konkretnie słynął z brudu, nie potrafili już powiedzieć.

Nie interesowało mnie, co moi rozmówcy myśleli o Żydach, czy ich lubili, czy nienawidzili. Mnie interesowało ile zapamiętali i kogo zapamiętali. Dlatego ustawiałam kamerę tak blisko ich twarzy - to w ich wnętrzu było to, co dla mnie najcenniejsze.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Po-lin. Okruchy pamięci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje