"Dziennik zakrapiany rumem": ADAPTUJĄC "DZIENNIK RUMOWY"

"Dziennik rumowy" Thompsona leżał zapomniany w piwnicy jego domu przez wiele lat i, gdyby nie zbieg okoliczności, związany z wizytą Johnny'ego Deppa, być może nigdy nie zostałby opublikowany. "Natknęliśmy się, razem z Hunterem, na "Dziennik rumowy" niemalże przypadkowo" - wspomina Johnny Depp. - "Byliśmy w jego domu w Woody Creek, na dole, w pokoju zwanym Pobojowiskiem, w którym była niezliczona ilość różnych szpargałów. Zaciekawiły mnie, więc zacząłem je przeglądać i znalazłem maszynopis, zatytułowany "Dziennik rumowy". Hunter powiedział "O rany, to moje, napisałem to w 1958", a ja na to: "Hej, może to przeczytamy i sprawdzimy o czym jest". Więc zabraliśmy dziennik ze sobą i zaczęliśmy czytać.

Reklama

W trakcie lektury Thompson zaczął się zastanawiąć, czy nie powinien go jednak opublikować, a ja powiedziałem mu: "Jasne, że tak, to jest świetne!".

W tym czasie styl Thompsona znacznie się zmienił i rozwinął w powrównaniu do początków jego twórczości, więc wydanie powieści z młodzieńczych lat było dla niego sporym wyzwaniem. Deborah Fuller, która przez dwadzieścia trzy lata była sekretarką Thompsona, wspomina: "Kiedy nadszedł czas opublikowania "Dziennika rumowego", Huntera musiał pilnować współpracownik z wydawnictwa Simon and Schuster. Thompson rozwinął się, uważał że jest zupełnie innym pisarzem, niż na początku i trochę się wstydził niektórych fragmentów swojego odnalezionego dziennika. Bardzo chciał je zmieniać. Wszyscy mówiliśmy mu, że to szaleństwo. Napisał "Dziennik rumowy", gdy miał zaledwie dwadzieścia lat - przerobienie powieści na specyficzny, thompsonowski styl gonzo mogłoby całkowicie ją zrujnować".

Zanim Thompson skończył przygotowywać powieść do tego, by mogła ujrzeć światło dzienne, w jego i Deppa głowie już dojrzewał pomysł na filmową adaptację książki. "Już po dwudziestu minutach naszej pierwszej rozmowy o powieści, zaczęliśmy omawiać kwestie praw do filmu oraz jak moglibyśmy go wspólnie wyprodukować" - mówi Depp.

Hompson zmarł w 2005 roku, zbyt szybko, by móc zobaczyć "Dziennik rumowy" przeniesiony na duży ekran. Producent, Graham King, dołożył starań, aby jego spuścizna została zachowana w filmie: "Ten film jest hołdem dla Huntera. Wspaniale było móc zekranizować jedną z jego powieści. Myślę też, że nikt nie mógłby zrobić tego lepiej niż Johnny Depp."

Depp, od wielu lat był fanem Bruce'a Robinsona i już wcześniej proponował mu wyreżyserowanie filmu na podstawie innej powieści Huntera S. Thompsona. "Poznałem Johnny'ego Deppa dwadzieścia lat temu, w związku z moim filmem "Withnail i ja" - wspomina Robinson. - "Spotkaliśmy się w Londynie. Zapytał mnie czy byłbym zainteresowany reżyserią filmu "Las Vegas Parano", ale w tym czasie nie byłem gotów, by ponownie stanąć za kamerą. Jednak rozważałem dosyć długo ten pomysł i uzależniałem decyzję od tego, czy będę mógł sam naisać scenariusz.

W międzyczasie scenariusz powstał - napisał go ktoś inny i ostatecznie do współpracy nie doszło".

Ale Depp był zdeterminowany by połączyć twórcze siły Thompsona i Robinsona. Jak sam to ujął: "Bruce zagnieździł się gdzieś z tyłu mojej głowy. Gdy powstał pomysł sfilmowania "Dziennika rumowego" od razu pomyślałem: "Co tam u Bruce'a Robinsona?". Thompson na propozycję zareagował entuzjastycznie: "I o to właśnie chodzi, stary" powiedział. Również Graham Green popierał ten wybór: "Withnail i ja" to jeden z moich ulubionych filmów" - mówi. - "Wiedziałem, że Bruce i Johnny to będzie magiczny zespół".

Niedługo później, Depp przesłał Robinsonowi egzemplarz "Dziennika rumowego" i zapytał czy nie napisałby na jego podstawie scenariusza. "To był na początku koszmar" - mówi Robinson. - "Nie wiedziałem jak przerobić powieść Thompsona na potrzeby filmu, bo ta hstoria ma dwóch równoległych bohaterów - Yeamona i Kempa. Dużo czasu zajęło mi zrozumienie koncepcji Huntera i doszedłem do wniosku, że to jest tak naprawdę jeden, rozdwojony bohater. Kiedy wreszcie znalazłem klucz do zrozumienia tych postaci, gdy zrozumiałem, że Yeamon i Kemp to jedna osoba, odkryłem, jak napisać ten scenariusz i podjąłem się tego zadania".

Depp mówi o koncepcji Robinsona z podziwem: "Wpadł na pomysł, na który żaden z nas nie wpadł wcześniej. Niesamowite jest też to, że gdy mi go przedstawił, przypomniałem sobie coś, co powiedział mi Hunter jakiś rok wcześniej: "Powinienem był zrobić z tych dwóch gości jednego, powinienem zrobić z nich siebie, a zrobiłem z nich dwa razy siebie." To właśnie zrobił za niego Bruce. Miał niezwykły instynkt".

"Mój pomysł polegał na tym, żeby wchłonąć jak najwięcej z książki i spróbować sensownie przepisać to do scenariusza" - mówi Robinson. - "W całej księżce, Thompson zamieścił tylko trzy wątki. Nie próbowałem go kopiować. To było niemożliwe, bo on jest naprawdę niepowtarzalny, ale mam nadzieję, że udało mi się zachować jego styl." Depp jest przekonany, że scenariusz napisany przez Robinsona jest dokładnie tym, czego chciałby Thompson. "Bruce bez wątpienia wykroczył poza ramy wyznaczone przez książkę, ale jestem pewien, że właśnie tego chciałby Hunter."

Oprócz połączenia Kempa i Yeamona w jedną postać, film odbiega od fabuły książki sposobem, w jaki przedstawiono w nim Portoryko. "Zasadniczą zmianą w scenariuszu filmu jest to, że jest on manifestacją poparcia dla przegranej części Portoryko" - mówi Robinson. - "Wyraża krytykę wobec ludzi, którzy przyjechali tu, żeby się wzbogacić. Postawa Sandersona, bohatera filmu, jest prawie taka sama, jak dawnych imperialistów brytyjskich, którzy splądrowali ten kraj ze wszystkiego, co tylko się dało, a potem go opuścili".

Napisanie scenariusza zajĘło Robinsonowi prawie sześć miesięcy. "Kiedy dostałem potwierdzenie, że mój scenariusz został zaakceptowany, byłem wniebowzięty" - wspomina Robinson. - "Ale gdy zaproponowano mi wyreżyserowanie filmu na jego podstawie, nie byłem zachwycony - nie chciałem tego robić. Po nakręceniu mojego ostatniego filmu, byłem zdecydowany nie reżyserować nigdy więcej. Nie lubię być w centrum zainteresowania opinii publicznej. O wiele bardziej odpowiada mi zamknięcie się w pokoju z maszyną do pisania i robienie tego, co naprawdę lubie, czyli pisanie. Dlatego właśnie odmowa przyszła mi łatwo, ale jako, że podobał mi się mój własny scenariusz oraz ze względu na ogromną sympatię, jaką mam do Johnny'ego, postanowiłem dać temu projektowi szansę".

Nikt nie był bardziej szczęśliwy z pozytywnej decyzji Robinsona, niż producent Graham King. "On ma niezwykle konkretny, choć z pozoru luźny, stosunek do pracy za kamerą" - mówi King. - "Operator mówi do niego: "Może powinieneś spróbować jeszcze tego", a Bruce na to "Nie, mam już wszystko, czego chciałem. Mam cały film w swojej głowie, więc wiem, że na koniec, przy montażu, nie będę potrzebował tej sceny, więc po co mamy ją kręcić?" To muzyka dla uszu producenta! Doskonale prowadził zespół. To wrażliwy facet, który zawsze mówi spokojnym głosem. Wszyscy na planie go uwielbiali i szanowali".

Robinson stał się fanem Huntera S. Thompsona już w latach siedemdziesiątych, gdy po raz pierwszy zetknął się z jego twórczością. "Mój ówczesny współlokator rzucił we mnie książką Thompsona i powiedział, że muszę ją przeczytać. To było "Fear And Loathing" - wspomina Robinsona. - "Nie chcę się do niego porównywać, ale wtedy, po przeczytaniu książki, pomyślałem "Jezu Chryste, ten facet jest dokładnie takim pisarzem, jakim ja sam chciałbym być." Uwielbiałem go, bo mówił do ludzi z mojego pokolenia. Jako dziennikarzowi, udało mu się uniknąć uzależnienia od jałowych reportaży politycznych, które były bliższe aluzjom i insynuacjom, niż prawdzie".

"Hunter w tej tematyce ryczy i szaleje" - kontynuuje Robinson. - "Czytając go, miałem zawsze wrażenie, że mówi do mnie Orwell. Przedstawiał te same prawdy, które znałem z Orwella. Wgryzał się w tętnice. Piszę dużo politycznych artykułów, to jest obszar, który mnie naprawdę fascynuje, a Thompson był w tej dziedzinie prawdziwym mistrzem. I za to najbardziej go kocham".

"Najbardziej charakterystyczną cechą twórczości Thompsona jest jego uczciwość" - mówi Depp. - "Kiedy czytasz o tych wszystkich niesamowitych przeżyciach, które opisuje, myślisz sobie, że to ściema, fikcja literacka. Ale jeśli ktoś - jak ja - miałby okazję mieszkać u niego i spędzać z nim dużo czasu, to nie miałby wątpliwości, że to wszystko jest prawdą".

Dla Deppa i Robinsona bardzo ważnym było, by film pokazywał pochodzenie Thompsona. "Ta książka powstała zanim Hunter stał się prawdziwym Hunterem, albo może raczej zanim Hunter Thompson stał się Doktorem Hunterem S. Thompsonem" - mówi Depp. - "Dzięki niej zaczynasz dostrzegać, czuć i rozumieć, co doprowadziło go do stworzenia postaci Raoula Duke'a z "Fear And Loathing in Las Vegas".

"Jest w filmie taka scena, w której Paul Kemp mówi: "Straciłem swój głos. Nie wiem jak pisać, żeby pisać jak ja" - opowiada Robinson. - "Mimo, że główny bohater jest pisarzem, na ekranie widzimy jak stuka w klawisze maszyny do pisanie dopiero w ostatnich piętnastu minutach filmu. Właśnie wtedy odzyskuje swój głos. Odzyskuje swoją niepowtarzalną wściekłość".

Graham King uważa, że humor i przygoda to największe walory tego filmu: "Wiele osób, słysząc o tym projekcie, mówiło mi "O, to pewnie będzie bardzo mroczna historia" - zapewne mieli w pamięci "Las Vegas Parano". Ale to nie jest podobny film. Jest bardzo w stylu Huntera, ale przede wszystkim to kawałek doskonałej rozrywki".

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Dziennik zakrapiany rumem

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje