Reklama

"Czarownica" [recenzja]: Sympatia dla Diaboliny

"Czarownica" Roberta Stromberga, będąca kolejną wyprodukowaną przez Disneya adaptacją baśni o śpiącej królewnie, swoimi założeniami wpisuje się w modny ostatnio popkulturowy rewizjonizm. Film stanowi próbę przepisania klasycznej opowieści z perspektywy antagonistki bohaterki, a co za tym idzie: pokazania, że czarne nie jest do końca czarne, a białe - białe.

Czarownica, czyli Diabolina wygląda tu tak jak w adaptacji z 1959 roku. Jest smukła i blada, ma nienaturalnie wystające kości policzkowe i nosi na głowie czarne rogi, co każe myśleć o niej jako reprezentantce sił piekielnych lub obywatelce zaświatów. Gra ją Angelina Jolie, ale nie dodaje to jej zbyt wiele ludzkiego charakteru. Drapieżna twarz aktorki zostaje pokryta kampowym makijażem i zmodyfikowana za pomocą komputerów. Diabolina przypomina marmurowy posąg - potężny, zimny i dumny, kryjący w swoich groteskowych rysach dawną urazę.

Reklama

Historia Diaboliny jest historią oszustwa i zemsty. Jej kochanek Stefan (Sharlto Copley) zdradza i okalecza ją, chcąc otrzymać w zamian regulaminową we wszystkich baśniach nagrodę: rękę księżniczki i królestwo. Upokorzona i pozbawiona mocy bohaterka ukrywa się w ciemnym lesie, mając tam za towarzystwo - jakby to z węgierskim akcentem powiedział Drakula z filmu Toda Browninga - inne dzieci nocy. Na światło dzienne postanawia wyjść dopiero wtedy, gdy dowiaduje się, że nowy król doczekał się pierworodnej córki. Aurora (Elle Fanning) jest słabym punktem władcy, w który postanawia uderzyć Diabolina. "W szesnaste urodziny dziewczynka skaleczy się wrzecionem i zapadnie w wieczny sen", brzmią słowa rzuconej przez czarownicę klątwy.

To dość ryzykowny pomysł: opowiedzieć historię tak, aby kibicować postaci, która chce skrzywdzić niewinne dziecko, sprawić, aby widzowie równocześnie czuli słodycz i gorycz zemsty. To ryzykowny pomysł, ale wykonalny - grunt pod niego przygotowały seriale pokroju "Dextera" czy "Breaking Bad", w których bohaterami są ludzie źli i psychopatyczni, lub "Gra o tron", w której fantasy zostaje pozbawione manichejskiego naddatku i zmienione w cyniczny spektakl okrucieństwa. Scenarzystka Linda Woolverton - a za nią i Stromberg - szybko wycofują się jednak na bezpieczniejszą pozycję i historię zemsty zmieniają w przypowieść o przebaczeniu. "Czarownicę" wyprodukował przecież Disney i jest ona utrzymana w typowym dla wytwórni tonie.

Diabolina śledzi dorastającą Aurorę tak intensywnie, że w końcu zżywa się z nią i zaczyna kochać ją jak własne dziecko. Cały drugi akt filmu to opowieść o ich rodzicielsko-przyjacielskiej relacji, o wspólnym bieganiu po lesie, obrzucaniu się błockiem z zamieszkującymi bagno stworami i lewitowaniu pośród mrugających gwiazd. Jest sielsko, anielsko, pluszowo i słitaśnie. Jest całkiem przyjemnie, bo wygenerowana przez speców od efektów komputerowych Nibylandia ma swój urok, ale też nudno, bo brak nieco mocniej zarysowanego konfliktu. Nad Aurorą wisi rzucona przez Diabolinę klątwa, jednak ta wydaje się łatwa do zdjęcia. Chociaż czarownicę próbuje zgładzić paranoik Stefan, to podczas ich starcia zmarginalizowana zostaje kluczowa kwestia: co czuje biedna Aurora, kiedy jej ojciec i przybrana matka stają do walki na śmierć i życie?

To wszystko ma formę standardowego wysokobudżetowego widowiska. Są tu dynamiczne jazdy kamery, slow motion, 3D i narracja z offu, która zbyt często popycha akcję do przodu i podsuwa widzom gotowe konkluzje. Koniec filmu jest szczęśliwy, ale głównie dlatego, że nadchodzi szybko.

4/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Czarownica", reż. Robert Stromberg, USA 2014, dystrybucja: Disney, premiera kinowa: 30 maja 2014.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: czarownice
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama