Wojciech Błach: Największym przekleństwem są rajtuzy

Wojciech Błach w swoim nowym spektaklu, komedii "Nikt nie jest doskonały", przebiera się za kobietę. Aktor szybko opanował chodzenia na obcasach, ale już noszenie rajstop to dla niego gehenna...

Wojciech Błach w sztuce "Nikt nie jest doskonały"

O czym jest spektakl "Nikt nie jest doskonały"?

Reklama

Wojciech Błach: - To opowieść o pozornie nudnym statystyku, który po godzinach pisze powieści romantyczne. Dopiero tworząc pod kobiecym pseudonimem zostaje nagrodzony w konkursie literackim. Postanawia nie zdradzać swojej tożsamości i przebiera się za kobietę.

Opanowałeś już chodzenia na obcasach?

- Ponieważ jestem wysoki, dostałem do noszenia buty na małym obcasiku - i całe szczęście, bo dzięki temu po kilku próbach udało mi się wypracować technikę chodzenia. Przeraża mnie myśl, że miałbym paradować w 12-centymetrowych szpilkach. Ale największym przekleństwem są rajtuzy. Czuję się w nich, jak parówka w folii! Rozumiem, że kobiety nawet o tym nie myślą w tych kategoriach, po prostu traktują tę "folię" jak drugą skórę.

Opowiedz o innych aspektach swojej metamorfozy.

- Sięgnąłem do moich doświadczeń z początku kariery aktorskiej. Około 2000 roku w Teatrze Nowym w Łodzi grałem w poważnej sztuce psychologicznej pt. "Beztlenowce". Przypadła mi w niej rola geja. Tworząc mojego bohatera, zacząłem szukać aspektów kobiecych w sobie i otoczeniu, zastanawiałem się, jak myśli i czuje kobieta, jak się porusza. Teraz było mi łatwiej. Skupiłem się przede wszystkim na zewnętrznych atrybutach kobiecości. Nie chodziło bynajmniej, aby stać się idealną kobietą. Mój bohater na początku, jako niewiasta, ma być niezdarny, dopiero z czasem nabiera wdzięku.

Twój bohater pracę jako statystyk łączy z pisaniem romansów. Ciekawi mnie, co ty byś robił, gdybyś nie został aktorem?

- Wiele razy się nad tym zastanawiałem. Na pewno musiałbym pracować z ludźmi. Moją pasją jest odkrywanie relacji międzyludzkich, relacji między człowiekiem a naturą, światem. Ale nie mam pasji, która byłaby kompletnie oderwana od aktorstwa. Mój zawód jest na tyle absorbujący, że zostaje mi niewiele czasu na inne sprawy. Jest jeszcze przecież rodzina. W tej sytuacji na moje ulubione aktywności, jak narty, żeglarstwo, chodzenie w górach, udaje mi się znaleźć tylko kilka dni w roku. Nawet, gdy jestem na wakacjach, i tak układam sobie w głowie różne sprawy zawodowe.

- Liczę, że na emeryturze będę miał jakąś pasję - typu zbieranie świeczników, czy robienie nalewek, no i bronienie się, żeby od razu tego nie wypić.

Zdarza ci się sięgać po kobiecą literaturę czy prasę?

- Pamiętam, że kiedyś w samolocie do Petersburga za fotelem znalazłem pozostawiony przez kogoś "Cosmopolitan". Miałem naprawdę wielki ubaw, przeglądając to czasopismo. Mogłem "poszerzyć" swoją wiedzą z zakresu relacji damsko-męskich. Pamiętam np. artykuły w stylu "10 sygnałów, po których poznasz, że chłopak cię zdradza" albo "Jak pomóc twojemu chłopakowi w znalezieniu punktu G". A pomyśleć, że mój Leonard (bohater sztuki "Nikt nie jest doskonały" - przyp. red.) myślał, że punkt G to miejsce spotkań na rynku (śmiech).


Nie samą pracą człowiek żyje. We wrześniu pochwaliłeś się na swoim fanpage'u zdjęciami z Beskidu Żywieckiego. To miejsce, do którego często wracasz?

- Jestem chłopakiem z południa, do gór zawsze miałem bliżej niż do morza. Na dodatek z Bielska-Białej jest moja żona. Kiedy odwiedzamy jej rodzinne strony, grzechem byłoby nie wejść chociażby na Babią Górę. Poza tym, mam przyjaciół w schronisku na Hali Miziowej, stąd już rzut beretem na Pilsko. Teraz z pieszych wycieczek czerpię większą przyjemność niż kiedyś - chyba nazbierałem bagaż życiowy, z którym można wędrować i po drodze gubić z tego garbu to, co nie fajne!--------------------------------

Premiera spektaklu "Nikt nie jest doskonały" w niedzielę, 16 października, w Studio Buffo.

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Błach

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje