Piotr Stramowski: Miałem ochotę na spektakularną metamorfozę

Dwa oblicza Piotra Stamowskiego /AKPA

W kontynuacji słynnego "Pitbulla" Piotr Stramowski kreuje nowy typ policyjnego bohatera - "Majami" ma tatuaże i nosi irokeza. "Przyjaciel, który zobaczył mnie zaraz po ścięciu włosów, nie poznał mnie. Był w szoku" - tak aktor wspomina okoliczności swojej metamorfozy.

Reklama

Jak poznałeś Patryka Vegę, który odpowiada za realizację "Pitbulla"?

Piotr Stramowski: - Dostałem informację od mojej agencji aktorskiej, że Patryk robi zdjęcia próbne do "Służb specjalnych". Pamiętam, że przyjechałem do jego biura pod koniec castingu. Patryk dał mi tekst i poprosił, żebym z nim rozmawiał. Nagrywał mnie na telefon komórkowy. Była to dziwna sytuacja, trochę krępująca. Nie jestem przyzwyczajony do tego typu castingów. Patryk przyznał, że chętnie by mnie zaangażował, ale ma już obsadzone większe role, a nie chce dawać mi małego epizodu. Obiecał, że odezwie się przy okazji kolejnego projektu. Upłynęło trochę czas i zdążyłem zapomnieć o tej rozmowie.

Reklama

Ale Patryk zadzwonił?

- Tak, dotrzymał słowa. Zaproponował mi udział w nowej części "Pitbulla". Dostałem scenariusz i pojechałem rowerem na Pole Mokotowskie. Była ładna pogoda, siedziałem pod drzewem i czytałem. Od razu zakochałem się w scenariuszu. Wpadła mi w oko rola policjanta o ksywie "Majami", chociaż wtedy nie wiedziałem, że Patryk chce przydzielić mi własnego tego bohatera.

Czy przygotowując się do filmu, spotykałeś się z prawdziwymi policjantami?

- Patryk umawiał mnie z różnymi policjantami, między innymi z tymi, którzy zajmowali się grupą mokotowską. To były bardzo ciekawe spotkania. Mogłem poznać ludzi z kompletnie innego świata niż ten, w którym funkcjonuję. Jednym z najważniejszych spotkań było to z policjantami z wydziału realizacyjnego, czyli tymi, którzy jeżdżą na akcje w kominiarkach i zatrzymują gangsterów. Spędziłem z nimi dwa dni. Na akcje nie jeździłem, ale uczestniczyłem w ćwiczeniach. Nawet podczas treningu chłopaki byli w pełni zaangażowani. Jedni udawali policjantów, drudzy bandytów, strzelali do siebie ślepakami. I to nie była zabawa. Tak m.in. wyglądają ćwiczenia w jednostce.

Przygotowując się do roli, musiałeś też zadbać o tężyznę fizyczną.

- Śmieszne jest to, że pracę nad tym, by dostać się do "Pitbulla" zacząłem właściwie kilka lat wcześniej. Już od jakiegoś czasu regularnie chodzę na siłownię. W ćwiczeniach odnalazłem sposób na relaks i dobre samopoczucie. Po cichu marzyła mi się rola jakiegoś twardziela. Miałem dwa miesiące, żeby możliwie jak najlepiej przygotować się pod względem fizycznym do filmu. Ćwiczyłem ostro cztery razy w tygodniu pod okiem trenera. Do tego przestrzegałem diety. Udało mi się osiągnąć życiową formę.

Widzę, że jesteś obcięty na zapałkę, a po twoim filmowym irokezie nie ma ani śladu. Chyba jako mężczyzna nie miałeś problemu, by przez jakiś czas nosić odważną fryzurę.

- Zawsze lubiłem mieć długie włosy, ale miałem też ochotę na spektakularną metamorfozę przy okazji pracy nad jakimś projektem. Na planie zajęła się mną charakteryzatorka i fryzjerka. Trochę debatowaliśmy, jaki powinien być mój irokez - cienki, długi, itd. Wszystkiemu przyglądał się Patryk. Przyjaciel, który zobaczył mnie zaraz po ścięciu włosów, nie poznał mnie. Był w szoku. Ja też. Potrzebowałem kilku dni, żeby przyzwyczaić się do nowego siebie. Przeobrażając się w "Majamiego", postanowiłem też zrobić sobie prawdziwy tatuaż. Na moim tricepsie pojawiła się kotwica. Już wcześniej miałem ochotę na jakąś "dziarę".

Czy mógłbyś scharakteryzować swojego bohatera?

- "Majami" to policjant, który działał pod przykrywką w grupie handlarzy narkotyków. Zostaje przeniesiony do komendy. Dostaje zadanie, by rozpracować powiązany z grupą mokotowską gang obcinaczy palców, który wymuszał haracze i porywał ludzi dla okupu. Wyzwanie rzuca mu gangster o pseudonimie "Babcia", grany przez Bogusława Lindę. To dla "Majamiego" punkt zwrotny. Mój bohater jest bezgranicznie skupiony na pracy. To twardziel, który jednak skrywa wrażliwą stronę.


Prawdziwy Piotr Stramowski skrywa natomiast różne talenty. Podobno znasz się na sztuce iluzji.

- Kiedyś bawiłem się w robienie sztuczek, ale już dawno tego nie praktykowałem. Byłem zafascynowany Copperfieldem, oglądałem każdy jego program. Znam triki z wykorzystaniem kart czy monet. Umiem np. włożyć monetę do zamkniętej puszki z colą, otworzyć ją przy tobie i wyjąć monetę ze środka. Mam też inne dziwne zdolności. Potrafię parodiować ludzi. Niewiele brakowało, a wystąpiłbym w show Szymona Majewskiego. Miałem wcielić się w Radosława Sikorskiego. Potrafię oprócz tego robić beatbox. Gdy miałem 14 lat, pojechałem do Irlandii na obóz językowy. Spotkałem tam Hiszpanów, którzy beatboxowali. Bardzo mi się to spodobało i postanowiłem pójść w ich ślady.

Jaki jest kolejny film, w którym cię zobaczymy?

- W tym roku do kin wejdzie film pt. "W spirali" w reżyserii Konrada Aksinowicza. To thriller psychologiczny, opowiadający o kryzysie miłości. Para małżonków wyjeżdża w góry, by odbudować związek. Na swojej drodze spotykają nieznajomego. Oferuje im szamański napój, który odmieni ich życie. Moją partnerkę filmową grała moja obecna narzeczona, Kasia Warnke a tajemniczego autostopowicza charyzmatyczny Tamir Halperin.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Stramowski | Pitbull. Nowe porządki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje