Marta Bryła: Panna z charakterem

Dzięki roli niepokornej litewskiej księżniczki Aldony w "Koronie królów" Marta Bryła trafiła na języki wszystkich. Ale aktorka nie przejmuje się krytyką i robi swoje najlepiej, jak potrafi.

Fala hejtu, jaka spadła na "Koronę królów", jest niesprawiedliwa - twierdzi Marta Bryła

Jak się pani czuje w królewskiej koronie?

Reklama

Marta Bryła: - To miłe móc wcielać się w historyczną postać, która ma wyraźny charakter. Przemiana, jaka w niej zachodzi, pozwala pokazać różnorodny wachlarz emocji. To również szansa, by rozwijać warsztat aktorski i nabywać nowe umiejętności, jak jazda konna, strzelanie z łuku, granie w obcym języku... Cieszę się, że mogę wcielać się w tak znaczącą i ważną osobę, ale też wiem, jak duża to odpowiedzialność. Staram się, jak mogę, by ciekawie i wiarygodnie ukazać charakter Aldony.

Podczas premiery serialu powiedziała pani, że postać Anny jest pani bliska. W czym to się przejawia?

- Anna jest mi bliska pod wieloma względami. Podobnie jak ja potrafi dążyć do wyznaczonych celów. Upór i wytrwałość to nasze wspólne cechy. Anna uwielbia kontakt z naturą, jest rodzinna, wrażliwa i lojalna. A do tego otwarta w kontaktach z ludźmi i żywiołowa. O tym nie da się zapomnieć! Anna przecież wnosiła tyle życia na Wawel... Cieszę się, że mamy tyle wspólnych cech, to pomaga lepiej się wczuć w kreowaną postać.

Przygotowując się do roli, szlifowała pani język litewski, jeździła konno. Czego jeszcze od od pani wymagano?

- Musiałam nauczyć się także strzelać z łuku i choreografii średniowiecznych tańców. Na planie nieustannie się czegoś uczę - cierpliwości, odpowiedzialności, wyczucia partnera i obycia przed kamerą.

Ciekawi mnie, jak pani znosi wielogodzinne noszenie strojów, bo wyglądają na ciężkie i niewygodne.

- Suknie są naprawdę ciężkie, czuję to zwłaszcza po 13 godzinach pracy... No cóż, bycie królową nie należy do łatwych zadań (śmiech). Ale myślę, że dla efektu, który potem widać na ekranie, naprawdę warto!

Co jest dla pani najtrudniejsze w pracy nad tym serialem?

- Chyba codzienna nauka tekstu. Czasami, przy zmęczeniu, o wiele trudniej go przyswoić. Kończę pracę około 19.00, a wstaję wcześnie, bo o 6:00-7:00 powinnam być na planie. Do tego czasu muszę nauczyć się nawet ośmiu dużych scen, czterech monologów, zwrotów po litewsku, po łacinie. To naprawdę trudne i wymaga dużego skupienia oraz umiejętnej walki ze zmęczeniem.

Która ze scen była dla pani najtrudniejsza do nakręcenia? A poczuła się pani najbliżej swojej postaci?

- Scena koronacji, którą kręciliśmy wiele godzin. Jeszcze nigdy nie widziałam na planie w jednej scenie tylu osób! Praca z tak dużą liczbą aktorów, statystów i nagranie tak ważnej ceremonii to ogromne wyzwanie dla całej ekipy. Gorąco i zmęczenie dawały się we znaki. A korona - królowa naszej ceremonii - choć zakładana na chwilkę, była bardzo ciężka (śmiech).

Od pierwszego odcinka serial wzbudza emocje. Jedni uważają, że produkcja jest hitem, inni, że klapą. Głosy krytyki podcinają pani skrzydła czy mobilizują do pracy?

- Krytyka na pewno wzbudziła spore zainteresowanie produkcją i podbiła oglądalność. Natomiast uważam, że fala hejtu, jaka spadła na "Koronę królów", jest niesprawiedliwa i nie powinna być wyznacznikiem oceny naszej ciężkiej pracy. Bo tylko my wiemy, jak wiele trudu wkładamy w realizację każdego odcinka. Staram się być uczciwa w pracy, przychodzę na plan przygotowana. Jak już wspominałam, musiałam zdobyć wiele nowych umiejętności. To wymagało czasu i zaangażowania, także poza godzinami na planie. Jestem zadowolona z prowadzenia swojej postaci. Uważam, że sprawnie i dobrze realizuję uwagi reżyserskie, więc staram się nie przejmować negatywnymi komentarzami.

Pewne jest, że serial przyniósł pani popularność. Odczuwa pani tego przejawy?

- To zależy, co rozumiemy pod pojęciem popularność. Owszem, zauważam czasami na ulicy, że ktoś wnikliwie mi się przygląda, zdarzyło mi się również dawać autograf czy robić zdjęcie pamiątkowe z osobą, która mnie rozpoznała. Zwykle staram się odwzajemnić zainteresowanie i chętnie z każdym rozmawiam.

"Korona królów" to nie jedyny serial, w którym możemy panią oglądać. Czy Oliwia w "Na dobre i na złe" porozumie się z Adamem?

- W końcu nastanie czas porozumienia z osobami, z którymi wcześniej moja postać nie potrafiła się porozumieć (śmiech). Pojawią się także komplikacje, związane z pracą i opieką nad dzieckiem. Oliwia zamierza udowodnić, że sama potrafi zadbać o siebie i Józia. Do tego dojdzie chęć realizacji własnych marzeń, co w konsekwencji doprowadzi do napięć i sporów między rodzicami.

Na koniec nie mogę nie zapytać o panią - Martę Bryłę. Zastanawiam się, co się z panią dzieje, gdy nie jest pani na planie? Jak lubi pani spędzać wolny czas?

- W wolnych chwilach lubię pobyć z moim narzeczonym, rodziną czy znajomymi. Wychodzimy do kina, do teatru... Preferuję aktywne spędzanie wolnego czasu. Kiedyś dużo biegałam. Trenowałam także grę w tenisa stołowego. Zimą całe ferie spędzałam na stokach, bo moją pasją jest również jazda na nartach. Kocham sport, ale lubię też leniuchować (śmiech). Kiedy już nie mam siły, to leżę w łóżku i oglądam seriale w Internecie. No i oczywiście "Koronę królów".

Rozmawiała Małgorzata Pyrko

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje