Magdalena Stużyńska: Planowanie czegokolwiek mija się z celem

Magdalena Stużyńska chodziła do Ogniska Teatralnego przy Teatrze Ochota. Jest świetną aktorką i znakomitą śpiewaczką. Mówi biegle w trzech językach, przede wszystkim zaś kocha być mamą. Występuje w serialach "Przyjaciółki" i "rodzinka. pl", doceniono też jej występy z Kabaretem Moralnego Niepokoju.

Magdalena Stużyńska już w szkole marzyła o aktorstwie

Gdyby nie została pani aktorką, to...

Reklama

- Byłabym agentką nieruchomości. Uwielbiam przeglądać serwisy ogłoszeniowe, bo to mnie relaksuje. Lubię też urządzać wnętrza.

Urodziła się pani w Giżycku, ale dorastała w Warszawie. Pamięta pani dzień przeprowadzki?

- Niestety, nie. Gdy z mamą wyprowadzałyśmy się z jej rodzinnego domu, miałam zaledwie dwa miesiące. Mój tata, który pochodzi z Wielkopolski, studiował wtedy w Warszawie, gdzie dostał też pierwszą pracę. Dlatego nie mam wielu wspomnień związanych z Giżyckiem, poza wakacyjnymi obrazkami z dzieciństwa.

W którym momencie zaczęła się pani interesować aktorstwem?

- Jestem przekonana, że tak jak w 90 proc. przypadków, moja przygoda ze sceną zaczęła się w szkole, od dobrego nauczyciela. Miałam fantastyczną wychowawczynię - polonistkę, patriotkę i harcerkę Szarych Szeregów. Zachęcała mnie do występów w akademiach i przydzielała duże role. Umiała zaszczepić w nas miłość do literatury, teatru, poezji. Dzięki niej odkryłam, jaką przyjemność sprawia mi występowanie na scenie. Namówiła mnie również do udziału w konkursie recytatorskim "Warszawska Syrenka". Cisza, która zapanowała po tym, jak wyrecytowałam wiersz Juliana Tuwima, okazała się wspaniałym, wręcz uzależniającym uczuciem. To wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że chciałabym zostać aktorką.

Myśli pani, że synowie pójdą w pani ślady?

- Mam nadzieję, że nie. (śmiech) Aktorstwo to niepewny, nieprzewidywalny i kapryśny zawód. Z drugiej strony, jeżeli okaże się pasją moich dzieci, nie będę ich od niej odwodzić. Ale na pewno też nie będę im niczego ułatwiać.

Jakie wyzwania aktorskie uważa pani za najciekawsze?

- Wcielanie się w postać zupełnie do mnie niepodobną. Na przykład jako Żydówka w serialu "Bodo" nie tylko musiałam nauczyć się arii, ale też zagrać scenę w języku jidysz. Jak dotąd to ta postać była najbardziej odległa ode mnie. Jednak najciekawsze wyzwania czekały na mnie w produkcjach zagranicznych: niemieckim "Unschuldig verbrannt" czy austriackim "Tatort".

Jeszcze sporo czasu. Ma pani już jakieś postanowienia noworoczne?

- Sylwestra prawdopodobnie spędzę w teatrze. Kiedyś co roku robiłam postanowienia, ale dziś wiem, że planowanie czegokolwiek mija się z celem. Cały czas mam w głowie projekty muzyczne, których realizacja będzie zależała od tego, ile będę miała pracy w danym momencie. Jednak na pewno wszystkie moje ważniejsze przedsięwzięcia będę opisywać na blogu nieboniebo.pl.

Rozmawiała Dorota Czerwińska

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Stużyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje