"Fear the Walking Dead": Przetrwalibyśmy w świecie po apokalipsie - wywiad z gwiazdami serialu

Podczas wizyty w Meksyku nasza grupa miała okazję porozmawiać z gwiazdami "Fear the Walking Dead" - Kim Dickens, Colmanem Domingo oraz Rubenem Bladesem. Aktorzy opowiedzieli nam o pracy na planie, o tym, jak zareagowali na szokujący zwrot akcji w czwartym odcinku trzeciego sezonu oraz o swoich ulubionych serialach. Kto uwielbia Francisa Underwooda? Kto jest fanem "Gry o tron"? Przeczytajcie. Uwaga, spoilery!

Kim Dickens i Colman Domingo

Jakie to uczucie - znowu zagrać w “Fear the Walking Dead"?

Reklama

Reklama Ruben Blades: Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem wrócić. Powroty zawsze są ciekawe - kiedy pracujesz na planie bardzo szybko nawiązujesz z innymi silną więź.

A na koniec nagle wasze drogi się rozchodzą i przez dłuższy czas nie widzisz tych osób i strasznie za nimi tęsknisz. Cieszę się więc ogromnie, że mogę znowu być razem z całą ekipą.

Czy rywalizujecie między sobą o miano największego twardziela serialu?

Kim Dickens: Nie wiem, czy możemy nazwać to rywalizacją. Każdy z nas ma kilka świetnych, mocnych momentów w każdym sezonie.

Colman Domingo: Ja zawsze cieszę się, kiedy reszta ekipy może się popisać. Chyba przy kręceniu drugiego, nie trzeciego, mówię do Rubena: "Chłopie, ale z ciebie kozak!". Uwielbiam pracować z tą ekipą i cieszę się za każdym razem, kiedy mają coś dobrego do zagrania.

Ruben Blades: Wszyscy jesteśmy bardzo zaangażowani w to, co robimy, ale Salazar chyba wygra w takim pojedynku. To w końcu jego kolejna apokalipsa. Ten bohater wiele przeżył, co widoczne jest w jego postępowaniu.

Jak w trzecim sezonie serialu rozwiną się wasi bohaterowie?

KD: Wydaje mi się, że w najnowszej serii Madison zda sobie sprawę z faktu, że w tym świecie nie ma miejsca na współczucie. Na pewno nie popełni już więcej błędów.. To jednak również oznacza, że widzowie zobaczą jej mroczniejszą stronę. Teraz jestem bezlitosna (śmiech)

CD: W drugiej serii dokonaliśmy właściwie dekonstrukcji wszystkich głównych postaci. W trzecim sezonie na pierwszy plan wysuwa się wątek przetrwania - motto naszej nowej serii to "Zmierz się ze swoim strachem" - więc przyglądamy się naszym bohaterom właśnie od tej strony. Zastanawiamy się, czego się boją, jak radzą sobie ze strachem i jakie decyzje podejmą. Teraz nie mogą przysiąść na pięć minut i zastanawiać się, czy ich decyzje są moralne - albo będą walczyli o swoje życie rodzinę, społeczność, albo zginą.

RB: Salazar na samym początku był bezlitosnym człowiekiem, który potrafił bez problemu torturować innych i nie czuł z tego powodu wyrzutów sumienia. Biorąc pod uwagę to, co zobaczyłem w trzecim sezonie, sądzę, że zacznie się on zmieniać; zastanawiać, czy to co zrobił było moralne; będzie bardziej religijny. To jest dla mnie interesujące, bo do tej pory Salazar był przeciwieństwem Travisa, bohatera który zawsze wyznaczał wzorce moralne. Teraz pałeczkę po nim może przejąć właśnie Daniel. Chciałbym się bardziej zagłębić w ten aspekt mojej postaci i mam nadzieję, że będę miał do tego okazję.

Kim, co czułaś, kiedy przeczytałaś scenę, w której Madison dźga Troya łyżką w oko? Tę scenę kręciliście niedaleko stąd, prawda?

KD: Tak, tutaj w studiu. I powiem szczerze, że było to dość niesamowite (śmiech). Kiedy pierwszy raz przeczytałam scenariusz tego odcinka doszłam do wniosku, że scenarzyści bardzo chcą przyprawić nas wszystkich o mdłości. Samo nakręcenie tej sceny było z kolei bardzo zabawne i zajęło nam prawie dwa dni. Jednego dnia przez pięć godzin walczyłam z Danielem Sharmanem, który jest ode mnie dwa razy wyższy! Następnego dnia Daniel miał na oku opaskę, a ja machałam mu przed twarzą łyżką. Świetnie się bawiliśmy.

Jak obecne stosunki pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Meksykiem są zarysowane w trzecim sezonie?

CD: To jest bardzo interesujące pytanie, ponieważ w tym sezonie przedstawiamy historię dotyczącą granic w świecie, w którym tak naprawdę wszelkie granice już nie istnieją. Co jest jeszcze ciekawsze to fakt, że to Amerykanie są uchodźcami. W serialu to my znajdujemy się za "murem". Współpracę pomiędzy Amerykanami i Meksykanami z kolei doskonale widać na planie "Fear...". Mamy świetną ekipę, która uwielbia ze sobą pracować i chce stworzyć razem coś fantastycznego. Jedna z naszych charakteryzatorek nie zna angielskiego, ja ledwo znam parę słów po hiszpańsku. Porozumiewamy się jednak znakomicie - kiedy się przytulamy, dajemy całusa na pożegnanie czy śmiejemy razem to wszelkie bariery nikną. Na koniec dnia liczy się to, że byliśmy dla siebie mili i świetnie spędziliśmy czas.

RB: Nie chcę za dużo zdradzać, ale w tym sezonie dokonaliśmy czegoś, co nie udało się do tej pory żadnej innej produkcji, czy stacji. Mianowicie czwarty odcinek trzeciej części nakręciliśmy w całości po hiszpańsku. Zostanie on wyemitowany z angielskimi napisami. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek widział podobny odcinek w amerykańskiej telewizji. W tym odcinku skupiamy się na powrocie Salazara i na tym, co spotkało go od czasu, kiedy widzieliśmy go ostatni raz.

“Fear the Walking Dead" stara się przedstawić to, jak ludzie radzą sobie w ekstremalnych sytuacjach; ludzką naturę. Czego dowiedzieliście się o sobie podczas zdjęć do serialu?

RB: Ja uznałem, że świetnie jest mieć stałą pracę.

KD: To prawda.

CD: Całkowicie się z wami zgadzam.

KD:
Ja lubię wyzwania. Nigdy nie przypuszczałam, że wystąpię w serialu, którego akcja rozgrywa się po apokalipsie. Nie sądziłam, że będę pasować, a później zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo się myliłam. Apokalipsa jest świetnym narzędziem do przedstawienia różnych historii. Nawet jeżeli nie jestem fanką takiego gatunku, to sprawia mi straszną frajdę występowanie w serialu o tej tematyce. Oprócz tego, zaczęłam się zastanawiać, czy w sytuacji, w jakiej znalazła się moja bohaterka, dałabym sobie radę, czy poradziłabym sobie gdyby zasady społeczne zostały całkowicie zmienione.

Poradzilibyście sobie podczas apokalipsy?

KD: Z pewnością teraz poradziłabym sobie lepiej, niż przed przyjęciem roli w serialu.

CD: Zgadzam się!

Co najbardziej zaciekawiło cię  w scenariuszu i skłoniło do przyjęcia roli w "Fear..."?

CD: Nigdy nie miałem okazji zagrać tak bardzo skomplikowanego bohatera, jak Strand. Kiedy przeczytałem jedną z jego pierwszych kwestii od razu zacząłem się zastanawiać kim tak naprawdę jest ten facet. To było wyzwanie. Dave Erickson [producent wykonawczy "Fear the Walking Dead" - przyp. red.] zdradził mi na początku kilka szczegółów dotyczących tej postaci i najważniejszą była ta, że Strand potrafi wykręcić się z każdej sytuacji. Będzie mamił, opowiadał, kłamał, aż w końcu postawi na swoim.  Poza tym bardzo mi się podoba sposób, w jaki scenarzyści dokonali dekonstrukcji tej postaci, a teraz budują ją na nowo, ukazują z zupełnie innej strony. Nawet jego związek z Thomasem Abigail - to był wątek i historia miłosna, której nikt się nie spodziewał - to tylko część z życia tej barwnej postaci. Strand, podobnie jak ogry, ma warstwy, a ja nie mogę się doczekać, aż do nich wszystkich dotrę.

RB: Do przyjęcia roli w “Fear..." nigdy nie grałem w serialu. Wystąpiłem raz, kilka lat temu i było to dla mnie interesujące przeżycie, ale serial wymaga wiele pracy, a ja miałem wtedy na głowie kilka innych spraw. Kiedy dostałem propozycję zagrania Salazara nie byłem w stu procentach przekonany, czy powinienem przyjąć tę rolę. Wtedy Dave powiedział mi, że Salazar brał udział w wojnie domowej w Salwatorze i był związany z rządem. Zawsze przeciwstawiałem się dyktaturze i dlatego postać Salazara wydała mi się ciekawa - musiałem wcielić się w kogoś, do kogo nie czuję sympatii i którego metod postępowania nie pochwalam. Czasami nie chciałem zagrać niektórych scen, ale Dave powiedział: "Spróbuj". Spróbowałem. Muszę przyznać, że jedną z najcięższych scen, jakie przyszło mi zagrać, była scena, w której kogoś torturowałem. Salazar to okropny człowiek, ale teraz zaczyna się powoli zmieniać.

KD: Madison to silna, skomplikowana oraz pełna wad postać kobieca, o tajemniczej przeszłości. Ona nie jest do końca dobra, ani do końca zła.   Za każdym razem cieszę się z możliwości zagrania takiej postaci - świetnie napisanej kobiety, podobnej do tych, jakie znam. Kiedy przeczytałam scenariusz, pomyślałam, że Madison to jest właśnie taka postać. Wcielenie się w nią to zaszczyt.

Jak myślicie, jakie są największe słabości i mocne strony waszych postaci?

RB: Salazar był zawsze bezlitosny i wiele razy nie brał pod uwagę innej opinii niż jego. Taki był stan rzeczy - nie było miejsca na dyskusję lub opinie nawet bliskich mu osób. To zdecydowanie jego słabość i negatywna cecha. Teraz, jak już wspomniałem wcześniej, mój bohater się zmienia, dzięki doświadczeniom, które sprawiają, że staje się bardziej religijny. Zaczyna być wdzięczny za dobre rzeczy, które mu się przytrafiają. Co prawda nie ma jeszcze aureoli nad głową, ale jest bardziej wrażliwy. Nie jest to słabość - raczej siła.

KD: Madison ukazywała swoją słabszą stronę w początkowych dniach apokalipsy. Wtedy jeszcze współczuła innym. Teraz jej siłą jest to, jak bezlitosna się stała.

CD: Sądzę, że siłą Victora Stranda jest to, że on po prostu kocha budować, uwielbia tworzyć coś od podstaw. Czy czerpie satysfakcję z faktu, że jego plan udało się zrealizować? Nie wiem, ale sądzę, że jego siła tkwi w tym, że potrafi stworzyć wiele rzeczy, w tym siebie samego od nowa, i od nowa. Jego słabością jest z kolei, w co naprawdę wierzę, jest miłość. Wydaje mi się, że Strand nie do końca potrafi powiedzieć komuś, że go kocha, że mu zależy. Raczej obróciłby to w żart lub zrobił cokolwiek innego, aby odwrócić uwagę od swoich uczuć. Jednak Strand kocha mocno, ale został też bardzo w życiu zraniony. Ukrywa wiele uczuć i nie daje po sobie poznać, co naprawdę czuje.

Czy scenarzyści oraz producenci mówią wam o ważnych wątkach dotyczących waszych postaci z wyprzedzeniem, czy dowiadujecie się o wszystkim dopiero kiedy dostajecie gotowy scenariusz?

CD
: Wiemy co się wydarzy praktycznie z odcinka na odcinek, od scenariusza do scenariusza. Wydaje mi się, że wielu z nas chciałoby już wszystko wiedzieć, - łapię się na tym, że sam zadaję pytanie “Co się do diabła wydarzy?". Od razu chciałbym poznać odpowiedź. Musiałem się nauczyć trochę cierpliwości i przyzwyczaić do tego, że wiem tylko tyle, ile napisano w scenariuszu.

Czyli o śmierci Travisa dowiedzieliście się ze scenariusza?


RB: Tak.

KD: Nie wszyscy. Niektórych z nas musieli poinformować wcześniej, inaczej dostalibyśmy szału.

RB: Ja dowiedziałem się podczas czytania scenariusza. Przeczytałem tę scenę i na całe gardło krzyknąłem “Nie". Moja żona myślała, że stało się coś strasznego, a ja nie mogłem w to po prostu uwierzyć.

CD: Wszyscy zastanawialiśmy się, co się tak naprawdę wydarzyło.

RB: Na początku myślałem, że Travis został ranny w nogę. Później zaskoczyło mnie, że wyskakuje z helikoptera. Naprawdę nie mogłem uwierzyć w to, co przeczytałem. Właściwie to nadal nie wierzę.

KD: Dokładnie. Dla nas wszystkich to była bardzo smutna scena. Zanim rozpoczęliśmy zdjęcia producenci zadzwonili do mnie, żeby poinformować mnie o wszystkim. Zaraz po tym ja zadzwoniłam do Cliffa. Wiecie, ja, Cliff, Frank Dillane oraz Alycia byliśmy pierwszymi osobami, które były na planie na początku zdjęć do najnowszego sezonu, więc spędziliśmy dużo czasu na wspólnych rozmowach i rozmawialiśmy o tej scenie i odcinku. Straciliśmy członka naszej rodziny. Pracując na planie nawiązujesz z pozostałymi aktorami silne więzi, a nasza czwórka była centrum przedstawianej historii. Brakuje nam Cliffa.

RB: Wy mieliście jednak szansę porozmawiać z nim przed jego ostatnim odcinkiem. Kiedy ja przyjechałem na plan, Cliff już nie pracował. Ale zadzwonił do mnie, więc mieliśmy okazję porozmawiać.

CD: To jest bardzo interesujące - obecnie nasze postacie znajdują się w różnych miejscach i nie graliśmy jeszcze w jednej scenie i... tęsknimy za sobą, brakuje nam scen, w których występowaliśmy wszyscy razem.

Możecie nam zdradzić parę zakulisowych tajemnic? Kto jest największym żartownisiem na planie, kto jest “mamą" grupy?

RB: Nie jestem pewien, czy mamy taką osobę. Mamy?

KD: No wiesz, ja w pewnym sensie reprezentuje całą obsadę, kiedy trzeba iść do produkcji i coś załatwić. Ekipa często daje mi znać, co jest nie tak, ale raczej nie nazwałabym siebie “mamą". Nie robimy sobie na planie żartów, ale świetnie się razem bawimy.

CD: Czasami wygłupiamy się podczas scen, jest bardzo wesoło. Mercedes [Mercedes Mason, serialowa Ofelia - przyp. red.] to straszny żartowniś. Zresztą my wszyscy mamy  świetne poczucie humoru. Ruben zawsze opowie interesującą historię i rozbawi cię bez problemu. Często się śmiejemy. Ale z drugiej strony, to nasz sposób na odreagowanie - w serialu musimy zmierzyć się z trudnymi decyzjami, musimy przetrwać apokalipsę.

KD: Największy ubaw mamy wtedy, kiedy udaje się nam zebrać całą obsadę razem, a nieczęsto się to zdarza. Kiedy już kręcimy wszyscy razem to zachowujemy się prawie jak dzieci. Trochę żal mi wtedy reżyserów - my się wygłupiamy, mamy głupawkę, a oni próbują nad wszystkim zapanować i zmusić nas do pracy. Ale najpierw musimy się wyszaleć - jak już wspomniałam, jak dzieci.

Kim, jak ponownie pracowało ci się na planie z Daytonem Callie (Jeremiah Otto)?

KD: Praca z Daytonem to czysta przyjemność. To naprawdę świetny facet. Może pamiętacie, że zagrał Charliego Uttera w serialu “Deadwood". Teraz znowu pracujemy razem na planie i znakomicie się rozumiemy, a współpraca sprawia nam radość. To pewnie dlatego że teraz wcielamy się w zupełnie inne postacie niż w “Deadwood".

Jeżeli mielibyście możliwość wcielenia się w dowolną postać w serialu, to kogo chcielibyście zagrać?

RB: Zdecydowanie chciałbym zagrać Stranda. To byłoby doskonałe wyzwanie - lubię jak bardzo ta postać zmieniła się w trakcie wszystkich sezonów, jak bardzo ten bohater potrafi zmieniać siebie oraz sytuację, w której się  znajduje z gorszej na lepszą.

KD: Może zagrałabym Nicka [postać, w którą wciela się Frank Dillane - przyp. red]? Szczególnie Nicka z pierwszej serii, kiedy był uzależniony od narkotyków (śmiech) i poruszał się, jakby był jednym z zainfekowanych. Nick to bardzo interesująca, mroczna postać. Więc, po zastanowieniu, wybieram jego.

CD: Salazar. Zdecydowanie.

KD: Nikt nie chce być Madison...

CD: Ja chcę być Madison. Właściwie to chciałbym być połączeniem Salazara i Madison.

Jesteście fanami opowieści takich jak “Fear the Walking Dead" i "Żywe trupy"? Jak myślicie, dlaczego te seriale oraz inne tego typu produkcje cieszą się taką popularnością? Skąd bierze się ten fenomen?

CD: Nie, przed przyjęciem roli Stranda nie byłem fanem, ani nie oglądałem “Żywych trupów". Mój agent był bardzo zaintrygowany i szczęśliwy, kiedy usłyszał o serialu, a ja zastanawiałem się dlaczego, wtedy nie znałem żadnej z produkcji o zainfekowanych oraz nie byłem pewny, czy nadaję się do tej roli. Później, tak jak w przypadku Kim i Rubena, przeczytałem scenariusz i uwierzyłem w ten projekt.

KD: Sądzę, że ten gatunek tak bardzo przypadł widzom do gustu ponieważ jest metaforą - dzięki niej możemy ukazać nasz strach (mniejszy lub większy) przed nieznanym, przed rządem, przed epidemią oraz faktem, że nic nie może nas przed nią ochronić, a my nie będziemy w stanie uratować siebie ani swojej rodziny. Zainfekowani to po prostu zagrożenie.

RB: Ja lubię i kolekcjonuję komiksy. Przed rozpoczęciem zdjęć słyszałem oraz czytałem trochę o “Żywych trupach", ale nie widziałem ani jednego odcinka. Mam podobne odczucia jak Kim. Apokalipsa zainfekowanych to sposób na przedstawienie pewnych idei, zadanie pytań. Jak poradzilibyśmy sobie w takiej sytuacji? Jakie decyzje podejmiemy, kiedy coś zagrozi nam i naszej rodzinie?

Podczas naszej wizyty na planie zastanawiałem się nad jedną sprawą. Z Tijuaną jest związanych wiele stereotypów, ze względu na kartele oraz handel narkotykami, jaki miał tutaj miejsce kilka lat wcześniej. Czy uważacie, że możliwość kręcenia "Fear the Walking Dead" w Meksyku pomaga wam przełamać te stereotypy?


CD: Tak. Odważę się nawet na stwierdzenie, że staliśmy się pewnego rodzaju ambasadorami Meksyku. Dzięki temu jak nas przyjęto i jak jesteśmy traktowani przez ekipę staliśmy się pełnoprawnymi członkami tej społeczności. Liczy się to, co robimy. Poza tym nie spędzamy całego czasy tylko w Rosarito. Byliśmy w Guadalupe, często jeździmy do Mexicali; spotykamy ludzi z całego kraju. Staramy się poznać Meksyk i jego mieszkańców. Mieszkamy tutaj przez sześć, siedem miesięcy, więc nie siedzimy zamknięci w hotelu. W przypadku każdej pracy w innym kraju chcę poznać daną kulturę i pozostawić coś po sobie. Z obecności amerykańskiej ekipy w Meksyku może wyniknąć coś wspaniałego. Mamy w końcu świetną wymianę pomiędzy dwiema kulturami, prawda?

RB: Zgadzam się z Colmanem. Mamy bardzo dobrą ekipę, którą jest profesjonalna i świetnie wykonuje swoją pracę. Nie czujemy się tutaj obco, a pobyt tutaj to przyjemność.

Czytelnicy oraz fani często zadają aktorom pytanie o to, jaki jest ich ulubiony serial. Macie czas na oglądanie innych produkcji? Jakie seriale lubicie?

KD: Obecnie oglądam “Konflikt: Bette i Joan". Świetnie bawię się na "Figurantce" - to chyba mój ulubiony serial obok "Mad Men" i “House of Cards", w którym zresztą wystąpiłam. Obejrzałam parę odcinków i doszłam do wniosku, że muszę zagrać w tej produkcji. Co jeszcze lubię? “Broad City".

CD: Ja uwielbiam “Chewing Gum" na Netflixie. Ten serial jest niesamowity - sprośny, śmieszny, przerysowany. Bohaterowie są świetni. Oglądam “Figurantkę". Właściwie lubię wszystkie seriale, jakie lubi Kim. Wiecie, my się nawet ubieramy podobnie.

KD: Potwierdzam.

RB: Ja jestem fanem "Homeland". Bardzo lubiłem “Deadwood" - serial w którym występowała Kim; "Breaking Bad". Nie oglądam jednak zbyt wielu produkcji telewizyjnych, ale teraz wciągnąłem się w "Grę o tron". Uwielbiam za to stare filmy, niektóre z nich mogę oglądać setki razy.

Serial "Fear the Walking Dead" jest emitowany w poniedziałki o godz. 21:00 na kanale AMC.

*Kim Dickens - amerykańska aktorka. Na małym ekranie pojawiła się w kilkunastu popularnych serialach: "Deadwood", "Lost. Zagubieni", "Synowie Anarchii", "Treme", "House of Cards". Zagrała również w filmach "Wielki Mike", Zaginiona dziewczyna", "Osobliwy dom Pani Peregrine". Obecnie wciela się w postać Madison Clark w serialu AMC "Fear the Walking Dead".

*Colman Domingo - amerykański aktor. Karierę rozpoczął na deskach teatru, a na przestrzeni lat wystąpił w kilkudziesięciu sztukach takich jak "Romeo i Julia", "Fences", "Chicago", "The Scottsboro Boys". Oprócz tego zagrał w filmach ("The Birth of a Nation") oraz gościnnie w serialach "Timeless", "Lucyfer", "The Knick". Obecnie gra Victora Stranda "Fear the Walking Dead".

*Ruben Blades - prawdziwy człowiek orkiestra. Prawnik, polityk, piosenkarz, aktor, jazzman. Pochodzi z Panamy, do USA przeprowadził się w 1973 roku. Zagrał w takich produkcjach jak "Chińska szkatułka", "Safe House", "Mroczna Argentyna". W 1994 roku kandydował na prezydentka Panamy; w latach 20014-2009 był ministrem turystyki. Obecnie wciela się w postać Daniela Salazara w "Fear the Walking Dead".

Katarzyna Ulman


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje