Anna Iberszer: Pożegnanie z "Ranczem"

Policjantka Francesca bardzo pokochała Wikowyje. Grająca ją Anna Iberszer żałuje, że przygoda z serialem dobiega końca.

Anna Iberszer

Czujesz żal, że to już koniec przygody z Wilkowyjami?

Anna Iberszer: - Ogromny! Praca w serialu, który ma doskonale napisany scenariusz, znakomitą obsadę i zespół świetnych realizatorów jest po prostu komfortem. Poza tym zdjęcia kręcone były z dala od Warszawy, co sprawiało, że często spędzaliśmy razem nie tylko kilkanaście godzin na planie, ale wręcz tygodnie w jednym hotelu, z dala od wielkiego świata. Przez te lata cała ekipa się ze sobą zżyła. Dlatego w głębi ducha liczymy, że "Ranczo" jeszcze kiedyś powróci...

Co sprawiło, że serial odniósł tak wielki sukces?

- Poruszał problemy bliskie Polakom i co ważne, nie tylko tym z dużych miast, lecz także tym ze wsi i małych miasteczek. Przeciętnemu widzowi ciężko jest się utożsamić z wymuskanym bohaterem, który mieszka w luksusowym apartamencie, a jego jedynym problemem jest - kupić kolejny drogi samochód czy wyjechać na wakacje do Honolulu. Z drugiej strony, co równie istotne, codzienne życie pokazane jest w "Ranczu" w sposób tak niebanalny i dowcipny, że mimo poważnych problemów, z jakimi niekiedy borykają się nasi bohaterowie, widz śledzi akcję z uśmiechem.

Jakie momenty na planie najbardziej zapadły ci w pamięć?

- Było ich sporo, ale najbardziej zapamiętałam scenę, w której kobiety goniły po wsi swoich mężów, na co wpadał kordon dziennikarzy podążających za Sołtysową i Czerepachową. Kręciliśmy te ujęcia w nocy, na planie mnóstwo statystów, do tego zimno, ciemno, reżyser Wojciech Adamczyk próbował skoordynować to wszystko, co wydawało się rzeczą niewykonalną. Dodajmy jeszcze zmęczenie i podenerwowanie aktorów oraz całej ekipy.

Obyło się bez większych komplikacji?


- Miałam wtedy do wypowiedzenia dwie niewielkie kwestie, ale denerwowałam się jak nigdy, każda pomyłka była równoznaczna z powtarzaniem tego ujęcia od nowa. Na szczęście wszystko poszło dobrze, a efekt okazał się tak naturalny, że nikomu nie przyszłoby do głowy, że ta scena była niesamowicie skomplikowana w realizacji.

W dorobku masz też kilka innych ról. Którą wspominasz najcieplej?

- Na ogół gram role zdecydowanych, bezwzględnych kobiet - tak było w "Klanie" czy "Doręczycielu". Niezwykle ciekawym dla mnie doświadczeniem była również postać w serialu "Tango z aniołem". Grałam pozornie zwykłą i niewyróżniającą się dziewczynę, która odkrywa, że pewne zdarzenia i twarze pamięta jakby były z innego życia. Okazuje się, że została przeniesiona do czasów współczesnych wprost ze średniowiecza. Dosyć abstrakcyjna historia, jakich mało w polskich produkcjach.

Występy przed kamerą nie są twoim jedynym zajęciem. Pracujesz w teatrze, również jako choreograf.

- Akurat teraz jestem w próbach do dwóch ciekawych przedstawień - pierwsze z nich to "Cafe Luna" w Teatrze Miejskim w Gdyni, gdzie właśnie układam choreografię. Natomiast w Warszawie mam próby do spektaklu "Jak nie oszaleć z facetem" napisanego na bazie postaci z "Rancza", w którym występują Pietrek, Wezółowa, Dyrektorka, Więcławska i Francesca, a reżyseruje Maciej Wojtyszko. Premiera już 15 września w stolicy, a później ruszamy w Polskę, dzięki czemu spektakl będzie mogła zobaczyć szersza widownia.

Jesteś zabieganą osobą?

Reklama

- W zawodzie aktora dzieje się zazwyczaj tak, że przez jakiś czas jesteśmy zupełnie zagonieni, mamy spektakle, zdjęcia, wyjazdy, po czym następuje okres, w którym nie dzieje się zupełnie nic. Mnie taki tryb pracy bardzo jednak odpowiada, bo jestem osobą zadaniową, lubię coś zrobić, doprowadzić do końca i przejść do następnego projektu. Daje mi to też wspaniałą możliwość przebywania z rodziną.

No właśnie. Jesteś mamą 4-letniego brzdąca, kto jest z nim, gdy pracujesz?

- Mam to szczęście, że mogę z synem spędzać dużo czasu. To oznacza, że byłam przy najważniejszych chwilach w jego życiu i mogę wziąć pełną odpowiedzialność za to, jak został wychowany i na jakiego człowieka wyrośnie. A to dla mnie najważniejsze. Oczywiście bywają okresy, kiedy obydwoje z mężem [aktor Tomasz Drabek - przyp. red.] intensywnie pracujemy, wówczas na kilka dni przyjeżdża do nas jedna z dwóch babć. Kiedy nie ma nas tylko przez kilka godzin, z Karolem zostaje niania.

Masz chwile wyłącznie dla siebie?

- Zdarzają się, a wtedy najbardziej cenię ciszę i spokój. Lubię robić kilkudniowe wypady do Włoch, mieszkam wtedy u moich przyjaciół, w domu otoczonym sadami, delektuję się włoskimi smakami i zapachami.

W twoim domu króluje śródziemnomorska kuchnia?

- Ostatnio stawiam na warzywa i kasze. Po kilku doświadczeniach kulinarno-zdrowotnych dostrzegłam, jak dobra dieta może wpłynąć na zdrowie i samopoczucie. Oczywiście raz na jakiś czas uwielbiam rozpustę w postaci tłustego bigosu oraz wspaniałych dań włoskich - makaronów i warzyw pływających w aromatycznych sosach na bazie oliwy. Niestety, jestem niewolniczką słodyczy, a zwłaszcza lodów. W lecie, odwrotnie niż wszyscy, przybieram na wadze kilka kilogramów, a to za sprawą lodów i owoców, które jem w skandalicznych ilościach!

Artur Krasicki

Dowiedz się więcej na temat: Anna Iberszer | Ranczo

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje