Tomasz Kot zaczyna mieć dosyć ról do śmiechu

W "Bogach" zagrał spojrzeniem prof. Religi, w "Skazanym na bluesa" niepokojem Ryśka Riedla. Tomasz Kot jako aktor wzrusza, bawi i zdumiewa. My już wkrótce poznamy jego nowe wcielenie - w dramacie "Żyć nie umierać".

Tomasz Kot - jego dobra passa wciąż trwa

Od dawna wiemy, że jak mało kto potrafi zmieniać oblicze, upodabniając się wprost idealnie do kolejnych bohaterów filmowych. Pomysłowy chłopak z Legnicy (ur. 21 kwietnia 1977 roku), dziś jeden z najlepszych polskich aktorów, po raz pierwszy zachwycił metamorfozą, którą przeszedł na planie dramatu "Skazany na bluesa" (2005). Na naszych oczach, niemal bez wysiłku, stał się legendarnym wokalistą grupy Dżem, Ryszardem Riedlem.

Reklama

Dziwiło, gdy opowiadał potem, jaką miał tremę i że o wsparcie prosił samego ś.p. Riedla: - Najtrudniejsze były sceny kręcone w Spodku (...). Pamiętam, że zamknąłem oczy, chwyciłem mikrofon i pomyślałem sobie: O Rysiu pomóż, bo jak coś spieprzę, oni mnie zabiją - mówił. Wyszło znakomicie. W wywiadzie Tomasz Kot przyznał jednak trzeźwo: - Byłbym naiwny, gdybym sądził, że dobra passa będzie trwać wiecznie. A jednak... od tamtej pory trwa nieprzerwanie.

Aktor stał się Zbigniewem Religą w "Bogach", ma też nieprawdopodobny potencjał komediowy ("Testosteron", "To nie tak jak myślisz, kotku", "Disco Polo", serial "Niania"). Uwaga, dowcipu nie brak mu także prywatnie: "Tele Tygodniowi" zwierzał się na przykład, jak trudno żyje się właścicielowi stopy o rozmiarze... tak jest, 47! Humor humorem, on sam coraz częściej podkreśla, że zaczyna mieć dosyć ról do śmiechu.

My zaś z tym większą ciekawością wyglądamy jego nowej kreacji. Dobiegają właśnie końca prace nad dramatem "Żyć nie umierać" Macieja Migasa (znanym także pod roboczym tytułem "Life Must Go On", premiera 28 sierpnia). Choć produkcja owiana jest tajemnicą, już teraz zdumiewają zdjęcia Tomasza Kota, który do roli umierającego na raka mężczyzny bardzo schudł. Z ogoloną głową i zapadniętymi policzkami po raz kolejny stał się kimś innym. Kim? To już można powiedzieć: Bartkiem - postacią luźno wzorowaną na zmarłym w 2009 roku Tadeuszu Szymkowie ("Psy", "Kroll").

Bartosz Kolanko, bo tak się w filmie nazywa, był wziętym aktorem. Niestety, los lubi płatać figle. Teraz jest wyłącznie "zabawiaczem" publiczności w telewizyjnym show. I pewnie nigdy by tego nie zmienił, gdyby nie spadła na niego wieść o nieuleczalnej chorobie. Podobno zostały mu trzy miesiące życia. Co zrobi? I jak z niełatwego zadania wywiąże się Tomasz Kot? Jego bohater będzie próbował naprawić relacje z córką. Aktor sam ma dwójkę dzieci: córeczkę Blankę i synka Leona.

O tym, że będzie grał, wiedział - jak mówi - od zawsze. Kocha teatr, pasjonuje go każda rola. A jednak jego największą miłością jest to, co zostaje, gdy gasną światła, czyli... rodzina. Bo przecież: - Każdy film jest z punktu widzenia aktora chwilową iluzją. Kostium znika, a ja wracam do domu i muszę zmyć naczynia.

Maciej Misiorny

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Kot

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje