Miloš Forman: Robił filmy, by bronić ludzi

Został reżyserem, bo zauważył, że kochają ich najpiękniejsze kobiety.

Miloš Forman

Mikstura bujnej kobiecości: tanich perfum, fiołków, rozgrzanych ciał, kulek na mole, alkoholu, ciasteczek, baletek z przepoconymi rajstopami i króciutkimi spódniczkami z tą ledwie wyczuwalną nutą uryny - Miloš Forman na całe życie zapamiętał odurzający zapach zaplecza operetki, w której w latach 40. ubiegłego wieku pracował jego brat.

Jako młody chłopak Forman (rocznik 1932) uwielbiał przesiadywać za kulisami i fantazjować, że pewnego dnia stanie się członkiem zespołu. Tylko którym? Aktorem na pewno nie, odkąd zauważył, że uznawano ich za zniewieściałych. Aż pewnego dnia do garderoby wparował podstarzały mężczyzna: w wymiętolonej marynarce, łysiejący, podpity. I tak wszystkie najpiękniejsze kobiety patrzyły tylko na niego. - Kto to jest? - zapytał brata. - Ten? To reżyser - prychnął. I Forman miał już odpowiedź.

Reklama

Nie myślał jednak o kinie, zanim dla uniknięcia służby wojskowej nie zapisał się na wydział scenopisarstwa filmowego. Chciał tam przeczekać rok do kolejnych egzaminów. Za pierwszym podejściem nie przekonał komisji swoją inscenizacją zadanego tematu "walka o światowy pokój" Może dlatego, że w niego nie wierzył. Podczas drugiej wojny w obozach koncentracyjnych zginęli jego rodzice, zaangażowani w ruch oporu. Odtąd Miloš z dobytkiem w jednej walizce tułał się po krewnych. - Szybko zorientowałem się, że bunt stanowiłby wielki egzystencjalny luksus, na który nie mogłem sobie pozwolić. Wyrosłem więc na rasowego dyplomatę. Nie sprawiałem kłopotów i nauczyłem się zjednywać sobie ludzi - wspominał.

Trafił do najlepszego liceum w kraju, w czeskim kurorcie Poděbrady. Oficjalnie przeznaczona dla sierot wojennych szkoła przyciągała synów ministrów, bogaczy, komunistycznych oficjeli. Dzięki dużym dotacjom dyrektor był w stanie ściągnąć do niej wybitnych nauczycieli. Forman był tam jednym z niewielu chłopców, którzy naprawdę stracili rodziców. Razem z nim w szkolnej ławie siedzieli m.in.: Václav Havel, Jerzy Skolimowski, Ivan Passer, z którym stawiał swoje pierwsze filmowe kroki.

Właśnie z Passerem i operatorem Miroslavem Ondříčkiem, później nominowanym do Oscara za zdjęcia m.in. do "Amadeusza" i "Ragtime’u" nakręcił debiutancką fabułę "Konkurs". Dziś należałoby uznać film za prekursora tak popularnych sfingowanych dokumentów. Ogłosili, iż poszukują kandydatki na piosenkarkę. Później autentyczne taśmy z przesłuchań włączyli do filmu. A Věra Křesadlová odtwarzająca główną rolę aspirującej do sławy pedicurzystki niedługo po zakończeniu zdjęć została drugą żoną Formana (pierwsze małżeństwo z aktorką Janą Brejchovą rozpadło się po 4 latach).

- Kiedy wzięliśmy ślub, brzuch Very stał się naprawdę olbrzymi i tylko rósł i rósł. Lekarze mówili, że będzie z tego albo jakiś gigant, albo bliźniaki - wspominał Forman. - W dniu porodu, popijałem w pubie z przyjaciółmi, czekając na wiadomości. W końcu zadzwonili... Bliźniaki: Petr i Matej! Zgodnie z innym czeskim zwyczajem podano mi miskę soczewicy, symbolizującej pieniądze. Był rejwach, wszyscy szturchali mnie i żartowali, zamilkli, gdy na wierzch soczewicy wbito jajko. Miało dwa żółtka!

Soczewica przyniosła szczęście, bo kolejne filmy: "Miłość blondynki" i "Pali się, moja panno!" zdobyły nominacje do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego. O Formanie zrobiło się głośno. Także dlatego, że słodko-gorzką opowieść o balu strażaków w prowincjonalnym mieście władze uznały za złośliwą metaforę systemu i zakazały jej wyświetlania.

Wykorzystali to Amerykanie i natychmiast zaprosili go do współpracy. Pech - albo szczęście - chciał, że Forman wyjechał na negocjacje akurat przed Praską Wiosną. Na wieść o zamieszkach postanowił na razie nie wracać. Zamieszkał w Nowym Jorku z rezydującym tam już Ivanem Passerem. Věra z bliźniakami została w Czechosłowacji. Chłopcy zobaczyli ojca po 6 latach, gdy "Lot nad kukułczym gniazdem" zgarnął 9 nominacji do Oscara. Ale po kolei.

Zanim Forman stał się najgorętszym nazwiskiem Hollywoodu, zaliczył spektakularną klęskę. Pierwszy amerykański film "Odlot", choć dostał główną nagrodę na festiwalu w Cannes, w USA poniósł komercyjną klęskę. Został też schłostany przez krytykę. - Moje reżyserskie instynkty były zbyt czeskie jak na USA - mogę więc powiedzieć, że mój ostatni czeski film powstał w Nowym Jorku - podsumował Forman. Skończył z takim długiem wobec wytwórni, że musiał przenieść się do słynnego, ale podłego hotelu (Chelsea), za to wyrozumiałego, jeśli chodzi o terminy płatności. Wybawieniem okazał się "Lot nad kukułczym gniazdem".

Prawa do filmu na początku lat 60. XX w. wykupił Kirk Douglas, latami bezskutecznie usiłując zdobyć pieniądze na jego ekranizację. Gdy po dekadzie uznał, że jest za stary do roli młodego buntownika, przekazał materiał synowi, Michaelowi Douglasowi. Ten, operując wyjątkowo ograniczonym budżetem, uznał Formana za idealnego kandydata na reżysera. Gdy Kirk dowiedział się, kogo zatrudnił syn, zawrzał. Formana spotkał w Czechosłowacji, gdy jeździł po Europie jako amerykański ambasador dobrej woli. Zaproponował mu wtedy współpracę i obiecał, że wyśle materiał pocztą. "Panie Forman, z pana jest jednak kawał skurwysyna" - wściekł się, gdy zobaczyli się już w Ameryce. "Kiedy posłałem panu książkę, nie miał pan nawet na tyle przyzwoitości, by mi napisać: 'Pocałuj się w dupę'. A teraz, gdy jest pan w USA, tak się pan na nią napala". "A wie pan, panie Douglas, że ja myślałem o panu to samo?" - odparł Forman, który uświadomił sobie, że książka najpewniej została zatrzymana na granicy. Nie przypadkiem.

Tym, którzy wyrażali wątpliwości, czy facet zza żelaznej kurtyny będzie umiał sfilmować opowieść o amerykańskim szpitalu psychiatrycznym, odpowiadał: - Dla mnie to nie literatura, tylko prawdziwe życie z lat 1932-68, gdy mieszkałem w Czechosłowacji. "Lot" zamiast prognozowanych 15 mln dolarów zarobił 280 mln. Z 9 nominacji zgarnął 5 Oscarów, i to w najważniejszych kategoriach: najlepszy film, scenariusz, reżyseria, główna rola męska i kobieca. Wcześniej udało się to tylko "Ich nocom" Capry ("Witaj w klubie!" - napisał do Formana).

To nie koniec przygody z Amerykańską Akademią Filmową - "Amadeusza" nominowano w 11 kategoriach, z czego w 8 wygrał i... zakończył dobrą passę reżysera. Później nakręcił już tylko 4 filmy, które, choć chwalone przez krytykę, nie przyciągały widowni do kin.

W 1999 roku rozwiódł się z drugą żoną i poślubił 34 lata od siebie młodszą Martinę Zbořilovą, studentkę, która pisała pracę porównującą czeskie i amerykańskie kino. - Oczekiwałem okularnicy w za dużym swetrze, pojawiła się elegancka blondynka - mówił. Jeszcze w tym samym roku na świecie pojawiła się kolejna para bliźniaków, Jim i Andy (o podwójnych żółtkach tym razem nic nie wiadomo). Z Martiną został do końca. Umarł po krótkiej chorobie 13 kwietnia tego roku w Connecticut, gdzie mieszkał od lat.

AD

Dowiedz się więcej na temat: Milos Forman

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje