"Krótki film o zabijaniu": Chuck Norris nie wytrzymał

Mirosław Baka i Jan Tesarz w "Krótkim filmie o zabijaniu" /East News/POLFILM

W niedzielę, 11 marca, mija dokładnie 30 lat od premiery "Krótkiego filmu o zabijaniu" w reżyserii Krzysztofa Kieślowskiego. - Ten film zwrócił uwagę światowej krytyki na Kieślowskiego - przypomina krytyk filmowy Tadeusz Sobolewski.

Reklama

W 1984 roku Krzysztofowi Kieślowskiemu pomysł sfilmowania 10 przykazań podsunął Krzysztof Piesiewicz - adwokat i współscenarzysta poprzedniego obrazu reżysera - "Bez końca". Postanowiono najpierw napisać scenariusze z przeznaczeniem dla młodych reżyserów. Twórcy za wszelką cenę starali się uciec od dosłownych skojarzeń między opowieściami a odpowiadającymi im przykazaniami.

Krzysztof Piesiewcz w książce "Kino Krzysztofa Kieślowskiego" wspominał pracę nad częścią dotyczącą przykazania "Nie zabijaj". - Zastanawialiśmy się, jak poprowadzić akcję w tym odcinku: poprzez obronę konieczną? poszlakowość? I w pewnym momencie ja mówię: - Słuchaj, trzeba tu pominąć salę sądową. Trzeba najpierw pokazać zabijanie, a potem następne zabijanie.

Reklama

Ostatecznie fabuła odcinka skoncentrowała się na zabójstwie dokonanym przez dwudziestoletniego Jacka na taksówkarzu, a następnie na egzekucji chłopaka wykonanej na podstawie wyroku sądu.

- W tym filmie widać najlepiej adwokacką koncepcję "Dekalogu": autorzy przyjmują pozycje obrońców, nie sędziów człowieka. Stosunek do zła w "Krótkim filmie o zabijaniu" jest podobny jak u Dostojewskiego, na którego reżyser czasem się powoływał w wywiadach. Podobny sprzeciw wobec kary śmierci jak w "Krótkim filmie o zabijaniu" można znaleźć w "Idiocie" Dostojewskiego - podkreśla Tadeusz Sobolewski.

"Zielone gówno"?

Kieślowski postanowił, że sam wyreżyseruje cały cykl. Na decyzję Telewizji Polskiej o starcie produkcji czekano ponad półtora roku. Założony budżet nie był dla Kieślowskiego satysfakcjonujący. Reżyser zwrócił się do Ministerstwa Kultury.

"Wziąłem kilka scenariuszy z 'Dekalogu' i powiedziałem: 'Zrobię bardzo tanio dwa kinowe filmy, pod warunkiem że jednym z nich będzie numer pięć' - bo numer pięć miałem rzeczywiście ochotę zrobić - 'a drugi wybierzcie'. No i wybrali numer sześć. Dali mi troszkę pieniędzy. Nie za dużo, ale już wystarczyło" - wspominał Kieślowski w "Autobiografii".

Scenariusze wskazanych odcinków zostały rozbudowane do rozmiarów pełnometrażowych filmów: "Krótki film o zabijaniu" i "Krótki film o miłości". Zdjęcia do "Dekalogu" rozpoczęły się w marcu 1987 roku.

Zgodnie z pomysłem Kieślowskiego każdą część cyklu filmował inny operator. Realizację zdjęć do odcinka piątego i zarazem "Krótkiego filmu o zabijaniu" Kieślowski zaproponował Sławomirowi Idziakowi.

"Starałem się odmówić Kieślowskiemu w elegancki sposób. Zaproponowałem eksperyment z obrazem, ze światłem i z filtrami. A on się na to zgodził. Powiedział: rób jak chcesz; jeśli jeden z odcinków będzie przypominał zielone gówno, to nic się nie stanie. W ten sposób zdjął ze mnie strach i odpowiedzialność" - wspominał operator.

Skupienie mordercy

Ważną rolę mordercy, Jacka Łazara, otrzymał debiutant Mirosław Baka. "W przeddzień zdjęć Baka był poważny, ponury i przerażony. (...) Niepokoił się, czy podoła roli. Potem bardzo starał się utożsamić z bohaterem, jakby nie było - zabójcą. Musiał wykonywać zadania, które czasem wzbudzały w nim sprzeciw" - wspominał Dariusz Jabłoński, drugi reżyser serialu.

Montaż "Krótkiego filmu o zabijaniu" zakończono pod koniec 1987 roku, a premiera odbyła się w 11 marca roku następnego. Część krytyków zarzucała reżyserowi uprawianie publicystyki. Zygmunt Kałużyński - nie zawsze przychylny dokonaniom Kieślowskiego - film chwalił.

"Uważam, że jest on znakomity. (...) Szczegółowość, powaga, skupienie, z jakim film postępuje za mordercą i zarazem ofiarą, minuta po minucie, aż do jego stracenia, dają ową wszechstronność i zarazem tajemnicę charakteru ludzkiego, jaka jest cechą sztuki (...) i jaką rzadko znajdujemy w kinie, czasem u jakiegoś Bunuela czy Bergmana" - pisał krytyk na łamach "Polityki".

Film Kieślowskiego wpisał się w dyskusję o karze śmierci, tocząca się nie tylko w naszym kraju. - Według opinii samego Kieślowskiego jego "Krótki film o zabijaniu" w Polsce - w przeciwieństwie do świata - nie bardzo trafił w swój czas. Duża część obywateli jest za karą śmierci, a dodatkowo w 1989 roku w społeczeństwie było sporo niechęci do niedawno ogłoszonej amnestii i wcześniejszego zwalniania przestępców kryminalnych - mówi Tadeusz Sobolewski.

Chuck Norris wymiękł

W maju 1987 roku "Krótki film o zabijaniu" zaprezentowano w konkursie głównym Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Film odniósł duży sukces, choć nie wszyscy wytrzymali do końca projekcji.

"Podczas tej sceny [egzekucji - przyp.red.] rozległy się okrzyki: 'Dosyć, dosyć'. Potem znany amerykański aktor Chuck Norris powiedział nam: 'Zabiłem w filmach kilku facetów, ale żeby w taki sposób...'" - wspominała Irena Strzałkowska ze Studia Filmowego "Tor".

Obraz Kieślowskiego wyróżniono Nagrodą Jury i nagrodą FIPRESCI - akredytowanych na festiwalu dziennikarzy.

W grudniu 1988 roku "Krótki film o zabijaniu" otrzymał przyznawaną po raz pierwszy nagrodę Europejskiej Akademii Filmowej.

Rozgłos, jaki zyskały na świecie "Krótki film o zabijaniu" i "Krótki film o miłości", spowodował, że z niecierpliwością czekano na pokaz całego serialu. Premiera "Dekalogu" odbyła się na festiwalu w Wenecji we wrześniu 1989 roku. Serial odniósł spektakularny sukces i Telewizja Polska sprzedała go do ponad 70 krajów.

- Kieślowski stał się, obok Wajdy i Polańskiego, najbardziej znanym polskim reżyserem. Był to sukces wyjątkowy, za którym nie stały okoliczności dziejowe, tragizm polskiej historii (jak u Wajdy) ani kosmopolityzm Polańskiego. Kieślowski postawił swoich bohaterów poza "kompleksem polskim - podkreśla Sobolewski.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje