Reklama

Reklama

Reklama

Claudia Cardinale: "Miałam u stóp cały świat"

Mówiono o niej Bella Italia, a ona zachwycała w "Osiem i pół" i "Lamparcie". Wierzy, że warto być tajemniczą. Nigdy się nie rozebrała przed kamerą, choć za sławę słono zapłaciła.

Claudia Cardinale na festiwalu w Monte Carlo w 2008 roku

Przyszła na świat osiem lat przed pierwszą edycją festiwalu w Cannes. Nie miałoby to pewnie aż takiego znaczenia, gdyby nie fakt, że zbliżającą się wielkimi krokami 70. edycję imprezy (start 17 maja) postanowiono uświetnić plakatem z wizerunkiem Claudii. Aktorka na nim promienieje. Jest młoda, szczęśliwa i... dużo szczuplejsza, niż na oryginalnej fotografii z 1959 roku.

Reklama

Reklama

Francuzi protestują: po co udoskonalać to, co i bez retuszu było bliskie ideału? Wtórują im Włosi. Tymczasem ikona kina nie ma pretensji. Zdaje się być ponad to, jak tyle już razy w przeszłości.

C.C., czyli bogini

Od lat jej nazwisko kojarzone jest z niezależnością i pięknem - nie tylko fizycznym, ale też duchowym, czego dowodzi działalność charytatywna (jest m.in. Ambasadorką Dobrej Woli UNESCO). - Bogini? Wolę, by nazywano mnie C.C. - mówi.

Zagrała w 150 filmach ("Goha", "Rocco i jego bracia", "Osiem i pół", "Lampart", "Różowa pantera", "Królowe Dzikiego Zachodu", "Ucieczka na Atenę", "Fitzcarraldo"), gościła na okładkach setek magazynów, rozkochała w sobie miliony mężczyzn, a jednak pozostała skromna.

Dziś ma 79 lat i nie widzi powodu, by wycofywać się z show-biznesu. Wydawać się to może dziwne, bo przecież kolorowy świat intryg, wielkich pieniędzy i jeszcze większych kłamstw nie raz źle ją potraktował. Upokarzający był kontrakt, zakazujący młodziutkiej C.C. obcinania włosów, przybierania na wadze, wychodzenia za mąż czy zachodzenia w ciążę. Pech chciał, że u progu sławy padła ofiarą gwałtu i urodziła syna Patrizia. O tym, że jest jego mamą, powiedziała mu, gdy skończył 19 lat.

- Stałam na rozstaju dróg. Musiałam wybrać: kariera albo pieluszki - przyznaje, dając do zrozumienia, jak wiele ją to kosztowało.

Z Tunisu do Rzymu

Claude Joséphine Rose Cardinale przyszła na świat 15 kwietnia 1938 roku w La Goulette nieopodal stolicy Tunezji, Tunisu. Stąd pochodzili jej rodzice Yolanda i Francesco, potomkowie przybyszów z Sycylii. Jako że Tunezja znajdowała się pod protektoratem Francji, państwo Cardinale mówili po francusku. - Włoski znałam w stopniu niezadowalającym - żartuje gwiazda. Co ciekawe, nie pamięta, by marzyła o aktorstwie. - Chciałam zostać nauczycielką. Zaczęłam się w tym kierunku kształcić. Do moich obowiązków należała m.in. nauka włoskiego - wspomina. Co więc poszło "nie tak"?

Jako 17-latka uwikłała się w toksyczny związek z 26-letnim Francuzem. Mężczyzna bił ją i wykorzystywał. Uciekła, gdy tylko nadarzyła się okazja. Mając 19 lat, wzięła udział w wyborach najpiękniejszej Włoszki w Tunezji. Zjawiskowa uroda przykuła uwagę sędziów. Claudia wygrała. W nagrodę pojechała na festiwal do Wenecji. - Potem poszłam do szkoły aktorskiej w Rzymie, podpisałam kontrakt i dosyć szybko zadebiutowałam w filmie "Goha" (1958) - mówi.

Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło? Niekoniecznie. Życie szykowało przecież kolejną niespodziankę. Na planie poczuła się fatalnie, zapragnęła wrócić do domu. To tam zorientowała się, że jest w ciąży. - Miałam wymarzony kontrakt. Spanikowałam! - zwierza się. Tymczasem na jej drodze pojawił się producent Franco Cristaldi. Wyczuł, że przerażona ofiara gwałtu to żyła złota i że może się jej kosztem wzbogacić. Zaproponował, by urodziła chłopca w Londynie, po czym odesłała go na wychowanie do Francesca i Yolandy. - Powiesz ludziom, że to twój brat - przekonywał. Dał mu nazwisko... Z miłości? Nie, z żądzy zysku.

Aktorka wyzwoliła się z pęt zakazów dopiero w 1975 roku. Wtedy też rozstała się z Cristaldim i związała z włoskim reżyserem Pasqualem Squitierem. Doczekali się córki Claudii, wyznali prawdę Patriziowi. Do dziś żyją razem, wolni od presji.

- Miałam u stóp cały świat, ale to nic nie znaczyło. Teraz wiem, że najważniejsza jest rodzina - mówi aktorka. I nie ma w tym cienia kokieterii! A sława? - Jest miła, ale nie najważniejsza - twierdzi, przypominając, że w latach 50. i 60. nazywano ją skarbem narodowym Włoch. Szanowano za tajemniczość i za to, że nigdy się przed kamerami nie rozebrała.

Kochali się w niej Luchino Visconti, Federico Fellini, Sergio Leone, ale też Werner Herzog i... Jerzy Skolimowski (zagrała w jego "Przygodach Gerarda"). Hollywood czyniło zakusy, by ją sobie przywłaszczyć. Ona sama najlepiej czuje się w Europie. Ma rozsądny stosunek do upływu czasu: - Starość to dar, zwłaszcza gdy towarzyszy jej uśmiech - przekonuje.

Maciej Misiorny

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Claudia Cardinale

Reklama

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje