Robert Górski ma swój azyl

Jest bardzo zapracowanym człowiekiem. Występuje z Kabaretem Moralnego Niepokoju, tworzy teksty dla innych wykonawców, napisał sztukę "Zdrówko" o pijaństwie Polaków. W TVP1 możemy oglądać go w sitcomie "Słodkie życie".

Jakie słodycze pan lubi?

Reklama

Robert Górski: - Wszystkie, zwłaszcza ciastka. Kiedyś uwielbiałem ponczowe. Jednak nauczyłem się ograniczać spożycie słodkości, muszę dbać o sylwetkę. W "Słodkim życiu" w jednej ze scen musiałem zjeść cztery pączki!

Ma pan kulinarny talent?

- Przyznam szczerze, że w kuchni nie robię nic. Uważam, że proporcje między czasem poświęconym na gotowanie i na zjadanie tego, co się przygotowało, są niewłaściwe. Można posiłki celebrować, ale wolę być wtedy zjadaczem niż podawaczem.

Czy w czasie kręcenia sitcomu improwizuje pan?

- Kabareciarze lubią mówić swoimi tekstami, ale tutaj mamy scenariusz Marka Modzelewskiego. Znamy się i przyjaźnimy od wielu lat. Operujemy podobnym językiem, odpowiada mi jego poczucie humoru. Choć są momenty, w których natura nie pozwala mi milczeć i improwizuję.

Niedawno napisał pan sztukę "Zdrówko" o pijaństwie Polaków, graną w Teatrze Capitol.

- To nie do końca o pijaństwie, a raczej o potrzebie szukania rozrywki, gdzie się tylko da, na przykład w sanatorium.

Pan też za kołnierz nie wylewa?

- Lubię polską tradycję picia czystej wódki w kieliszkach, rozlewania, wznoszenia toastów, przepijania, zagryzania śledziem. Jest w tym coś staropolskiego, a ponieważ jestem tradycjonalistą, to mi się podoba. Jednak nie można ciągle pić wódki, więc wino do obiadu też jest przyjemne od czasu do czasu.

Gdy pan pracuje, na biurku stoi lampka wina lub drink?

- Na scenie i w czasie tworzenia tekstów w domu nie piję. Alkohol po prostu mnie rozkojarza. Poza tym pracuję zwykle rano, gdy dziecko pójdzie do szkoły. Wieczorem trudno mi się zmusić do większego intelektualnego wysiłku.

Gdzie pan odpoczywa i ładuje akumulatory?

- Choć uwielbiam nasze plaże, popularność przeszkadza mi spokojnie odpoczywać nad Bałtykiem, zwłaszcza w sezonie wakacyjnym. Dlatego wybieram inne rejony. Nie będę oryginalny, gdy powiem, że są to Włochy. To cudowny kraj, który zawsze zachwyca mnie pysznym jedzeniem, winem, ciepłym morzem.

Zabytki też pana interesują?

Oczywiście, jestem humanistą, skończyłem polonistykę. Fascynuje mnie historia i sztuka. Z Kabaretem Moralnego Niepokoju stworzyliśmy programy o historii literatury i dziejach Polski. Pracujemy nad nowymi skeczami o historii malarstwa. Wyprawy do Włoch są inspirujące.

Słyszałam, że i w Polsce ma pan miejsce, do którego lubi uciekać.

- Tak, mam bazę w Bieszczadach z widokiem na góry. To rodzinne strony mojej partnerki, która pochodzi z Krosna. Ci, którzy chcieli się tam ze mną sfotografować, już zrobili zdjęcia, nowych im nie trzeba. Podkarpacie i jego mieszkańcy to również dla mnie niewyczerpane źródło pomysłów.

Rozmawiała Ewa Modrzejewska.

Nie przegap swoich ulubionych filmów i seriali! Kliknij i sprawdź nasz nowy program telewizyjny!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Dowiedz się więcej na temat: "Słodkie życie"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje