Magdalena Stużyńska: W "SuperDzieciaku" każdy wygrywa

"Złotopolscy", "Przyjaciółki", kabaret i śpiew, a teraz - udział w programie "SuperDzieciak". Choć to dopiero drugi odcinek, Magdalena Stużyńska już wie, że rola jurorki to jej żywioł...

Magdalena Stużyńska przekonuje, że "SuperDzieciak" nie jest dla uczestników stresujący. W dodatku każdy zostaje tu nagrodzony!

Fala krytyki dosięgła programy oparte na rywalizacji najmłodszych. Miałaś wątpliwości, czy być częścią kolejnego?

Reklama

Magdalena Stużyńska: - "SuperDzieciak" nie ma za zadanie nikogo wykorzystywać, krzywdzić ani oceniać. Chcemy pokazywać i promować nieprzeciętne talenty. Tu jest rywalizacja o półfinały, finał, główną nagrodę. Żadne dziecko nie wychodzi przegrane - każde, niezależnie od tego, czy przejdzie dalej, czy nie, otrzymuje stypendium na dalszy rozwój. Poza tym większość zna już smak rywalizacji: często to finaliści ogólnopolskich i międzynarodowych konkursów, mistrzowie Polski, Europy, świata. Ważne było dla mnie to, że selekcja wyłania wyłącznie dzieci, które nie boją się sceny, publiczności, "zawodów" i nie przeżyją ogromnego stresu, występując przed milionami widzów.

A gdyby któryś z twoich synów powiedział, że chce wziąć udział w takim programie?

- Powiedziałabym: "Poćwicz jeszcze. Będę cię wspierać, a później zobaczymy". Dla każdego rodzica to jego dziecko jest najlepsze, ale trzeba starać się być obiektywnym, wspierać je rozsądnie. Siłą programu jest to, że dzieci, które się do niego dostają, są mądrze prowadzone i dojrzałe w tym, co robią. W małym człowieku trzeba odkrywać talenty, które ma, a nie na siłę realizować własne zainteresowania. Nasze dzieciaki nie spełniają ambicji rodziców...

Płaczesz czasem?

- Czasem... nie płaczę (śmiech). Ja przecież jestem bardzo emocjonalna, a niektóre występy potrafią rozłożyć na łopatki...

Rozmawiamy o "SuperDzieciaku" na planie "Przyjaciółek". Pamiętasz swoją pierwszą przyjaciółkę?

- Oczywiście! Jak byłyśmy małe, miałyśmy z siostrą sąsiadkę Agatkę. Mieszkała piętro niżej. Spędzałyśmy dużo czasu razem. Pamiętam, że uwielbiałyśmy piec ciasta i bawić się w dentystę.

Słucham?

- Tak! Szydełkiem wierciłyśmy sobie w zębach, a później z pasty do zębów i papieru toaletowego robiłyśmy plomby. Niestety, Agatka któregoś dnia się przeprowadziła, a nasze drogi rozeszły.

Z wiekiem przyjaciółek przybywa, czy jednak ubywa?

- Nie ma tu żadnych reguł. Są przyjaźnie, które z nami "dorastają", ale też takie, które nie trwają długo, choć zostały zbudowane na bazie podobnych doświadczeń życiowych. Jedną z najbliższych mi osób jest Kaśka Kwiatkowska, z którą przyjaźnię się od szkoły podstawowej i z którą przeszłam przez najbardziej burzliwe lata w życiu. To przyjaźń na dobre i złe. Ale też całkiem niedawno poznałam fantastyczną kobietę, z którą natychmiast się zaprzyjaźniłam, bo... jesteśmy na podobnym etapie w życiu, mamy podobne problemy i spostrzeżenia.

Rozmawiała Ewelina Kopic.

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Stużyńska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje